"Gdy zobaczyłem ogrom zniszczeń, już wiedziałem że nikt nie przeżył"

"Gdy zobaczyłem ogrom zniszczeń, już wiedziałem że nikt nie przeżył"

Dodano:   /  Zmieniono: 
Fot. FORUM 
Tu-154M lądował w różnych sytuacjach. 10 kwietnia 2010 roku nie miałem takich myśli, że ten samolot nie będzie mógł wylądować - przekonuje w rozmowie z RMF FM Marcin Wierzchowski, pracownik Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który był jedną z pierwszych osób, które dotarły na miejsce katastrofy.
- W pewnym momencie zobaczyłem ochronę rosyjską przydzieloną do ochrony pana prezydenta, która ruszyła pędem przez płytę lotniska. I pierwsza myśl, która mi przyszła do głowy, była taka, że samolot wylądował, a Rosjanie się zagapili i kolumna nie ruszyła - wspomina wydarzenia z 10 kwietnia Wierzchowski. - Wsiadłem do samochodu ambasadora Bahra razem z nim oraz jego kierowcą i pognaliśmy za tymi samochodami rosyjskimi - dodaje. Przyznaje, że jeszcze wtedy "do głowy mu nie przyszło, że to może być tak wielka tragedia".

- Jak dojechaliśmy do takiego miejsca przy bocznym pasie, ja wysiadłem i zobaczyłem trzy czy cztery osoby, które wbiegły w las, to wtedy się zaniepokoiłem. Ale adrenalina działała, ja wbiegłem za nimi i jak zobaczyłem ogrom zniszczeń, to wiedziałem, że doszło do tragedii - wspomina Wierzchowski. - Po kilkunastu sekundach, jak zobaczyłem, że na rozrzuconych po terenie szczątkach są biało-czerwone malowania, to już wiedziałem, że to jest polski samolot - dodaje.

- Ogrom zniszczeń, które zastałem na miejscu, to było coś niesamowitego. To zabrzmi dość przykro, ale ja już wiedziałem, że nikt nie przeżył - przyznaje Wierzchowski.

RMF FM, arb