Gdybym był bogaty

Gdybym był bogaty

- Pieniądze szczęścia nie dają. Dają je dopiero zakupy - twierdziła Marilyn Monroe. Na co wydają pieniądze pierwsi rentierzy III RP?
Coraz częściej do wniosków Marylin Monroe dochodzą polscy biznesmeni, którzy przez ostatnią dekadę ciężko pracowali nad pomnażaniem swoich pieniędzy. Tak ciężko, że dopiero na zafundowanej sobie emeryturze mają czas je wydawać. Rejs dookoła świata pełnomorskim jachtem, polowanie na lamparta w Afryce, wieczór na premierze w La Scali - tak spędzają czas rentierzy III RP, rosnąca, choć wciąż nieliczna grupa obywateli naszego kraju. Amerykański rentier ma na ogół ponad 70 lat. Polscy rentierzy w większości są ludźmi trochę po czterdziestce lub pięćdziesiątce. Wielu z nich wybrało emeryturę nie dla przyjemności, wymusili to na nich konkurenci, zabrakło pomysłów na rozwój firmy.

Zdaniem Warrena Buffeta, szefa Berkshire Hathaway i guru nowojorskiej Wall Street (jego majątek "Forbes" ocenia na 35 mld USD), znacznie łatwiej wielkie pieniądze zarobić, niż je później sensownie wydać. Wśród Amerykanów znaleźć można około 170 miliarderów i 250 tys. milionerów z majątkiem powyżej 10 mln USD. Co robią z pieniędzmi? Lider rankingów bogaczy (majątek wart około 52,8 mld USD) Bill Gates usunął się nieco w cień, ustępując w ubiegłym roku z fotela prezesa Microsoftu i powracając do swej - jak twierdzi - "ulubionej zabawy", czyli projektowania nowych produktów firmy. Na razie nie zaplanował dokładnie, co zrobi ze swoimi miliardami. Na nafaszerowany elektroniką "dom XXI wieku" pod Seattle wydał ledwie 35 mln USD. Teraz myśli o przekazaniu 21 mld USD na rzecz fundacji charytatywnej. Milioner Dennis Tito zafundował sobie za 20 mln USD wycieczkę na międzynarodową stację kosmiczną Alfa. W jego ślady poszedł niedawno dwudziestoośmioletni Mark Shuttleworth z RPA, który fortuny dorobił się dzięki firmie konsultingu internetowego i serwerowi handlu elektronicznego.

Polscy rentierzy majątków dorabiali się między innymi na giełdzie, w branży budowlanej, komputerowej, motoryzacyjnej. Witold Zaraska dwa lata temu sprzedał szwedzkiej firmie Skanska akcje kieleckiego Exbudu za ponad 4 mln zł. Wolny czas postanowił poświęcić swojej drugiej rodzinie (ma szesnastomiesięcznego syna i dwunastoletniego wnuka). Założyciel i były szef największej prywatnej firmy budowlanej w Europie Środkowej wykłada od czasu do czasu na uczelniach. - Mógłbym kupić samolot albo jacht, ale nie muszę nikomu imponować - twierdzi Zaraska. Prawdziwy interes życia zrobił były dziennikarz Dariusz Sobiczewski, który w 1991 r. założył wraz z Mariuszem Łukasiewiczem i Robertem Chesterem Krawcem, polskim biznesmenem z Australii, firmę pośrednictwa ratalnego Lukas SA (należy do niej między innymi Lukas Bank). Przez lata Sobiczewski był tylko biernym akcjonariuszem spółki. W zeszłym roku sprzedał 25 proc. swoich akcji francuskiej grupie finansowej Credit Agricole za 350 mln zł. Po transakcji przepadł bez wieści. Pracownicy Lukas Banku twierdzą, że podróżuje po USA.

Najbardziej nieoczekiwane i spektakularne w historii gospodarki III RP było odejście z biznesu Romana Kluski, założyciela nowosądeckiego Optimusa - największego producenta pecetów w kraju. Latem 2000 r. Kluska zaskoczył wszystkich, sprzedając 66 proc. należących do niego i jego żony akcji spółki za 261 mln zł. Powodów porzucenia firmy nigdy do końca nie wyjaśnił. Na transakcji zrobił lepszy interes, niż wielu się wydawało - w tydzień później akcje Optimusa znacznie staniały. W wieku 52 lat na emeryturę udał się również Krzysztof Musiał, który zarobił kilkaset milionów złotych, sprzedając 60 proc. udziałów w założonej przez siebie firmie ABC Data, zajmującej się dystrybucją produktów teleinformatycznych. Dziś największym zmartwieniem tego miłośnika muzyki klasycznej i opery jest to, że nie ma jeszcze nowej płyty z nagraniem "Wesela Figara".

