"Baranina" oślepił?

"Baranina" oślepił?

Zeznająca w procesie Jeremiasza B. prokurator Wiolantyna Matamiak oskarżyła go o zlecenie zamachu, w wyniku którego została ona częściowo oślepiona i trwale oszpecona.
Prokurator Matamiak doprowadziła w 1994 roku do tymczasowego aresztowania Jeremiasza B. w ramach śledztwa w tzw. aferze alkoholowej. 2 marca 1995 roku, wkrótce po wyjściu Jeremiasza B. z  aresztu, została oblana kwasem przez dwóch nieustalonych osobników. Nie wyklucza się, że to "Baranina" zlecił dokonanie zamachu na panią prokurator, która została trwale oszpecona i  straciła wzrok w jednym oku.

Opisała ona w poniedziałek przed sądem w Wiedniu okoliczności zamachu i obrażenia, których wówczas doznała, a także skomplikowaną, wymagającą wielu operacji rehabilitację.

"Nie twierdzę, że pan B. osobiście dokonał tego zamachu. W mojej ocenie jest on zleceniodawcą" - powiedziała Matamiak.

Kiedy "Baranina" - według pani prokurator główny organizator afery alkoholowej - został tymczasowo aresztowany, skarżył się jednemu ze współwięźniów, że areszt oznacza dla niego stratę miliona amerykańskich dolarów. "Powiedział, że dostanę za to prysznic. To jest zwrot z żargonu więziennego i oznacza, że miałam zostać oblana kwasem" - zeznawała Matamiak.

Zwolnienie wtedy "Baraniny" z aresztu miało związek z ekspertyzą, stwierdzającą u niego "psychozę schizoafektywną". Później okazało się, że akta będące podstawą tej ekspertyzy, były sfałszowane. Jeremiasz B. "przedstawił dokumenty, dotyczące terapii psychiatrycznej w Wiedniu. Okazało się, że nigdy nie był tam pacjentem i że lekarzy, którzy się podpisali (pod wspomnianymi dokumentami) nie ma w austriackim spisie lekarzy", relacjonowała prokurator Matamiak.

W poniedziałkowym procesie zeznawała też matka byłego ministra sportu Jacka Dębskiego. Jeremiasz B. jest oskarżony o zlecenie jego zabójstwa. Powiedziała ona, że w grudniu ubiegłego roku Jeremiasz B., przebywający w areszcie austriackim, dwukrotnie telefonował do niej, przestrzegając, by nie stawiała się na jego procesie jako świadek.

"Powiedział, żebym nie przyjeżdżała do Wiednia na proces, ponieważ będzie tam prana jego brudna bielizna. A to może być dla  mnie nieprzyjemne" - cytuje austriacka agencja APA fragment zeznań matki Dębskiego. Podczas rozmowy telefonicznej 23 grudnia "Baranina" przekazał jej odpowiednie "instrukcje", tj. "powiedział, co mam wypełnić, żebym nie musiała przyjeżdżać".

Matka Dębskiego nie odpowiedziała jednoznacznie na pytanie, czy  uważa, że to oskarżony ponosi odpowiedzialność za śmierć jej syna. "Nie chcę zemsty. Chcę sprawiedliwości dla tej osoby, która w tak perfidny sposób wszystko zaplanowała".

W środę w procesie "Baraniny" przed sądem w Wiedniu ma zeznawać Halina G., zwana Inką, oskarżona w Polsce o pomoc w zabójstwie Dębskiego.

Krajowy Sąd Karny w Wiedniu chce przesłuchać "Inkę", która -  składając wyjaśnienia w śledztwie w swojej sprawie - przyznała, że  "wystawiła Jacka" na zlecenie "Baraniny".

Jeremiasz B. ma obywatelstwo austriackie i od lat mieszka pod  Wiedniem. Jest uważany za rezydenta polskiej mafii w Austrii. Obciąża się go odpowiedzialnością za handel narkotykami na wielką skalę, przypisuje się mu także zlecenie kilku zabójstw, m.in. właściciela stołecznego kantoru wymiany walut Seweryna P.

"Inka" zgodziła się zeznawać w wiedeńskim procesie i zgodnie z  wnioskiem austriackiego sądu zostanie tam przekazana do złożenia zeznań. W tajemnicy jest utrzymywany moment i sposób jej przetransportowania do  Wiednia, ponieważ Halina G. jest w Polsce szczególnie chroniona przez Centralne Biuro Śledcze. Nieoficjalnie wiadomo, że do  Austrii poleci samolotem, a na miejscu Austriacy gwarantują jej pełne bezpieczeństwo.

Polski sąd - na zasadzie wzajemności - domagał się przekazania "Baraniny", by złożył zeznania na procesie "Inki". Wszystko jednak wskazuje na to, że ta operacja nie dojdzie do skutku, bo Jeremiasz B. nie wyraził na nią zgody, a według prawa jest to warunkiem przekazania oskarżonego jako świadka. Polskiemu sądowi pozostaje więc procedura międzynarodowej pomocy prawnej. B. będzie przesłuchany przez sędziów w Wiedniu na podstawie pytań, które dostarczy im w formie pisemnej strona polska.

Według prokuratury, motywem zabójstwa Dębskiego było zagarnięcie przez "Baraninę" równowartości 400 tys. dolarów, które Dębski wpłacił na konto austriackiego banku.

"Inka" została oskarżona, że 11 kwietnia 2001 r. na polecenie Jeremiasza B. przekazane przez telefon komórkowy wyprowadziła Dębskiego z restauracji, gdzie wraz ze swymi znajomymi świętował urodziny. Tam, nad Wisłą, czekał już zabójca, który z bliskiej odległości strzelił Dębskiemu w głowę. Miał nim być Tadeusz M. ze Śląska, człowiek "Baraniny" podejrzewany także o inne przestępstwa. Po postawieniu mu zarzutu zabójstwa Dębskiego. Tadeusz M. powiesił się w celi mokotowskiego więzienia.

em, pap

Czytaj także

 0