Utajnione zeznania domniemanej ofiary prałata

Utajnione zeznania domniemanej ofiary prałata

Sławomir R., którego dotyczy dochodzenie w sprawie ewentualnej pedofilii znanego gdańskiego duchownego, zeznawał przed sądem.
Rzeczniczka Sądu Okręgowego w Gdańsku, Hanna Langa-Bieszki dodała, że przesłuchanie Sławomira R. w charakterze świadka, w obecności psychologa, odbyło się we wtorek na zlecenie gdańskiej prokuratury, przed Sądem Rejonowym w  Gdańsku. "W przypadku tego typu przestępstw tylko sąd może dokonać przesłuchania" - dodała.

Zastępca szefa prokuratury okręgowej Ryszard Paszkiewicz odmówił podania szczegółów dotyczących zeznań Sławomira R. Niewykluczone, że jeszcze w środę prokuratura otrzyma opinię biegłego psychologa mającą ocenić wiarygodność jego zeznań przed sądem.

Według środowej "Rzeczpospolitej", Sławomir R. miał przed sądem zaprzeczyć, że był kiedykolwiek wykorzystywany seksualnie przez księdza Henryka J. Zeznał, że duchowny całował go, ale wyłącznie na pożegnanie.

Jak podała "Rz" po wszczęciu śledztwa, chłopiec zaprzeczył podejrzeniom, iż był ofiarą molestowania seksualnego przez księdza J., już kilka miesięcy temu w oświadczeniu dla metropolity gdańskiego ks. abp. Tadeusza Gocłowskiego.

Prokuratura wszczęła postępowanie w sprawie molestowania małoletniego w połowie ubiegłego tygodnia. Śledztwo w dalszym ciągu prowadzone jest w sprawie, a nie przeciwko osobie.

Prokuraturę Okręgową w Gdańsku o wątku molestowania małoletniego, obecnie 16-letniego Sławomira R. powiadomił miejscowy sąd rodzinny. Jeden ze świadków miał złożyć przed sądem zeznania informujące o molestowaniu przez księdza kilkunastoletniego Sławomira R. Z relacji gazet wynika, że to matka chłopca podejrzewa księdza o molestowanie jej syna.

Według źródeł zbliżonych do organów ścigania, nastolatek miał wielokrotnie bywać na plebanii Henryka J. Do wykorzystania go  przez duchownego miało dochodzić od 2001 r. Chłopiec dostawał od  księdza drobne pieniądze, buty, ubrania. Z czasem opuścił się w  nauce, sprawiał kłopoty wychowawcze. Jego matka pracowała w  parafii księdza J. jako sprzątaczka.

Gdański ksiądz Henryk J., którego, według mediów, dotyczy prowadzone przez gdańską prokuraturę dochodzenie w sprawie pedofilii, powiedział w sobotę, że nie ma z tym nic wspólnego, a wszystkie rozpowszechniane na ten temat informacje są kłamliwe. "To wierutne kłamstwa, a szczególnie tej matki. Szkoda komentarza. Ktoś za tym stoi, komuś zależy na tej aferze. Ja uciekam od tych spraw, bo są nieuczciwe i kłamliwe" - oświadczył duchowny. Podczas niedzielnej mszy zadeklarował, że w tej sprawie zajmie stanowisko za tydzień.

ss, pap

Czytaj także

 0