Fikcyjne śledztwo ws. Rywina

Fikcyjne śledztwo ws. Rywina

"Polityczna fikcja", "śledztwo pozorne" - takimi słowami określają opozycyjni posłowie z komisji śledczej mizerne efekty postępowanie prokuratury w sprawie Rywina.
Wnioski takie - jak mówili - wyciągnęli po zapoznaniu się z dwoma tomikami akt śledztwa przekazanymi komisji przez prokuraturę.

Przedstawiciele LPR, PiS i PO w komisji zarzucają prokuraturze, że nie przeprowadziła podstawowych czynności niezbędnych w takim postępowaniu.

Jan Rokita (PO) powiedział po posiedzeniu komisji, że prokuratura działała tak, jakby "chodziło o sprawę kradzieży 50 zł na jakimś targu, (...) Jeśli to jest rzeczywiście pełna dokumentacja śledztwa, bo takiej gwarancji nie ma, to znaczy, że śledztwa do tej pory w ogóle nie było. (...) Zero. Tam jest kilka rozmów, które państwo potrafiliby przeprowadzić tak samo albo lepiej, a nawet - nawiasem mówiąc - przeprowadzili je w swoich gazetach. Jeśli to jest komplet, to jest kompromitacja" - powiedział Rokita dziennikarzom.

Akta sprawy to tak naprawdę zbiór kilku "prostych, najbardziej banalnych pytań" i odpowiedzi na nie głównych bohaterów całej sprawy, którzy nie powiedzieli nic więcej poza tym, co już wcześniej wyjaśniali publicznie. "Na mnie zrobiło to wrażenie śledztwa pozornego" - uważa Jan Maria Rokita z PO. - Technika przyjęta przez prokuraturę "w sposób oczywisty nie prowadzi do żadnego rezultatu".

"Jedna wielka polityczna fikcja" - ocenia Bohdan Kopczyński z LPR. Podobną opinię wyraził Zbigniew Ziobro z PiS. Postawił on wniosek, aby komisja zwróciła się do prokuratury o wykonanie pewnych czynności śledczych, których do tej pory nie wykonała. Chodzi m.in. o zabezpieczenie telefonów i bilingów rozmów głównych bohaterów sprawy, w tym głównie Rywina, prezesa TVP i premiera. Ziobro chce też, aby zabezpieczyć np. księgi wejść i wyjść do  gabinetu premiera i gabinetu prezesa TVP. Kolejny wniosek dotyczy przeszukania pomieszczeń prywatnych i służbowych Rywina.

Przyznają to nawet posłowie koalicji. Przewodniczący sejmowej komisji śledczej Tomasz Nałęcz (UP) powiediał, że nie był "olśniony" zebranymi przez prokuraturę w śledztwie materiałami. Zwrócił jednak uwagę, że lepiej byłoby, gdyby Ziobro zgłosił swój wniosek przed jawnym posiedzeniem, aby uniknąć sytuacji, w której osoby, których on dotyczy, mogły uniemożliwić jego realizację.

Również Ryszard Kalisz (SLD) przyznał, że niektóre wnioski Zbigniewa Ziobro (PiS), które dotyczą przeprowadzenia zaniechanych przez prokuraturę czynności, są zasadne.

Sejmowa komisja śledcza na poniedziałkowym posiedzeniu zdecydowała, że zwróci się do prokuratury o zgodę na ujawnienie akt śledztwa. Jak oznajmił szef komisji Tomasz Nałęcz (UP), sugerowali to eksperci, z którymi się konsultowano.

"Naturalne jest oczekiwanie, że decyzja zostanie podjęta przez prokuraturę do czasu pierwszego przesłuchania przed komisją" -  powiedział.

Adam Michnik, Wanda Rapaczyńska, Piotr Niemczycki, Helena Łuczywo, a także Jerzy Urban i Jerzy Jaskiernia - najprawdopodobniej w takiej kolejności zostanie przesłuchana przez komisję pierwsza grupa osób. O dołożeniu wszelkich starań, by tak się to odbyło zapewniał szef komisji Tomasz Nałęcz (UP).

Powiedział też, że na sobotę, 8 lutego, zaplanowane jest wezwanie Adama Michnika, zaś na poniedziałek - Wandy Rapaczyńskiej.

Wśród przesłuchanych zaraz potem mają się znaleźć także Lew Rywin i premier Leszek Miller, na którego Rywin miał się powoływać w rozmowie z Adamem Michnikiem.

Alternatywną propozycję pracy komisji wysuwał Bohdan Kopczyński (LPR). Chciał, aby komisja w pierwszej kolejności przesłuchała ekspertów pracujących w ramach powołanego przez KRRiT zespołu nad pierwotną wersją projektu nowelizacji ustawy o Radiofonii i  Telewizji. Propozycje Kopczyńskiego poparł tylko Jan Maria Rokita (PO) i  Zbigniew Ziobro (PiS).

em, pap

O tzw. sprawie Rywina pisaliśmy już we wrześniowym numerze "Wprost": Z życia koalicji

Czytaj także

 0