Jurczyk chce odszkodowania

Jurczyk chce odszkodowania

Marian Jurczyk będzie się domagać od Skarbu Państwa zadośćuczynienia za utracone dochody po pozbawieniu go mandatu senatora w związku z oskarżeniem o kłamstwo lustracyjne.
"A dlaczego nie?" - powiedział poproszony przez PAP o potwierdzenie informacji o jego zamiarach, zamieszczonej w piątkowym "Życiu Warszawy".

"Życie Warszawy" twierdzi, że chodzi o kwotę ponad 200 tys. zł. Jurczyk nie potwierdził tej informacji. "Nie wchodzę w szczegóły, bo nie mam czasu" - powiedział.

Jurczyk uważa, że zadośćuczynienie słusznie mu się należy, gdyż m.in. jego żona poniosła duży uszczerbek na  zdrowiu z powodu stresu związanego z jego procesami lustracyjnymi. Ponadto, jak mówi, znacznie się zadłużył.

"Na pewno dużą część tych pieniędzy przeznaczę na szlachetny cel: prawdopodobnie na hospicjum, może jeszcze dla głodujących dzieci, w każdym bądź razie podzielę się tymi pieniędzmi" - powiedział.

Jurczyk wówczas 65-letni został po raz pierwszy prawomocnie uznany za kłamcę lustracyjnego w marcu 2000 r. Wtedy też stracił mandatsenatora. Sąd uznał, że Jurczyk zataił, iż w połowie lat 70. rozpoczął współpracę z SB. Podkreślał, że okoliczności nawiązania współpracy nie zwalniają z obowiązku napisania prawdy - według sądu, SB zmusiła Jurczyka do współpracy pod groźbą śmierci, pokazano mu nabój ze słowami: "To dla pana".

Jurczyk odwołał się od tego orzeczenia. Jednak w czerwcu 2001 r. Sąd Lustracyjny II instancji utrzymał wtedy wyrok I instancji. Jurczyk zapowiedział wówczas koniec swej kariery politycznej. Wyrok był prawomocny, co oznaczało, że Jurczyk przez 10 lat nie może pełnić niektórych funkcji publicznych (m.in. startować w wyborach parlamentarnych i prezydenckich). Od tego wyroku Jurczykowi przysługiwała jeszcze kasacja do Sądu Najwyższego, z czego skorzystał.

2 październiku tego roku Sąd Najwyższy oczyścił Jurczyka z zarzutu kłamstwa lustracyjnego, uznając, że przekazywał on SB nieprzydatne informacje i m.in. dlatego nie można było go uznać za agenta w rozumieniu ustawy lustracyjnej. Wyrok SN jest precedensowy - po raz pierwszy całkowicie oczyszczono osobę uznaną wcześniej za kłamcę lustracyjnego.

Rzecznik Interesu Publicznego Bogusław Nizieński po decyzji SN w sprawie Jurczyka stwierdził m.in., że sąd oczyszczając Jurczyka "wykroczył poza swe uprawnienia", bowiem - jego zdaniem - prawo nie wymaga, by badać "przydatność" informacji przekazywanych SB przez osoby lustrowane.

Jurczyk brał udział w robotniczych protestach w grudniu 1970 r. W  sierpniu 1980 r. kierował strajkiem w stoczni w Szczecinie i  regionie zachodniopomorskim. 30 sierpnia podpisał porozumienie ze  stroną rządową. Był liderem "Solidarności" na Pomorzu Zachodnim i  toczył z Wałęsą walkę o przywództwo w związku. Internowany w  stanie wojennym, znalazł się wśród siedmiu działaczy związku, których w 1982 r. aresztowano pod zarzutem działań "na szkodę państwa".

Wyszedł na wolność w 1984 r., na mocy amnestii. Pod koniec lat 80. był wśród tych liderów "Solidarności", którzy nie uznawali prawa Wałęsy do samodzielnego powoływania nowych władz związku. Był też przeciwnikiem "okrągłego stołu". W 1990 r. założył konkurencyjny wobec "S" związek zawodowy "Solidarność '80". Od  kwietnia 1990 r. był przewodniczącym jego Krajowej Komisji Porozumiewawczej. Po rozłamie w 1994 r. stanął na czele nowego związku utworzonego przez część działaczy NSZZ "Solidarność '80" -  Krajowego Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego "Solidarność '80".

W wyborach parlamentarnych w 1997 r. Jurczyk zdobył mandat senatora z woj. szczecińskiego. W listopadzie 1998 r. został wybrany, m.in. głosami radnych SLD, na prezydenta Szczecina. W  styczniu 2000 r. sam odszedł z tej funkcji. W ostatnich wyborach samorządowych wygrał bezpośrednie wybory na prezydenta Szczecina.

em, pap

Czytaj także

 0