O Ryszardzie Variselli, rezydencie Księstwa Monako, jednej z najbardziej tajemniczych, a zarazem najbarwniejszych postaci wśród polskich rentierów, głośno stało się kilka lat temu, gdy wydał bal urodzinowy na warszawskim Służewcu. Do "kotleta" przygrywała grupa Gipsy Kings, a cała impreza kosztowała około 2,5 mln zł. Od tego czasu biznesmena otacza wianuszek "przyjaciół" bawiących się na jego koszt. Varisella kupił rezydencję w Konstancinie, farmę na Mazurach i stajnie, w których trzyma ponad sto koni wyścigowych. Jeździ między innymi robionym na zamówienie terenowym hummerem (auto w wersji podstawowej kosztuje 500 tys. zł). Fortunę zgromadził, inwestując w browary Warka i Piast, które następnie z zyskiem sprzedawał (55 proc. akcji Piasta kupił w 1996 r. za około 40 mln zł, a sprzedał rok temu za ponad 200 mln zł).

Krakowski biznesmen Sobiesław Zasada, były kierowca rajdowy, zarządzanie 29 spółkami, w których jest głównym udziałowcem (m.in. sieć dealerska DaimlerChrysler i fabryki autobusów Jelcz, Autosan) zlecił wynajętym menedżerom. Większość wolnego czasu poświęca swoim pasjom. W pobliżu rezydencji w Monako cumuje jego pełnomorski jacht, którym wyprawia się w długie rejsy. Zapytany przez nas o koszty morskich wojaży, Zasada odpowiada jak przystało na człowieka, który nie musi martwić się o pieniądze: - Taka podróż nic nie kosztuje, przecież żagle napędza wiatr.

Za biznesem nie tęskni także Adam Smorawiński, trzynastokrotny mistrz Polski w rajdach, który prowadzenie rodzinnej firmy importującej auta BMW i Rover przekazał synom. Pieniądze wydaje teraz na loty własną awionetką TB-9 i polowania - za najcenniejsze swoje trofeum uważa dwa kanadyjskie niedźwiedzie grizzli. - Polowania i praca społeczna w klubie myśliwskim są bardzo zajmujące - przekonuje Smorawiński. Zamiłowanie do łowów dzieli z Andrzejem Kumorem, który w 1997 r. zlikwidował firmę budowlaną, a zebrane zlecenia oddał zaprzyjaźnionym przedsiębiorcom. Dziś pisze książki, czasem sporządza ekspertyzy lub zasiada w radach nadzorczych spółek. - Nie ma nic ponad safari połączonym z polowaniem w Afryce. Staram się wybrać na Czarny Ląd przynajmniej raz w roku na 10-16 dni - opowiada. Podróżuje również Mieczysław Wilczek, w początkach lat 90. uchodzący za jednego z najbogatszych ludzi naszego regionu. - Myślałem nawet o przeprowadzce do Ekwadoru, bo słyszałem, że w górach ludzie żyją tam ponad 100 lat. Okazało się jednak, że dotyczy to tylko miejscowych Indian - zwierza się z żalem. Udziałów w firmach mięsnych oraz produkujących koncentraty paszowe pozbył się w 1993 r. pod presją włoskiego inwestora. - Miałem dość harówki i nerwów. Dziś wystarcza mi adrenalina, którą daje partia tenisa - żartuje Wilczek.

Jan Piński

Krzysztof Trębski

Współpraca: Krzysztof Grzegrzółka


Pełny tekst artykułu "Gdybym był bogaty" w najnowszym, 1019 numerze tygodnika "Wprost", w kioskach od poniedziałku 3 czerwca.

W tym samym numerze: Homo internetus (W sieci żyje nowy gatunek człowieka. Pracuje "24 dni w tygodni, po 7 godzin na dobę", nie odczuwa zmęczenia, nie robi błędów)

oraz 

Dziki Wschód (Polska to przestępcza dżungla - przestrzegają obywateli ministerstwa spraw zagranicznych Austrii, Wielkiej Brytanii, Niemiec i USA).

Czytaj także

 0

Czytaj także