Poker Millera (aktl.)

Poker Millera (aktl.)

Dziś w Sejmie, na życzenie rządu, głosowanie votum zaufania dla gabinetu Leszka Millera. -Może być różnie - odpowiada premier na pytanie o wynik głosowania.
Rząd wystąpił o wotum zaufania, ponieważ zmieniła się sytuacja - społeczeństwo w referendum zaakceptowało przystąpienie Polski do Unii Europejskiej. W obecnej sytuacji potrzebne jest zakreślenie mapy politycznej sił i ugrupowań politycznych, które chcą się wnieść ponad tradycyjne podziały, aby wspólnie pracować dla kraju. Wotum zaufania to nie tylko weryfikacja rządu, ale i możliwość samookreślenia się przez wszystkie ugrupowania parlamentarne - uważa Miller.

Rząd - jak mówił premier - zdaje sobie sprawę ze stanu nastrojów społecznych. "Wiemy, że są uzasadnione narzekania na korupcję, biurokratyczne bariery oraz ograniczenia dla polskiej inicjatywy i przedsiębiorczości". Premier mówił o efektach 20 miesięcy pracy rządu. Przyznał, że efekty działalności jego gabinetu są niewielkie, zwłaszcza w dziedzinie infrastruktury, ochrony zdrowia, rolnictwa. Jako sukces wymienia jednak rozpoczynające się ożywienie gospodarki, walkę z bezrobociem, (m.in. program "Przedsiębiorczość-Rozwój-Praca"), negocjacje offsetowe czy niski deficyt na rachunku obrotów bieżących.

Przede wszystkim - twierdzi Miller - 20 miesięcy działania rządu to czas umocnienia prestiżu Polski na arenie międzynarodowej. Polsce powierzono "strategiczne zadanie międzynarodowe - zarządzania strefą w Iraku". "Nasi żołnierze są aktywnymi uczestnikami działań na rzecz pokoju świecie, szczególnie dobre stosunki Polski ze Stanami Zjednoczonymi budzą szacunek i respekt partnerów i sąsiadów" - wymienił prezes RM.

Miller oznajmił, że Polsce potrzebna jest narodowa strategia rządu, "której celem będzie dorównanie państwom Unii Europejskiej w rozwoju gospodarczym, poziomie życia ludzi, jakości i stabilności instytucji państwa i demokracji".

Miller oświadczył, że właśnie takiej strategii modernizacji kraju rząd podporządkuje swoje działania. Zapowiedział kompleksową inicjatywę ustawodawczą, której celem jest zwiększenia tempa wzrostu gospodarczego i poprawy sytuacji na rynku pracy. Ma ona m.in. zawierać pomysły zgłaszane przez reprezentatywne organizacje przedsiębiorców i związków zawodowych.

Obiecał zmiany systemowe - uproszczenie rozwiązań podatkowych, ograniczenie urzędniczej uznaniowości i arbitralności, wprowadzenie "wysokich standardów gospodarowania środkami publicznymi".

Temu miało służyć przeniesieniu centrum koordynacji polityki gospodarczej ze struktur ministra finansów do struktur ministra gospodarki.

Do końca kadencji Miller obiecał osiągnąć 5-procentowy wzrost PKB, zmniejszenie liczby bezrobotnych o 250 tys. oraz obniżenie podatków dla prowadzących działalność gospodarczą. Co do podatku liniowego, powtórzył enigmatyczne obietnice rozmów na ten temat i postawił warunki, a mianowicie: nie mogą spaść wpływy do budżetu, nie może on prowadzić do pogorszenia sytuacji najbiedniejszych i że nowe rozwiązania muszą być połączone z głęboką zmianą polityki monetarnej.

Po wystąpieniu Millera rozpoczęła się 3,5-godzinna seria pytań poselskich.

Zyta Gilowska (PO) przypomniała premierowi, że 20 miesięcy temu obiecywał wyciągnięcie państwa z finansowej zapaści. Czy to w ramach wyciągania państwa z tej zapaści premier akceptował "usunięcie poza budżet i poza kontrolę podatników 40 mld zł, na którą składały się m.in. środki przesunięte do Narodowego Funduszu Zdrowia", na czele z  "obywatelem", który tych środków ewidentnie nie dopilnował. Czy w ramach wyciągania państwa z finansowej zapaści zamierza pan dalej akceptować sytuację lukrowania budżetu, a także przyjmowania iluzorycznych założeń do budżetu?" - pytała.

