Polska się starzeje!

Polska się starzeje!

W 2030 r. przybędzie 3,4 mln emerytów. Tymczasem już dziś każdy pracujący utrzymuje 0,68 emeryta. To efekt szybko zmniejszającej się dzietności polskich rodzin.
Takie wnioski wynikają z przedstawionego w Sejmie rządowego raportu o sytuacji demograficznej Polski.

W ostatniej dekadzie szybko maleje dynamika przyrostu naturalnego. Nastąpiła zmiana wzorców tworzenia rodzin, zachowań prokreacyjnych, wydłuża się natomiast przeciętne trwanie życia ludzkiego. Na skutek tych procesów ulega przyspieszeniu proces starzenia się społeczeństwa. Konsekwencją tych zmian może już być w II dekadzie XXI wieku większa liczba zgonów niż urodzeń - powiedział wiceszef rządowego Centrum Studiów Strategicznych Zbigniew Strzelecki.

Polska liczy dziś 38,6 mln mieszkańców. Według prognoz demograficznych, zmniejszenie ludności będzie następować do 2005 r., potem nastąpi okres niewielkiego wzrostu ludności. Jednak w 2030 r. Polska będzie liczyła 38 mln ludności, czyli o 600 tys. osób mniej niż dziś.

Zmieniają się wyobrażenia o idealnej wielkości rodziny - mówił Strzelecki. W połowie ubiegłej dekady 60 proc. młodych mężatek pragnęło mieć 2 dzieci, a 35 proc. troje. Gdyby te plany zostały zrealizowane - podkreślił - z naszą demografią było dobrze.

W 2000 r. współczynnik dzietności (czyli liczba dzieci przypadająca na jedną kobietę) uległ dalszemu obniżeniu. W przyszłości może to oznaczać, że pokolenie dzieci będzie o jedną trzecią mniej liczne niż pokolenie ich rodziców. Po roku 2010 Polska powinna spodziewać się zmniejszenia liczby ludności w wieku produkcyjnym. Liczba osób w wieku emerytalnym wzrośnie natomiast z 5,7 mln dziś do 9,1 mln. O 150 proc. wzrośnie liczba osób najstarszych.

Wszystkie kluby parlamentarne są zaniepokojone wnioskami wynikającymi z raportu. Ton wypowiedzi niektórych posłów był dramatyczny. "Rozpoczął się proces wymierania naszego narodu zagrażający naszej przyszłości, naszemu miejscu we współczesnym świecie, ale także naszej przyszłości społecznej, ekonomicznej i kulturowej" - mówił Marian Piłka z PiS. Potencjał demograficzny to - zdaniem Piłki - nasz główny atut w kontekście przystąpienia do Unii Europejskiej, w której zjawisko spadku liczby narodzin jest obserwowane od dawna.

Tymczasem - uważa poseł - rząd Leszka Millera prowadzi politykę antyrodzinną, "wymierzoną przeciw naszemu narodowi, zamierzającą do utrwalenia naszej podrzędnej pozycji w Europie i na świecie". Jego zdaniem, osiągnięcia poprzedniego Sejmu zostały zniweczone przez nowy SLD-owski rząd Leszka Millera i przez Aleksandra Kwaśniewskiego. To rząd Millera odebrał polskim matkom dłuższe urlopy macierzyńskie, to rząd Millera odebrał zasiłki porodowe i  ograniczył zasiłki rodzinne. To Aleksander Kwaśniewski zawetował ustawę o ulgach podatkowych i tym samym zwiększył koszty wychowania dzieci".

"Od 1989 roku Polska wymiera" - alarmowała Anna Sobecka z LPR. "Klub LPR domaga się stanowczo od koalicji rządzącej wkroczenia na drogę polityki rodzinnej i ludnościowej i póki tego działania nie zaobserwujemy dopóty informacje rządu na temat demografii będziemy odrzucać".

Jednoznacznego określenia polityki demograficznej oczekuje od  rządu SLD. "Liczby wskazują na sytuację, która musi nas wszystkich bez względu na opcje niepokoić ze względu na dzisiejszych ludzi starych i ze względu na ludzi młodych, którzy wejdą w starość, kiedy wzrośnie nam liczba emerytów i rencistów" - powiedziała Anna Bańkowska w imieniu tego klubu.

Niepokoi ją dysproporcje między liczbą osób aktywnych zawodowo a liczbą osób w wieku poprodukcyjnym, co może spowodować problemy w systemie świadczeń społecznych. Obecnie - jak poinformowała - na jedną osobę pracującą przypada 0,68 emeryta. Tymczasem - zgodnie z prognozami - w 2030 roku przybędzie 3,4 mln emerytów.

Jednak sytuacja demograficzna zdeterminowana jest sytuacją finansową państwa. "Dopóki nie rozjaśni nam się sprawa dotycząca rezerw w budżecie tak trudno będzie w sposób jasny powiedzieć, jakie rozwiązania będzie można w  Polsce wprowadzić" - podkreśla Bańkowska.

Jako bardzo powierzchowną oceniła informację rządu Teresa Piotrowska z PO. Obok innych konsekwencji niż demograficzny spowoduje, że pracę straci dziesiątki tysięcy nauczycieli, lekarzy oraz osób zatrudnionych w przemyśle produkującym dla dzieci.

Posłanka sprzeciwiła się upowszechnionemu obecnie przekonaniu, że  rodzina wielodzietna to rodzina patologiczna. "Prawda jest inna, wielodzietność nie jest wynikiem nędzy, ale efektem wzorca kulturalnego" - powiedziała.

O tym, że niezbędne są długofalowe działania rządu w kwestii polityki demograficznej przekonany jest też PSL. Wiesław Woda z  tego klubu nie zgodził się jednak, by wpływ na nią miał obecny rząd - bo jak żartował - nie minęło jeszcze 9 miesięcy odkąd zaczął pracować.

Woda zachęcał do brania przykładu z szefa PSL. "Nasz lider Jarosław Kalinowski ma 5 dzieci i to jest dobry wzór do  naśladowania" - oświadczył.

em, pap

Czytaj także

 0