Z dyplomacji do wywiadu (aktl.)

Z dyplomacji do wywiadu (aktl.)

Kandydatem premiera na stanowisko szefa Agencji Wywiadu, puste od czasu dymisji Zbigniewa Siemiątkowskiego, jest ambasador Polski w Turcji Andrzej Ananicz, były doradca prezydenta Wałęsy.
Premier Marek Belka ma w czwartek przedstawić tę kandydaturę do konsultacji i zaopiniowania prezydentowi, Kolegium ds. Służb Specjalnych oraz  sejmowej komisji ds. służb specjalnych.

"Pan ambasador Ananicz jest osobą od wielu lat związaną ze służbą zagraniczną, jest człowiekiem o niezwykle wysokich kompetencjach, rozumiejącym potrzeby polityki zagranicznej, a także tych zadań, które wykonuje Agencja Wywiadu, a które są w istocie częścią polityki zagranicznej" - przedstawiał jego kandydaturę Belka. Podkreślił, że Ananicz jest osobą związaną z opcją polityczną mającą - jak to określił - "niewiele wspólnego z lewicą".

"Chciałbym też jednocześnie podkreślić, że jest to jeden z tych przykładów, które pokazują, że rząd, którym kieruję, w swej polityce kadrowej kieruje się nie sztandarami partyjnymi, ale  poszukiwaniem najbardziej kompetentnych osób" - dodał Belka.

Były szef Urzędu Ochrony Państwa w rządzie Jerzego Buzka Zbigniew Nowek uznał, że propozycja postawienia na czele AW Ananicza to "obok nominacji ministra finansów, postawienie przez premiera Marka Belkę na profesjonalistę, a nie na polityka". Według niego, eksperyment stawiania polityków na czele Agencji Wywiadu lub Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego skończył się fatalnie. Jego zdaniem od polityki zagranicznej do wywiadu jest bardzo blisko, a np. w Wielkiej Brytanii wywiad jest wręcz częścią MSZ, a Ananicz w MSZ dał się poznać jako wysokiej klasy profesjonalista.

Kandydatura Andrzeja Ananicza na szefa Agencji Wywiadu wywołała wśród polityków sprzeczne reakcje zarówno w SLD, jak i w szeregach opozycji.

"On naszej akceptacji nie uzyska" - powiedział wręcz Zbigniew Wasserman (PiS), członek sejmowej komisji ds. służb specjalnych. "Ta kandydatura mnie zaskakuje. Premier Belka tworzy rząd SLD, a do +wrażliwych+ ministerstw zaprasza ludzi nie z tego układu. Tłumaczy, że chodzi o fachowców, ale myślę, ze jest to wygodny pretekst w przypadku niepowodzenia na trudnych funkcjach. Można wtedy powiedzieć: +to nie nasi+" - powiedział Wassermann.

"Chcielibyśmy wiedzieć jaki jest związek pana Ananicza ze sprawą inwigilacji prawicy, ułaskawieniami w Kancelarii prezydenta Lecha Wałęsy. To bardzo ważne, żeby wiedzieć, czy nie wchodzimy w nurt, który musi budzić nasz niepokój" - dodał Wassermann.

Przeciwko tej kandydaturze wypowiedział się szef tej partii Jarosław Kaczyński. Nie chciał jednak podać uzasadnienia swego stanowiska, zasłaniając się specyfiką materii.

Inny członek sejmowej komisji ds. służb specjalnych Konstanty Miodowicz (PO) również podchodzi z dystansem do ewentualnej nominacji Ananicza na szefa AW. "Andrzej Ananicz ma wysokie kwalifikacje zarówno moralne jak i zawodowe do prowadzenia działań w sferze polityki zagranicznej. Ale nie wiemy nic na temat znajomości przez niego problematyki tego instrumentu polityki jakim jest wywiad" - powiedział. Według Miodowicza, może to powodować wydłużenie procesu jego wdrożenia na  stanowisko szefa AW.

"Sytuacja przypomina troszeczkę przypadek poprzedniego ministra zdrowia (Mariana Czakańskiego), który też dysponował wysokimi kwalifikacjami tyle tylko, że niekoniecznie wypracowanymi w sektorze świadczeń zdrowotnych" - mówił poseł.

Szef klubu PO Jan Rokita kandydaturę Andrzeja Ananicza na szefa Agencji Wywiadu przyjął z zaskoczeniem, ale i sympatią.

"Pamiętam Ananicza z czasów, kiedy był wiceministrem spraw zagranicznych w rządach na początku lat 90. jako przyzwoitego, uczciwego i znającego się na polityce zagranicznej człowieka, który był bardzo oddany Lechowi Wałęsie. To powodowało moją dodatkową sympatię do niego" - podkreślił Rokita.

Szef MON i wiceprzewodniczący SLD Jerzy Szmajdziński uważa kandydaturę Ananicza za kontrowersyjną, bo - jak twierdzi - "był on czynnym politykiem, w związku z czym, jeśli chodzi o odpolitycznienie (Agencji) ta  kandydatura nie realizuje tego założenia".

"Pan Ananicz na pewno jest człowiekiem politycznym i partyjnym tak samo silnym, jak wszyscy poprzedni szefowie tej instytucji. Więc założenie, żeby (szefem AW) nie był polityk, nie był ktoś o  aspiracjach, ambicjach politycznych, w tym przypadku nie będzie zrealizowane" - ocenił. Poza tym - dodał - dla środowisk lewicowych kandydatura Ananicza jest zupełnie "niezrozumiała" ponieważ, jak powiedział, Ananicz na pewno jest związany z prawicą.

***

53-letni Ananicz jest magistrem turkologii i doktorem iranistyki. Zna język angielski, niemiecki, rosyjski, turecki i perski.

Po studiach podjął pracę na UW, skąd w 1997 roku wziął urlop bezpłatny, a w latach 1982-83 wykładał na Indiana University Bloomington. W 1979 r. założył i rozpoczął redagowanie opozycyjnego kwartalnika "Obóz" wydawanego w latach 1980-1989.

Do MSZ trafił za czasów, gdy resortem tym kierował Krzysztof Skubiszewski. Od połowy 1992 r. był wiceministrem spraw zagranicznych. Funkcję tę pełnił także w pierwszym rządzie SLD- PSL, gdy MSZ było jeszcze tzw. resortem prezydenckim.

Na początku 1994 r. podał się do dymisji, a wkrótce ówczesny prezydent Lech Wałęsa powołał go na swego doradcę w sprawach zagranicznych. Od maja 1995 r. był zastępcą szefa Kancelarii Prezydenta odpowiedzialnym za sprawy międzynarodowe. Zrezygnował po porażce Wałęsy w wyborach prezydenckich 1995r.

Od 1997 rok. był sekretarzem stanu w MSZ w rządzie koalicji AWS- UW. Pracował w Zespole Negocjacji o Członkostwo Rzeczpospolitej Polskiej w UE. W 2001 został rekomendowany na stanowisko ambasadora Polski w Turcji.

em, pap

Czytaj także

 0