Ostatnie tygodnie życia Dębskiego

Ostatnie tygodnie życia Dębskiego

-Kontaktuję się z "mafią" bo nie mam już innych przyjaciół - miał według świadka opowiadać o sobie Jacek Dębski, zamordowany b. minister sportu.
Zbigniew N. jest biznesmenem, znał Dębskiego z czasów, gdy ten kończył urzędowanie jako szef Urzędu Kultury Fizycznej i Sportu. Potem spotykali się także w interesach, na jednym z tych spotkań Dębski przedstawił mu swoją - jak to wówczas określił - znajomą, zwaną przez niego Inką.

"Gdy zainteresowałem się nią jako kobietą, Dębski odpowiedział mi, żebym uważał, bo to dziewczyna mafii, jakiegoś szefa i moje kontakty z nią mogą być niebezpieczne" - opowiadał świadek. Mówił on także o swych wizytach w kilku znanych stołecznych lokalach, które według Dębskiego są miejscami spotkań mafii. "W tych miejscach Jacek pokazywał mi różnych mężczyzn, wymieniał ich nazwiska, pseudonimy, niektórzy nawet podchodzili do niego i się z  nim witali" - powiedział sądowi Zbigniew N.

Jego zdaniem, Dębski po zwolnieniu go z rządu był załamany i  zawiedziony tym, że jego dawni polityczni przyjaciele pozostawili go. Mówił, że powyrzucał ich numery ze swej książki telefonicznej i teraz spotka się z "ludźmi z miasta" bo - jak miał powiedzieć Dębski - to dobrzy kompani.

O załamaniu Dębskiego po jego dymisji mówiła także Felicyta M., kuzynka zabitego ministra. Potwierdziła ona, że Dębski oraz  Jeremiasz B., ps. Baranina, który jest teraz oskarżony o zlecenie zabójstwa byłego ministra sportu to rzeczywiście daleka rodzina, której przodkowie pochodzą z Wołynia.

"W drodze z Wiednia, gdy oboje wracaliśmy od Leszka (tak w  rodzinie mówiono na Jeremiasza B.) Jacek żalił mi się, że  nie ma nikogo, nikt go nie wspiera i nawet pija alkohol. Wcześniej odniosłam wrażenie, że +Inka+ jest z Jackiem" - powiedziała kuzynka Dębskiego.

Czytaj też: Baranina do Polski

les, pap

Czytaj także

 0