Kalisz tłumaczy policję

Kalisz tłumaczy policję

Dodano:   /  Zmieniono: 
Szef MSWiA Ryszard Kalisz przedstawia w Sejmie informację na temat niekompetentnych działań policji m.in. w Poznaniu i Łodzi, które spowodowały śmierć trzech osób.
Kalisz w swoim wystąpieniu powołuje się na wstępne ustalenia policji. Wbrew temu, co zeznał jeden ze świadków, jego zdaniem policjanci biorący udział w zatrzymaniu samochodów w Poznaniu mieli zawieszone na piersi odznaki z legitymacjami służbowymi, a teren był dobrze oświetlony; zaczęli strzelać, gdy na okrzyk "Stój policja" kierowca zaczął uciekać, powodując zagrożenie ich życia - powiedział Kalisz. Świadek, który występował w programie TVN "Pod napięciem" twierdził, że nie słyszał tego okrzyku.

Policjanci byli przekonani, że w zatrzymanym samochodzie znajduje się groźny, poszukiwany przestępca - tłumaczył Kalisz. Dodał, że prokuratorskie śledztwo wyjaśnia także, dlaczego kierowca tak gwałtownie zareagował i zdecydował się na ucieczkę. "Jadący samochodem młodzi ludzie nie mieli żadnych powiązań z  poszukiwanym przez policję mężczyzną" - przyznał.

29 kwietnia w Poznaniu policjanci z wydziału kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu usiłowali zatrzymać i  wylegitymować kierowcę samochodu rover. Kiedy dwaj młodzi ludzie nie chcieli się zatrzymać, policjanci zaczęli do nich strzelać. Wystrzelili ponad 20 pocisków. Jednego z młodych ludzi zabili (postrzał w głowę), drugiego ranili. Przeszedł operacje kręgosłupa, w którym utkwił policyjny pocisk.

Rozpoczynając wystąpienie minister złożył wyrazy współczucia rodzinom osób, które w efekcie "tragicznego splotu wydarzeń" zginęły podczas policyjnych akcji w Poznaniu i Łodzi.

Opisując tragiczną noc z 8 na 9 maja w miasteczku akademickim Łodzi, Kalisz tłumaczył działania policji jako konsekwencję chuligańskich ekscesów.

"W czasie tragicznych wydarzeń w Łodzi na ziemię padały kolejne ranne osoby. W zamieszaniu nikt już nie wiedział, z której strony spodziewać się ciosu i skąd lecą pociski. Do rannych chuligani nie  dopuszczali karetek pogotowia" - mówił Kalisz. "Dowódca wzywał kolejne posiłki, policji zaczynało brakować amunicji, dyżurny stanowiska kierowania polecił zabranie dodatkowych amunicji z magazynów podręcznych. Tam doszło do  tragicznej pomyłki" - powiedział minister.

Policjantka wydająca amunicję wraz z nabojami gumowymi wydała 25 sztuk amunicji ostrej. W wyniku strzałów śmierć poniosły 2 osoby, jedna została ciężko ranna.

"Ta tragedia nie musiała, nie mogła, nie powinna się zdarzyć. To jest tragedia młodych ludzi, rodzin, przyjaciół (...), ale to jest także tragedia policjantów".

Minister powiedział, że karygodna była pomyłka policji i sposób zachowania się przy wydawaniu amunicji i nic nie może tego usprawiedliwić. Dodał, że policja zapewniła, że wyciągnie jak najdalej idące wnioski z tego wydarzenia.

Minister nie wyjaśnił, dlaczego policja nie użyła wcześniej innych środków, np. armatek wodnych czy gazów łzawiących.

Również Jerzy Dziewulski (SLD), znajduje okoliczności łagodzące dla niekompetencji policji. - Wydarzenia w Łodzi i Poznaniu to efekt błędów policji, ale także niewiedzy obywateli, m.in. jak się zachować, gdy są świadkami bójki lub zamieszek - mówi.

