Jędruch milczy? (aktl.)

Jędruch milczy? (aktl.)

Były szef Colloseum Józef Jędruch odmawia zeznań - twierdzi prokuratura. Jednak zdaniem prasy, Jędruch sypie polityków.
"Od czasu, kiedy został sprowadzony z Izraela do Polski, czyli po  jego ekstradycji, konsekwentnie odmawia złożenia wyjaśnień i  żadnych nie złożył do tej pory" - powiedziała prokurator Ewa Świercz-Dydak.

Tymczasem środowy "Super Express" twierdzi, że Jędruch "sypie kolejnych polityków". Zdaniem gazety mówi m.in. o finansowaniu "Fundacji na  rzecz Rodziny - Ludgarda i Jerzy Buzkowie". Wpłaty na rzecz tej fundacji Jędruch dokonał w 2000 roku, kiedy Jerzy Buzek był jeszcze premierem. "Sam aferzysta mówi o wpłaceniu prawie 500 tys. zł, a fundacja przyznaje się do 100 tys.".

"SE" pisze, że ze sprawozdań złożonych w sądzie rejestrowym wynika, iż w 2000 roku na konto fundacji wpłynęło 487 tysięcy złotych w postaci darowizn.

Prokurator Świercz-Dydak powiedziała, że sprawa zasilenia przez Jędrucha fundacji Buzków jest znana prokuraturze od dwóch lat. Potwierdziła, że Jędruch dokonał wpłaty na rzecz fundacji, nie  ujawnia jednak, o jaką kwotę chodzi. "Ta kwestia została wyjaśniona i nie wiąże się ona w żaden sposób z żadnym przestępstwem".

Jerzy Buzek zażądał natychmiastowych przeprosin od redakcji "Super Expressu" w związku ze środowym artykułem "Premier Jerzy Buzek wziął kasę od oszusta". Zagroził też podjęciem "stosownych kroków prawnych", jeśli redakcja tego nie uczyni. Artykuł "obraża moje dobre imię".

"Jest to kłamstwo, które prostuję. Nie wziąłem żadnych pieniędzy od pana Józefa Jędrucha, z którym nigdy nie rozmawiałem, z którym nigdy się nie spotkałem, którego w ogóle nie znam" - napisał Jerzy Buzek w oświadczeniu przesłanym PAP.

"Ubolewam nad faktem, że wśród darczyńców fundacji firmowanej moim nazwiskiem znalazła się osoba oskarżona o defraudację. Pragnę też przypomnieć, że ściganie pana Jędrucha za popełnione przez niego przestępstwa (...) zainicjowały jeszcze służby rządu, którego ja byłem premierem, a którego Ministrem Spraw Wewnętrznych był Pan Marek Biernacki" - czytamy w oświadczeniu.

Były premier podkreślił, że "działalność fundacji jest prowadzona transparentnie i wszystkie dokumenty dotyczące jej działalności finansowej są do wglądu dziennikarzy".

Jerzy Buzek zwołał w Katowicach konferencję prasową w tej sprawie. Bardzo trudno jest przewidzieć, że ktoś się okaże przestępcą za pół roku czy za rok - powiedział. Oświadczył, że w momencie dokonania wpłaty przez Jędrucha (100 tys. darowizny i 200 tys. zł na sponsorowanie koncertu organizowanego przez fundację), nic o niej nie wiedział, nie wiedział też nic o samym Jędruchu, bo "sprawa okazała się ważna i istotna wiele miesięcy później".

Jędruch został sprowadzony do Polski z Izraela na podstawie umowy ekstradycyjnej pod koniec ubiegłego roku. Prokuratura zarzuca mu wyłudzenia w handlu wierzytelnościami 430 mln zł. Głównymi oszukanymi przedsiębiorstwami są Będziński Zakład Elektroenergetyczny i Polskie Sieci Elektroenergetyczne.

Jeszcze przed ekstradycją Jędruch mówił w wywiadach prasowych m.in. o rzekomym finansowaniu przez niego kampanii wyborczej partii politycznych i polityków różnych opcji. Jednocześnie jego obrońca zapowiadał, że b. szef Colloseum po powrocie do kraju złoży w prokuraturze obszerne wyjaśnienia.

Prasa pisała też o innych powiązaniach Jędrucha ze światem polityki. Okazało się, że szef Colloseum był asystentem społecznym posła SLD Henryka Długosza. Prasa ujawniła też, że b. wiceminister przemysłu i handlu oraz b. szef Polskiego Górnictwa Naftowego i  Gazownictwa Andrzej Lipko miał przyjąć od szefa Colloseum trzy samochody - porsche, BMW i opla. Lipko natomiast nie widzi w tym niczego niestosownego, bo - jak tłumaczył - auta od Jędrucha tylko pożyczał i potem je zwrócił, a wszystko to odbywało się w czasie, kiedy już nie był ministrem, a jeszcze nie został prezesem PGNiG.

em, pap

Czytaj także

 0