Ludwik Dorn (PiS) przypomniał natomiast premierowi jego wypowiedź z 7 sierpnia 2000 roku dla radia RMF, że gdyby w jego rządzie doszło do jakiejkolwiek korupcji, a poparcie społeczne spadłoby poniżej 80 proc. to poczucie przyzwoitości nakazałoby mu podać się do dymisji. Czy już wówczas Miller "słabo dysponował poczuciem przyzwoitości, okłamywał opinię publiczną i swoich wyborców", czy  może poczucie przyzwoitości osłabło w trakcie sprawowania przez niego funkcji szefa rządu. Posła PiS interesowało też, czy po tym, kiedy stracono ponad rok w sprawie afery FOZZ w związku z mianowaniem sędzi Barbary Piwnik na urząd ministra sprawiedliwości, premier i jego "towarzystwo" czuje się bezpieczne.

Zbigniew Kuźmiuk (PSL) chciał wiedzieć, dlaczego po sukcesie referendum europejskiego premier nie przyszedł do parlamentu z  ofertą współpracy, tylko wzywa opozycję do wojny. "Czy pan nie  uważa, że w tym parlamencie można zbudować większość z innym premierem, które lepiej będzie rządziło Polską i lepiej przygotuje nasz kraj do członkostwa w UE?" - pytał Kuźmiuk.

Antoni Macierewicz (RKN) zarzucił Millerowi, że wprowadził społeczeństwo w błąd, m.in. gdy obiecywał przyśpieszone wybory i  zmienił zdanie, gdy tylko uznał to za możliwe. Jakie są przesłanki do zaufania człowiekowi, który nie mówi prawdy? - pytał.

Pytania posłów dotyczyły nie tylko dalszych zamierzeń rządu w kontekście przygotowań do unijnej akcesji. Posłowie skorzystali z okazji, by pytać w zasadzie o wszystko - poczawszy od podatku liniowego, sytuacji w służbie zdrowia, aż po niewyjaśnione afery, niedotrzymane obietnice wyborcze SLD, luksusowe limuzyny zakupione przez b. ministra zdrowia, ustawę antyaborcyjną i "haki", których miała szukać prokuratura przed głosowaniem nad wotum zaufania dla rządu.

"Czego jeszcze potrzeba i co jeszcze może się zdarzyć, by pan, panie premierze, zrozumiał, że z panem, jako kierowcą, dalej pojechać się nie da? - pytał Eugeniusz Kłopotek (PSL). Premier będzie teraz miał czas, by przygotować się do odpowiedzi.

***

Zgodnie z konstytucją, Sejm udziela rządowi wotum zaufania większością głosów, w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów.

Jeżeli nastąpi pełna mobilizacja, rząd będzie mógł liczyć zapewne na 192 posłów SLD (klub liczy 193 osoby, ale posłanka Sojuszu Izabella Sierakowska albo nie weźmie udziału w głosowaniu, albo się wstrzyma), 16 - koalicyjnej UP, 9 - z koła Partii Ludowo-Demokratycznej, która tworzy koalicję parlamentarną z SLD i UP.

Rząd poprą zapewne byli posłowie SLD - obecnie niezrzeszeni -  których jest 6, oraz 2 posłów mniejszości niemieckiej, którzy w  dotychczasowych głosowaniach raczej wspierali rząd. Wspólnie daje to rządowi 225 głosów. Gdyby gabinet Millera wsparło także liczące 5 posłów koła Polskiego Bloku Ludowego Wojciecha Mojzesowicza, rząd - przy pełnej frekwencji wymienionych ugrupowań - mógłby liczyć na 230 głosy poparcia. Premier nie może jednak być pewny poparcia koła PBL, ponieważ Mojzesowicz uzależnił je od dymisji Adama Tańskiego ze stanowiska ministra rolnictwa. PBL jest więc w tej chwili języczkiem u wagi. Drugim jest Samoobrona. Andrzej Lepper zapowiedział co prawda, że w jego ugrupowaniu wprowadzona została dyscyplina głosowania przeciw wyrażeniu wotum zaufania rządowi Millera, jednak nie potrafił w  czwartek odpowiedzieć na pytanie, czy klub Samoobrony stawi się w komplecie.

-Może być różnie - odpowiada premier na pytanie o wynik głosowania.

les, pap

Czytaj także

 0

Czytaj także