"Policja leje, tłum się gapi, policja strzela, tłum się gapi, policja rozbraja bombę, tłum się gapi. Bo przecież może wybuchnąć. Co zrobiliście, żeby uchronić ludzi przed niezamierzonymi działaniami policji?" - pytał Dziewulski w Sejmie posłów. Jego zdaniem, powinien być stworzony program edukacyjny, który nauczyłby Polaków zachowania się w takich sytuacjach. "Dyskutujmy o tym a nie atakujmy policję" - dodał.

Nawiązując do wydarzeń w Poznaniu, podkreślił, że trzeba się zastanowić, dlaczego młodzi mężczyźni zdecydowali się na tragiczną w skutkach ucieczkę. Zasugerował, że być może właśnie dlatego, że wiedzieli, iż zatrzymuje ich policja. "Pasażer miał 2,5 promile alkoholu we krwi, kierowca prawdopodobnie śladowe ilości amfetaminy" - mówił poseł. "Chcemy mieć policjantów z wiedzą prawniczą, przystojnych jak agent 007, uczciwych jak dziewica orleańska, tylko ona dlatego jest jeszcze dziewicą, bo jest z brązu, a policjant jest człowiekiem" - powiedział.

Tadeusz Gajda (PSL) uważa, że konieczna jest głęboka reforma policji, ale policjantów nie można potępiać za to, że popełniają błędy, gdyż mają do czynienia z "bezwzględnymi bandziorami".

Gajda podkreślił, że odpowiedzialność za łodzką tragedię powinien ponieść także wojewoda łódzki, bo ktoś wydał zgodę na organizowanie juwenaliów studenckich bez zapewnienia odpowiedniej ochrony bawiącej się młodzieży. Policja i ochrona zaczęły działać dopiero wtedy, gdy rozpoczęły się zamieszki i działały -  jak powiedział - "niestety na oślep".

Andrzej Celiński (SdPl) powiedział natomiast, że jego partia "nie chce głów" za wydarzenia, do których doszło w Poznaniu, Łodzi, Śmiłowie i Krakowie. Konieczna jest jednak debata, jak zapewnić bezpieczeństwo zwykłym obywatelom i walczyć z bandytami.

Innego zdanie byli posłowie Po i PiS. - To nie jest błąd. To jest zbrodnia. I to jako zbrodnia musi być potraktowane przez prokuraturę i wymiar sprawiedliwości - powiedział szef klubu PO Jan Rokita, oceniając zachowanie policji podczas wydarzeń w  Łodzi i Poznaniu. Jego zdaniem, zachowanie się policji w tych wydarzeniach jest przykładem chaosu organizacyjnego i kompetencyjnego w jej pracy.

"Po raz pierwszy w wolnej Polsce państwo dało policjantom ostrą amunicję i kazało strzelać do ludzi" - podkreślił szef klubu PO. To przykład braku władzy, inercji, bezmyślności - zaznaczył. Rokita zaapelował do ministra Kalisza, by nie "zamazywał prostej prawdy, że od lat policja zarządzana jest źle".

Wydarzenia w Łodzi to najbardziej tragiczny przykład ujawniający chorobę polskiej policji - ocenił Ludwik Dorn (PiS), po wysłuchaniu informacji ministra Kalisza na temat zachowania policji w Poznaniu, Łodzi, Krakowie i Śmiłowie.

Zdaniem Dorna, fali przemocy i przestępczości narastającej w  naszym kraju nie zapobiegnie "policja, w której są ofiarni policjanci, ale która jest wewnętrznie chora". Według posła PiS, wcześniej tę chorobę pokazały również wydarzenia w Parolach, kiedy podczas napadu na policję zginął jeden funkcjonariusz i w Magdalence (zginęło 2 policjantów),

Według posła PiS była to nie zbrodnia, ale "zbrodnicza głupota". "A głupota i niekonsekwencja biorą się (...) z  całkowitej nieodpowiedzialności tych, którzy policją kierują" -  tłumaczył. Dodał, że to jest standard w Polsce od kilkunastu lat.

em, pap

 0

Czytaj także