To zwłoki moich dzieci

To zwłoki moich dzieci

30-letnia łodzianka, w której mieszkaniu znaleziono beczki z zwłokami co najmniej trójki dzieci, przyznała, że były to zwłoki jej dzieci.
"Kobieta podczas przesłuchania przyznała, że znalezione w jej mieszkaniu zwłoki należą do jej dzieci. Odmówiła składania wyjaśnień na temat okoliczności ich śmierci" - powiedział rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi Witold Kozicki. W  poniedziałek prokuratura ma zdecydować czy przedstawić kobiecie zarzuty.

30-latka jest w szóstym miesiącu ciąży. Według policyjnego psychologa, obecnego przy przesłuchaniu, bardzo trudno nawiązać z  nią kontakt i uzyskać od niej jakiekolwiek logiczne wyjaśnienia.

Jak ustalono, w beczkach znajdowały się zmumifikowane zwłoki trójki dzieci - zwłoki noworodka, ciało chłopczyka w wieku około czterech lat oraz na razie nie zidentyfikowane zwłoki trzeciego dziecka. Znaleziono w nich też czwarty worek, którego zawartość ma  zostać zbadana w poniedziałek.

Z dowodu osobistego wynika, że kobieta miała troje dzieci -  dziewczynkę w wieku 11 lat i dwóch 9-letnich chłopców -  bliźniaków. Według policji, świadkowie zeznali, że jedno z jej dzieci, 11-letnią dziewczynkę widziano w sobotę w okolicach domu.

Obecnie policja ustala, ile w sumie dzieci urodziła kobieta. Trwają poszukiwania dziewczynki i 29-letniego ojca dzieci.

Policjanci weszli w sobotę wieczorem przez balkon do mieszkania w kamienicy przy ul. Radwańskiej w poszukiwaniu 29-latka ściganego listem gończym za kradzieże i włamania. W mieszkaniu zastali jego 30-letnią żonę; mężczyzny nie było.

Podczas przeszukania mieszkania, w szafie policjanci zauważyli trzy - szczelnie zamknięte - beczki z tworzywa sztucznego. Po ich otwarciu policjantom ukazał się makabryczny widok; w jednej z  beczek znaleziono zwłoki dziecka, w kolejnych worki, w których znajdowały się okaleczone ciała dzieci.

Zwłoki przewieziono do Zakładu Medycyny Sądowej. Na razie nie  znana jest przyczyna zgonu dzieci. Prowadzone są badania kryminalistyczne. W celu dokładnej identyfikacji ciał konieczne będzie przeprowadzenie badań DNA.

Sąsiedzi małżeństwa z którymi rozmawiał dziennikarz PAP utrzymują, że widywali ich tylko z jednym dzieckiem, ale nie widzieli go już od dłuższego czasu.

em, pap

Czytaj także

 0