Sprawa "Inki" od nowa

Sprawa "Inki" od nowa

Halinę G., "Inkę", oskarżoną w sprawie zabójstwa byłego ministra sportu Jacka Dębskiego, czeka ponowny proces.
Sąd Apelacyjny w Warszawie nakazał we wtorek powtórzenie jej procesu i rozstrzygnięcie, czy tylko pomogła, czy też współdziałała w popełnieniu tej zbrodni, do której doszło 11 kwietnia 2001 r.

W czerwcu 2003 r. Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Halinę G. na 8 lat, odmawiając jej - wbrew temu, czego chciał prokurator -  nadzwyczajnego złagodzenia kary.

Sąd uznał wtedy za udowodnione, że na zlecenie gangstera z  Wiednia Jeremiasza Barańskiego, pseud. Baranina (powiesił się w  areszcie w Wiedniu), "Inka" wyprowadziła Dębskiego ze stołecznej restauracji, przed którą wkrótce potem został zastrzelony.

Od wyroku odwołał się prokurator, który we wtorek przed Sądem Apelacyjnym wniósł o złagodzenie kary dla Haliny G. Argumentował, że bez jej udziału nie udałoby się wyjaśnić tej zbrodni. "Inka" wskazała zleceniodawcę - "Baraninę", a także, choć nie od razu, przyznała, że zabójcą był Tadeusz Maziuk - "Sasza", który po  wysłuchaniu prokuratorskiego zarzutu powiesił się w celi. W swojej apelacji prokurator chciał złagodzenia kary do 5 lat.

Od wyroku odwołali się też obrońcy "Inki". Początkowo mec. Waldemar Puławski chciał całkowitego uniewinnienia swej klientki, we wtorek jednak zmienił stanowisko i poparł wniosek prokuratora oraz drugiego obrońcy, mec. Ewy Gaweł.

Pełnomocnik wdowy po Dębskim, mec. Andrzej Werniewicz, od  początku chciał dla "Inki" kary 25 lat więzienia. Wniósł o uznanie przez sąd, że był to współudział, a nie pomocnictwo w zabójstwie. Zażądał kary 15, albo co najmniej 12 lat więzienia.

Właśnie argumenty mec. Werniewicza podzielił sąd. Mimo że żadna ze stron nie wnosiła o uchylenie wyroku i przekazanie sprawy do  ponownego rozpatrzenia w I instancji, sąd musiał tak zrobić wobec argumentów pełnomocnika rodziny Dębskiego.

Wskazał on bowiem w swojej apelacji, że sąd I instancji nie  rozważył lub nie przywiązał odpowiednio dużej wagi do wszystkich okoliczności tej sprawy - m.in. tego, że "Inka" kontaktowała się z  Barańskim wielokrotnie, że zmieniała karty SIM w telefonie komórkowym na nieużywane, czyli takie, które nie mogły być na  podsłuchu, i że ogólnie postępowała tak jak inni "ludzie Barańskiego", o których zresztą sama mówiła w swoich wyjaśnieniach.

Sędzia Maria Mrozik-Sztykiel, przewodnicząca trzyosobowego składu orzekającego, przyznała, że sprawa kwalifikacji prawnej czynu "Inki" (pomocnictwo lub współudział) to skomplikowane zagadnienie prawne, tym bardziej więc sąd, który ponownie będzie zajmował się ta sprawą, powinien wnikliwie ją przeanalizować.

Wobec takiego wyroku sąd apelacyjny nie wypowiedział się w ogóle o kwestii ewentualnego złagodzenia kary oskarżonej. "Po ponownym dokonaniu ustaleń faktycznych sąd będzie miał możliwość przeanalizowania tej kwestii" - uznali sędziowie.

Po wyroku tryumfował mec. Werniewicz. "W tej sprawie to ja byłem prokuratorem, a prokurator był obrońcą" - powiedział dziennikarzom. Prok. Andrzej Komosa, który od początku prowadził śledztwo i oskarżył "Inkę", powiedział PAP, że sąd I instancji czeka trudne zadanie i może się nie udać odpowiedzieć na pytania, które postawił przed nim SA. "Przecież główni sprawcy - ten, który kierował zbrodnią, i ten, który strzelał - nie żyją" -  przypomniał.

Obrońcy "Inki" zapowiadają, że nie składają broni. "Ten wyrok trochę nam komplikuje sprawę, bo nie będziemy mogli w dalszym ciągu składać wniosku o warunkowe zwolnienie naszej klientki, która siedzi już 3 lata" - powiedział mec. Puławski. Gdyby SA utrzymał we wtorek karę 8 lat dla "Inki", już za rok minęłaby jej połowa wyroku i mogłaby się starać o zwolnienie. Według adwokata, nie ma raczej szans na prawomocny wyrok w tej sprawie przez najbliższy rok.

sg, pap

Czytaj także

 0