"Nie" wyborom (aktl.)

"Nie" wyborom (aktl.)

Nie widzimy żadnych powodów do wcześniejszych wyborów parlamentarnych - powiedział szef SLD Krzysztof Janik w trakcie obrad Rady Krajowej Sojuszu.
Sojusz opowiada się za wyborami na wiosnę 2005 r.

"Ten Sejm, ten parlament nie wyczerpał jeszcze wszystkich swoich możliwości, może wygenerować rząd i ten rząd może dobrze dla  Polski pracować" - mówił Janik.

Podczas posiedzenia Rady dyskutowano o sytuacji partii po  utworzeniu Socjaldemokracji Polskiej Marka Borowskiego oraz o  scenariuszach politycznych po zapowiedzi dymisji premiera Leszka Millera, w tym także o ewentualnych koalicjach.

Janik mówił dziennikarzom, że "zagajając" dyskusję na Radzie Krajowej wymienił wszystkie pojawiające się w mediach nazwiska ewentualnych kandydatów na nowego premiera: Józefa Oleksego, Marka Belkę, Włodzimierza Cimoszewicza i byłego ambasadora w USA Jerzego Koźmińskiego kojarzonego z obozem prezydenckim.

Poseł SLD Piotr Gadzinowski oraz szef podkarpackiego Sojuszu Krzysztof Martens mówili dziennikarzom, że Oleksy był wymieniany jako dobry kandydat Sojuszu; jeden z członków Rady, ocenił, iż  "przyszły premier wcale nie musi mieć włosów".

Lider SLD podkreślał, że jeśli chodzi o wskazanie kandydata na  premiera, ruch należy do prezydenta. W poniedziałek Aleksander Kwaśniewski rozpocznie w tej sprawie konsultacje z ugrupowaniami parlamentarnymi. "Jeśli okaże się, że kandydat może liczyć na  wsparcie największego ugrupowania parlamentarnego, to będę zobowiązany do rozmów o stabilnej większości" - powiedział Janik.

Zdaniem Martensa, "kandydatem na premiera powinna być osoba, która będzie odbudowywać wizerunek SLD". Tymczasem - jak dodał -  ostatnie doniesienia wskazują, że poważnym kandydatem jest Marek Belka. W ocenie Martensa, gdyby Belka został premierem, "byłby to  sukces prezydenta, a nie Sojuszu". Jak wyjaśnił pierwszy minister finansów w rządzie Millera kojarzy się wyborcom z okresem łatania dziury budżetowej i oszczędnościami.

Podczas posiedzenia Rady premier Leszek Miller wyjaśnił powody swojej decyzji o dymisji 2 maja i podziękował partii za wsparcie. Członkowie Rady przyjęli jego wystąpienie długimi oklaskami. Dziennikarzom premier powiedział, że po 2 maja będzie posłem SLD, mężem i dziadkiem oraz, że nie zamierza startować w wyborach do  Parlamentu Europejskiego. Uważa, że jego następcą na stanowisku szefa rządu powinien być człowiek dobrze przygotowany i z szerszym, niż ma jego gabinet, zapleczem w parlamencie.

Zamknięcie posiedzenia Rady dla dziennikarzy dla części działaczy Sojuszu było zaskoczeniem. Były rzecznik klubu SLD Robert Smoleń ocenił, że z jednej strony to źle, że Rada została zamknięta, bo  "w dzisiejszych czasach lepiej jest wszystko robić przy otwartej kurtynie". "Ale z drugiej strony może dobrze. Żebyśmy mogli sobie podyskutować bardziej we własnym gronie" - dodał.

Władze partii usłyszały od członków Rady wiele gorzkich słów. Bardzo ostro skrytykował działanie Sojuszu jeden z sygnatariuszy uchwały "Dość złudzeń" Wiesław Kaczmarek. Większość polityków, którzy poparli uchwałę podczas marcowej konwencji SLD przeszła do  partii Marka Borowskiego - Socjaldemokracji Polskiej. Jak powiedział dziennikarzom jeden z uczestników posiedzenia Rady, Kaczmarek w swym wystąpieniu opowiedział się za wymianą całego kierownictwa partii. Z kolei Kaczmarek pytany, czy to prawda, że  podczas wystąpienia zapowiedział opuszczenie Sojuszu, stwierdził, że teraz musi sobie wszystko przemyśleć.

Według Gadzinowskiego, "poziom krytyki w Sojuszu sięgnął zenitu", ale - jak dodał - "nie chodzi o mówienie, ale o działalność, o  fakty, o inicjatywy polityczne". "Problemem SLD jest to, że mówi, jest krytyczny, samokrytyczny, biczuje się wręcz, ale  nie ma  inicjatywy politycznej. Albo odzyska tę inicjatywę polityczną, albo będzie na marginesie" - uważa.

Pytany, dlaczego nie wyszedł z SLD, zażartował: "Bo ja wolno chodzę". "Z partią jest jak z małżeństwem: można zdradzić, ale  rozejść się trudno" - dodał poseł Sojuszu.

Według Martensa, w najbliższym czasie można się spodziewać decyzji kolejnych osób o opuszczeniu Sojuszu i przejściu do SDPL.

Podczas posiedzenia Rady była mowa także o ewentualnej koalicji rządowej. Gadzinowski uważa, że jest ona możliwa z SDPL. "Przecież byliśmy w jednej partii; czemu nie?" - mówi.

Także Martens jest zdania, że koalicja z ugrupowaniem Borowskiego to jeden z wariantów do rozważenia. "Borowski będzie miał sporo do  powiedzenia, szczególnie, iż ma wrażenie, że to nie koniec przepływu ludzi do niego. Te proporcje powolutku będą się zmieniać, więc on będzie się stawał powoli coraz ważniejszym punktem w tej całej układance" - dodał.

W kontekście ewentualnej koalicji z SDPL powróciło pytanie, czy  Borowski powinien ustąpić z funkcji marszałka Sejmu. Janik podkreślił na konferencji prasowej, że marszałek powinien pochodzić z największego ugrupowania parlamentarnego. Nie chciał jednak jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy Sojusz złoży wniosek o odwołanie Borowskiego z tej funkcji.

Miller pytany przez dziennikarzy, czy Borowski powinien nadal być marszałkiem prosił, by nie wciągać go w konflikt z założycielem SDPL, bo w ostatnich pięciu tygodniach kierowania rządem chce mieć dobrą współpracę z kierownictwem Sejmu.

Na zakończenie Rada Krajowa przyjęła m.in. uchwałę w sprawie unijnej konstytucji, w której napisano, że Sojusz "ze zrozumieniem i aprobatą przyjmuje działania rządu Rzeczpospolitej Polskiej w  sprawie przyjęcia Konstytucji Europejskiej" oraz sprawozdanie finansowe za 2003 r.

Kolejne posiedzenie Rady - w następną sobotę.

sg, pap

Czytaj także

 0