Szef klubu PSL: PO chciała nas zabawić tymi wyborami

Szef klubu PSL: PO chciała nas zabawić tymi wyborami

Jarosław Gowin i Donald Tusk. Zdjęcie z 2011 roku, fot. FOCUS/NEWSPIX / Newspix.pl / Źródło: Newspix.pl
- PO chciała nas zabawić swoimi wyborami w sezonie ogórkowym. Ja się nie bawiłem - mówi na antenie Programu Pierwszego Polskiego Radia szef klubu PSL Jan Bury.
Zapytany o kryzys w partii koalicjanta, poseł Bury odpowiada, że Platforma Obywatelska zafundowała sobie dłuższą wewnętrzną kampanię wyborczą i zrobiła z tego "swoisty eksperyment publiczny". - Chcieli nas trochę zabawić przez okres ogórkowy swoimi wyborami - mówi Bury i dodaje, że wcale się wyborami nie bawił. - To nie były moje wybory, tylko kolegów z Platformy. Mam jednak wrażenie, że ten eksperyment się nie powiódł, bo wydaje mi się, że tradycyjne formy, czyli przyjazd delegatów na kongres jedno- czy dwudniowy to jest jednak większe wydarzenie, bezpośredni kontakt z politykami, z liderami działaczy z terenu. Czasem ci działacze z terenu potrzebują właśnie takiego kontaktu bezpośredniego, chcą wygadać się, chcą powiedzieć, chcą usłyszeć, chcą porozmawiać czasem nawet przy kawie czy przy herbacie, to jest taka okazja. A takie głosowanie internetowe czy listowe to jest jednak forma anonimowa - ocenia w "Rozmowie dnia" szef klubu PSL.

"Te 20 proc. to nie głosy na Gowina, lecz głosy przeciwko Tuskowi"

Zdaniem Burego, niska frekwencja w wyborach na szefa PO jest winą wakacji i "oczekiwania części działaczy na bardziej radykalne działania ze strony rządu". - Jeśli chodzi o członków partii, to raczej wydaje się, że powinni wszyscy być aktywni, tym bardziej że 40 tysięcy członków to nie jest aż tak olbrzymia partia, prawda? Pamiętamy, w historii były partie większe, a PSL ma 120 tysięcy członków. I wiem, że mobilizacja własnych działaczy jest bardzo ważna i tu powinna być frekwencja o wiele, wiele wyższa - zaznacza polityk PSL.

Jak twierdzi Bury, 20 proc. głosów oddanych na Jarosława Gowina to "głosy przeciwko Donaldowi Tuskowi". - Myślę, że Jarosław Gowin mógłby liczyć na poparcie rzędu kilku, może 10%, ale też powiedzmy uczciwie, że kampania Jarosława Gowina była dość aktywna, był obecny w terenie, pokazywał się, jeździł, prosił o te głosy, więc te 20% otrzymał, ale pamiętajmy, że 80% poparcia dla szefa Platformy Donalda Tuska to jest świetny wynik, nie jeden polityk by chciał mieć takie poparcie na swoim kongresie. To też nie są już czasy, gdzie poparcie jest na poziomie 99% - ocenia poseł Bury.

W wyborach na szefa PO wzięło udział 21800 członków PO. Frekwencja wyniosła 51,12 procent. Na Donalda Tuska zagłosowało 73,52 proc. biorących udział w głosowaniu (16028 głosów), Jarosław Gowin uzyskał 18,87 proc. poparcia (4114). 7,6 proc. stanowiły głosy nieważne (1658).

38 proc. członków partii wybrało Tuska

Platforma podając wyniki pominęła głosy nieważne. Oficjalnie podano, że Donald Tusk otrzymał 79,58 proc. głosów, a Jarosław Gowin - 20,42 proc. Z informacji podanych przez PO wynika, iż uprawnionych do głosowania było ponad 42600 osób. 16028 głosów oznacza, iż Donalda Tuska aktywnie poparło niespełna 38 procent członków partii, którzy mogli głosować.

sjk, Program Pierwszy Polskiego Radia

Czytaj także

 1
  • Józio   IP
    W wyborach wzięło udział 51,12% członków partii. Na Tuska głosowało 73.52% biorących w głosowaniu. Łatwo policzyć, że popiera go tylko 37,58%, czyli nieco ponad 1/3, członków. To jakiż to sukces?
    Natomiast zachodzi pytanie: dla czego ok. 49 % członków nie wzięło udziału, w tak prostych pod względem technicznym, wyborach? To przecież żaden kłopot wysłać pocztą czy poprzez internet kartę z głosem. Niska frekwencja nie została spowodowana wakacjami. Raczej tym, że połowa członków nie identyfikuje się już z ta partią, albo żadnego z kandydatów nie widzą "na tronie" tej organizacji. Jak zatem można mówić o sukcesie?