Zeznania żony Dębskiego

Zeznania żony Dębskiego

Przed sądem zeznawała żona Jacka Dębskiego, zamordowanego ministra sportu, kontaktującego się z mafią. Mówiła o kontaktach męża z mafiosem.
Sąd Okręgowy w Warszawie rozpoczął przesłuchanie żony Jacka Dębskiego, która jest oskarżycielem posiłkowym w tym procesie. Stwierdziła ona, że w ogóle nie zna oskarżonej. Łamiącym się głosem opowiadała, jak tragicznego dnia nad ranem przyszli do  niej policjanci z informacją, że Dębski "został postrzelony i jest w szpitalu". Dopiero w Komendzie Stołecznej Policji domyśliła się, że mąż nie żyje - wywnioskowała to z tego, że wezwano ją na  przesłuchanie do pokoju, na którym widniała tabliczka z napisem "wydział zabójstw".

Dębska oświadczyła, że nie występuje jako oskarżyciel posiłkowy na toczącym się w Wiedniu procesie domniemanego zleceniodawcy tego zabójstwa, Jeremiasza B. pseud. Baranina; nie chciała powiedzieć, dlaczego podjęła taką decyzję.

Dębski - były minister sportu w rządzie Jerzego Buzka - został zastrzelony w nocy z 11 na 12 kwietnia 2001 r. w Warszawie. Przed śmiercią wyszedł z Haliną G. "Inką" z restauracji, w której spędzał swój ostatni wieczór. Pomoc "Inki" w zamordowaniu b. ministra polega, według prokuratury, na przekazaniu przez telefon komórkowy zleceniodawcy zabójstwa, Jeremiaszowi B., informacji o  miejscu pobytu Dębskiego i wyprowadzeniu byłego ministra z  restauracji.

Prokuratura - m.in. na podstawie wyjaśnień "Inki" i wykazu połączeń z telefonu "Baraniny" - ustaliła, że Dębskiego zabił Tadeusz M. pseud. Sasza. Został on zatrzymany w czerwcu 2002 r.; po postawieniu mu zarzutu zabójstwa Dębskiego powiesił się w celi.

"Mąż nigdy mi nie mówił, żeby czegoś lub kogoś się obawiał. Po  odejściu z Urzędu ds. Kultury Fizycznej i Sportu miał trudności ze  znalezieniem pracy i miał o to pretensje do AWS-u, a szczególnie do Mariana Krzaklewskiego i Wiesława Walendziaka. (...) Od  kwietnia 2001 r. zaczął cieszyć się życiem - większą część czasu spędzał w domu, był wyciszony, spokojny, mówił mi, że jest szczęśliwy" - opowiadała Jolanta Dębska. Przyznała jednocześnie, że bezpośrednio przed śmiercią Dębski źle spał, często budził się w nocy.

Prokuratura ustaliła, że zima i wiosna 2001 r. była czasem ożywionych kontaktów Dębskiego z "Baraniną" i ich rozliczeń finansowych. Dębski opowiadał żonie, że nieoczekiwanie spotkał w  Austrii swego kuzyna, o którego istnieniu nie wiedział - tak przedstawił mu się Jeremiasz B. Zaprosił on ich oboje do swego podwiedeńskiego domu. Wcześniej były minister założył w Austrii konto (na którym była pokaźna suma austriackich szylingów). W  czasie pobytu u "Baraniny" Dębska miała zostać współwłaścicielem tego konta.

"Już na miejscu dowiedziałam się, że pan B. także jest uprawniony do korzystania z tego konta. Nie wnikałam dlaczego" - powiedziała.

Dębska pytana przez obronę "Inki", dlaczego nie chce być oskarżycielem posiłkowym na procesie "Baraniny" w Wiedniu, uchyliła się od odpowiedzi. "O tym, kim jest pan B., dowiaduję się tylko z gazet. To moja odpowiedź" - stwierdziła.

Wcześniej zeznania w procesie składali goście włoskiej restauracji, gdzie przed śmiercią bawił się Dębski. Nie widzieli oni momentu zabójstwa, wszyscy jednak zapamiętali, że były minister wyszedł przed lokal z "Inką", wcześniej zapewniał swych towarzyszy, że niebawem wróci, zostawił nawet swoją teczkę.

les, pap

Czytaj także

 0