Prokurator wierzy Jaskierni (aktl.)

Prokurator wierzy Jaskierni (aktl.)

Ani kasety wideo dostarczone przez posła Krzysztofa Rutkowskiego, ani przesłuchanie występującego tam świadka, nie przekonały prokuratury do wszczęcia śledztwa przeciwko Jaskierni.
Sprawa dotyczy domniemanego wzięcia łapówki przez posła Jerzego Jaskiernię (SLD) w zamian za przeprowadzenie w Sejmie ustawy korzystnej dla lobby właścicieli automatów do gier.

Przesłuchanym świadkiem z kasety wideo dostarczonej przez posła i detektywa Krzysztofa Rutkowskiego jest były policjant Jerzy P., który po odejściu z służby był najpierw ochroniarzem u społecznego asystenta b. szefa klubu SLD Jerzego Jaskierni Macieja Skórki, a później pracował w jego firmie.

Pierwsza taśma zawiera rozmowę Rutkowskiego z Jerzym P., druga jest zapisem wizyty detektywa w Hiszpanii.

"Po ich obejrzeniu odnieśliśmy wrażenie, że są to materiały istotne, bo świadek podawał dużo konkretów. Po przesłuchaniu wyszła jednak pewna rozbieżność między tym, co mówił na kasecie, a  tym, co nam zeznał. Różnicę wyjaśnił tym, że nie posiada wiedzy takiej, jaką przekazał na kasecie, a rozmowę z panem Rutkowskim celowo ubarwiał, albowiem poszukiwał pracy i chciał uzyskać zatrudnienie w firmie posła" - powiedział na konferencji prasowej szef Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, Józef Fedosiuk. Rozbieżności w zeznaniach Jerzego P. dotyczą rzekomego wręczenia łapówki posłowi SLD, ale też kilku innych spraw.

"Z kasety istotnie wynika, że świadek osobiście nosił pieniądze, natomiast w prokuraturze powiedział, że żadnych pieniędzy nie nosił. Faktem jest, że jako posłaniec pana Skórki zaniósł posłowi Jaskierni zaklejoną kopertę A4, ale nie wie, czy były tam pieniądze. Także różnica jest diametralna między tym zapisem na kasecie, a tym, co świadek zeznał do protokołu" - podkreślił szef Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Według Fedosiuka, zeznania Jerzego P. potwierdziły "pewne związki towarzyskie", o których prokuratura już wcześniej wiedziała, to jest m.in. znajomość Jaskierni ze Skórką i pobytposła SLD w Hiszpanii. Ujawnił też, że w tej ostatniej sprawie gdańska prokuratura wystąpi z prośbą o pomoc prawną do hiszpańskich organów ścigania.

Marek Rohde, jeden z prokuratorów prowadzących tę sprawę, zastrzegł, że cały czas trwa weryfikacja dowodów przekazanych przez Rutkowskiego. "Część tych materiałów potwierdziliśmy już w  sposób procesowy, nad dalszą częścią nadal pracujemy" - dodał.

Sprawa domniemanego przyjęcia w 2002 r. przez Jaskiernię 10 mln dolarów łapówki w związku z ustawą o grach losowych była już rozpatrywana przez gdańską prokuraturę, która ją jednak umorzyła 23 grudnia 2003 r. Decyzję argumentowano wtedy brakiem dostatecznych danych uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa. Prokuratura zaczęła natomiast sprawdzać, czy doszło do nieprawidłowości przy pracach legislacyjnych nad ustawą o grach losowych.

Jak poinformował wiceszef Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Ryszard Paszkiewicz, w tej sprawie przesłuchano do tej pory 112 świadków, m.in. członków rządu, posłów, czterech świadków koronnych i świadka incognito (powołanych w innych śledztwach), ale w tej chwili "nie ma jakichkolwiek przesłanek do przedstawienia komukolwiek zarzutu, że ustawa została kupiona".

Tymczasem, jak dowiedziała się nieoficjalnie PAP w źródłach związanych z organami ścigania, prokuratura badająca, czy doszło do nieprawidłowości przy pracach legislacyjnych nad ustawą o grach losowych, nie wyklucza postawienia pierwszych zarzutów w związku z tym wątkiem jeszcze w kwietniu.

Sprawa dotycząca domniemanych nieprawidłowości w związku z ustawą o grach losowych ujrzała światło dzienne w sierpniu 2003 r., gdy doniesienie do prokuratury złożył były poseł Samoobrony Zbigniew Nowak. Głośna stała się na początku grudnia ubiegłego roku, kiedy media, m.in. "Rzeczpospolita", podały, że "wiarygodna i ciesząca się wysoką pozycją społeczną osoba" była świadkiem rozmowy między Holendrem Arno van Dorstem, lobbystą związanym z producentami automatów do gier, a prokuratorem, byłym szefem Prokuratury Krajowej Andrzejem Kauczem. Holender miał się żalić Kauczowi, że "z ustawą nic się nie dzieje, chociaż Jaskiernia dostał 10 mln dolarów". Jaskiernia stanowczo temu zaprzeczył.

em, pap

Czytaj także

 0