Jak nie wiadomo o co chodzi, chodzi o budżet

Jak nie wiadomo o co chodzi, chodzi o budżet

Marek Belka zaprzecza, by powodem jego dymisji miał być deficyt budżetowy. Jednak eksperci gospodarczy i politycy nie dają wiary tym zapewnieniom.
Bohdan Wyżnikiewicz, z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, uważa, że przyczyny niespodziewanej dymisji mogą być tylko dwie: przyszłoroczny deficyt budżetowy, lub stanowisko rządu wobec Rady Polityki Pieniężnej.
"Możliwe, że przyczyną dymisji Marka Belki była niezgodność poglądów z rządem w sprawie wielkości deficytu budżetowego. Powszechnie wiadomo też, że Marek Belka jest postrzegany jako ostoja polityki liberalnej".

Podobnego zdania jest lider PiS Lech Kaczyński, który uważa, że dymisja Belki może być związana z wysokością planowanego przyszłorocznego deficytu budżetowego, może też chodzić o "konflikt między premierem a wicepremierem (Belką) w sprawie Rady Polityki Pieniężnej".

Polityka dalszego cięcia wydatków jest trudna - "trudno jest wykroić jakieś oszczędności". Ale - jak zaznaczył - założenia przyjęte przez Belkę były, co prawda, "nie do zrealizowania przez ten rząd", ale "do zaakceptowania".

Istnienie konfliktu w łonie gabinetu Millera i na linii premier- prezydent potwierdza szef klubu PSL, Zbigniew Kuźmiuk, dla którego rezygnacja Marka Belki z funkcji ministra finansów jest dużym zaskoczeniem. "Martwią nas trochę tarcia w łonie SLD-owskiej części rządu i  na linii rząd - prezydent. To już widać gołym okiem i to niewątpliwe jest powód do niepokoju" - ocenia.

"Gdy minister finansów podaje się do dymisji w trakcie prac nad budżetem, to znaczy, że nie potrafił porozumieć się z pozostałymi członkami Rady Ministrów" - uważa wicepremier i minister gospodarki w rządzie Jerzego Buzka Janusz Steinhoff. Według niego, Belka już od pewnego czasu dystansował się od niektórych działań obecnego rządu i "w wielu momentach zachowywał trzeźwość stanowiska; m.in. jeszcze przed wyborami przestrzegając SLD o stanie finansów publicznych i koniecznych reformach". Steinhoff wyraził żal, że Belce nie udało się przeprowadzić zapowiadanej reformy finansów publicznych.

"Odnosiłem wrażenie, że premier Miller może chcieć reorientować swój rząd bardziej na lewo i odejście polityka o takich bardzo rynkowych przekonaniach, jakim jest Marek Belka, mogę skomentować tylko jako stratę" - powiedział jeden z założycieli Platformy Obywatelskiej Andrzej Olechowski. "Jeśli rzeczywiście premier chce reorientować rząd, to znaczyłoby to, że będzie się nasilał konflikt z ośrodkiem prezydenckim, który jest bardziej prorynkowy, bardziej liberalny".

W tym niemal jednobrzmiącym chórze giną głosy przedstawicieli SLD, którzy usiłują zapewnić, że nie ma żadnego konfliktu, a odejście ministra finansów w trakcie prac nad budżetem to zwykła sprawa. To się zdarza, mówią.

Według Ryszarda Kalisza (SLD), Belka podjął decyzję o dymisji po  głębokim przemyśleniu. "Namawiam was, abyście rozumieli słowa pana Belki, tak jak on je mówi". Zaznaczył, że nie uważa dymisji Belki za przejaw konfliktu pomiędzy prezydentem a premierem.

Rezygnacja Belki "jest obrazem wielkiej kultury politycznej", co rzadko zdarza się na polskiej scenie politycznej. "Zazwyczaj powoływanie czy dymisjonowanie odbywa się w jakiejś szalonej burzy pomówień i dyskredytacji, podkreśla rzecznik SLD Jerzy Wenderlich.
Rząd przyjął na 2003 rok deficyt ekonomiczny w wysokości 4,5 proc. PKB, a deficyt budżetowy na poziomie 43 mld zł, wobec 40 mld zł planowanych na 2002 rok. Wcześniej Marek Belka zapowiadał, że przyszłoroczny deficyt budżetu nie przekroczy 40 mld zł.

em, pap

Czytaj także

 0