"Politycy są wulgarni, żeby odciągnąć uwagę społeczeństwa od reform"

"Politycy są wulgarni, żeby odciągnąć uwagę społeczeństwa od reform"

Donald Tusk (fot.PAP/Leszek Szymański)
Język polityków bywa coraz wulgarniejszy; z ust naszych przedstawicieli możemy usłyszeć słowa dalekie od parlamentarnych. Zdaniem ekspertów coraz ostrzejsze wypowiedzi obliczone są na podnoszenie poparcia, a w niektórych przypadkach odciągają uwagę od niepopularnych rozwiązań.

W ostatnich dniach w publicznej debacie pojawiły się m.in. takie sformułowania jak: "katolicka ciota", "naćpana hołota" czy "pętak". Zdaniem doktora Marka Kochana z Uniwersytetu Warszawskiego, specjalisty w  zakresie wizerunku, autora książki "Pojedynek na słowa" można zrozumieć bardzo wyraziste, barwne, czasem nawet dosadne wypowiedzi, które dotyczą jakiegoś zagadnienia, natomiast trudno o ich akceptację, jeśli odnoszą się do konkretnych osób.

Polityk - agresywny prostak

- W kontekście tych wypowiedzi można mówić o świadomym użyciu wulgarnego języka i budowaniu tym samym wizerunku polityka - agresywnego prostaka, człowieka, który nie umie się zachować publicznie, po to  tylko, by uzyskać określone profity, w postaci zwrócenia na siebie uwagi i zwiększonego poparcia - powiedział Kochan. W opinii eksperta od retoryki możemy mówić o toksycznej relacji między politykami a wyborcami, bo ci drudzy nie tylko nie "karzą" za  przekraczanie granic, np. wycofując poparcie dla wulgarnego polityka, a  wręcz przeciwnie, niejednokrotnie zdarza się, że po wyrazistych, agresywnych wypowiedziach poparcie dla polityka, czy partii, z którą jest utożsamiany, rośnie.

Zimna kalkulacja?

- Może nie wszyscy wyborcy, ale jakaś ich część przyzwala na to i w pewien sposób nagradza posługiwanie się wulgarnym językiem. Politycy mówią więc tak, bo mają z tego profity - ocenił. Jego zdaniem ten niedobry proces nasila się i powoduje, że przekraczane są kolejne granice. Jako przykład przekraczania takich granic w przeszłości podał wypowiedź Leszka Millera, który w 2003 r. przesłuchiwany przez Zbigniewa Ziobrę przed komisją śledczą ds. tzw. afery Rywina powiedział mu: "Panie Ziobro, jest pan zerem". Kochan ocenił, że ta wypowiedź, choć również niestosowna, w  odróżnieniu od najnowszych, była jednak osadzona w określonym kontekście, prawdopodobnie podyktowana emocjami, natomiast te ostatnie kontrowersyjne sformułowania były używane przez polityków "na zimno".

Ostre wypowiedzi maskują reformy?

O tym, że posługiwanie się agresywnym językiem to wyrachowane zachowanie przekonany jest też ekspert ds. wizerunku politycznego i  komunikacji Tomasz Łysakowski. Wskazuje też inny powód, dla którego politycy decydują się na  "przekraczanie granic" językowych. - W Polsce język polityki bardzo często służy do maskowania problemów wewnętrznych. Jeżeli mamy ważną debatę, taką jak ta o emeryturach, to trzeba coś zrobić, by uwaga społeczeństwa była maksymalnie odciągnięta od tego, co tak naprawdę się robi - powiedział Łysakowski.

Kolejnym wymienianym przez niego powodem do zaostrzania swoich wypowiedzi jest chęć zwrócenia na siebie uwagi i tym samym zaistnienia w  mediach. Zdaniem Kochana tak agresywny język polityków to dziedzictwo totalitaryzmu, bo ostrych inwektyw używali zarówno naziści, jak i  komuniści, by zdepersonalizować swoich wrogów. W jego ocenie musimy poczekać jeszcze na to, by do powszechnej świadomości wpisały się normy, które mówią co wypada, a czego nie wypada.

Kary finansowe

Posłowie za swoje wypowiedzi mogą zostać ukarani przez sejmową komisję etyki, ale środki, jakimi ciało to dysponuje są mało dotkliwe. Parlamentarzyście można "zwrócić uwagę", "upomnieć" go oraz w najgorszym wypadku dać "naganę". Marszałek Sejmu Ewa Kopacz zaproponowała reformę, by można było też karać finansowo posłów.

ja, PAP

Czytaj także

 9
  • sepleniacy,wylup   IP
    Prosze sobie przypomniec jakim jezykiem poslugiwali sie PO-litycy.Ile szamba wylali na swych politycznych przeciwnikow,przy aprobujacym rechocie holoty,ktora czuje ze PO-litycy sa jej \"bliscy klasowo\",a nienawidzi ludzi ktorzy swoim zachowaniem , jezykiem i klasa przypominaja jej,ze jest(mimo drogich garniturow itp),tylko prostacka holota.
    • hallo   IP
      Język polityków skierowany do elektoratu z wykształceniem podstawowym a ci stanowią ponad 45% bezrobotnych. Już wlatach 80-tych uczniowie szkół w UE, odpowiadających naszym zasadniczym zawodowym musieli na egzaminach wykazać się umiejętnościa napisania programu komputerowego w zakresie swojej specjalności.O czym tu mówić.
      • petak   IP
        Agresywny prostak.Pasuje jak ulal do tego rudego na zdjeciu.
        • czas na nas   IP
          Język szmatławstwa, nienawiści i  szczucia wprowadził Tusk wraz ze  swoja kompanią: Niesiołowskim, Palikotem, Ostaszewskim i  innymi.
          To oni - aby ukryć niekompetencję i  przewały rządu _ stworzyli agresywny pijar i  napastliwy , obmierzły język podłości.
          Teraz są juz w  pełni obnażeni. Szumowiny.
          • dziecko we mgle   IP
            Coraz bardziej w  narodzie utwierdza sie przekonanie o
            dokrecaniu sruby nie tam gdzie trzeba.Olbrzymie wydatki na administracje ,pomijanie ludzi z doswiadczeniem w gospodarce,chaotyczne nominacje /jak bedzie zly to  won/Nie dbanie o  mlodych ,kup mieszkanie za  300.000.
            Wyprzedaz majatku narodowego, 84 % bankow obcych.Reformy polegaja na chamskich podwyzkach monopolistow.Zarobek na  prowincji 1200 PLN zeby zyc trzeba 1300 PLN.Jestklawo,jak w gangu Olsena.