Marsz Równości zaatakowany (aktl.)

Marsz Równości zaatakowany (aktl.)

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kilkuset uczestników "Marszu Równości", ze względów bezpieczeństwa, musiało zrezygnować w sobotę z przejścia przez centrum Poznania.
Grupa kibiców, krzycząc w kierunku demonstrujących: "Pedały", usiłowała ich pobić. Wtedy organizatorzy marszu, po konsultacji z  policją, zdecydowali, o powrocie jego uczestników na miejsce, z  którego wyruszyli. Tam przez godzinę skandowali: "Tolerancja", "Demokracja" i "Każdy inny - wszyscy równi".

Jak poinformował w sobotę PAP rzecznik prasowy poznańskiej policji podinsp. Andrzej Borowiak policja zatrzymała 9 kibiców.

"Ich sprawy zostaną skierowane do sądu. Odpowiedzą za zakłócenie porządku publicznego i uszkodzenie radiowozu" - powiedział Borowiak.

Kilkusetosobowy marsz - zgodę na niego, mimo protestów polityków prawicy, wydał prezydent Poznania Ryszard Grobelny - ruszył w  sobotę kilka minut po godz. 15. Jego uczestnicy nieśli m.in. tęczowe flagi - symbol homoseksualizmu, transparenty z napisami: "Różni, ale równi", a także "Kopernik była kobietą!", "Kocha lubi szanuje, nawet jeśli kocha inaczej".

Organizatorzy na prośbę policji przerwali marsz w obawie o własne bezpieczeństwo. Jak powiedziała PAP jedna z jego organizatorek Izabela Kowalczyk z Zielonych 2004, to, że tak się stało, wcale nie znaczy, że policja wypełniła swój obowiązek.

"Ta sytuacja pokazała, że przestrzeń publiczna została zawłaszczona przez grupę chuliganów, wznoszących ksenofobiczne hasła. To pokazało też, że policja nie jest w stanie zagwarantować bezpieczeństwa legalnej demokracji. To prowadzi do faszyzmu" -  powiedziała Kowalczyk.

Zdaniem podinsp. Borowiaka, organizatorzy marszu jeszcze przed jego rozpoczęciem byli poinformowani, że możliwa jest sytuacja, w  której ze względów bezpieczeństwa będzie trzeba marsz przerwać.

Dziennikarz PAP widział jak grupa kibiców obrzuciła kamieniami najpierw radiowóz, a potem samochód i operatora TVP3. Agresorzy krzyczeli "Lepiej filmuj pedałów".

Przez cały czas trwania demonstracji uczestników "Marszu Równości" i jego przeciwników rozdzielały dwa kordony policji i  kilkanaście radiowozów.

Według Borowiaka, w akcji wzięło udział kilkuset policjantów, w  tym oddziały prewencji.

Pół godziny przed rozpoczęciem "Marszu Równości", kilka ulic dalej, demonstrowali działacze Młodzieży Wszechpolskiej. Krzyczeli: "Gejowskie szczury adoptujcie knury!", "Grobelny decydent-zboczeńców prezydent". W demonstracji wzięli udział lokalni politycy LPR.

W czasie marszu w kościele o. dominikanów kilkadziesiąt osób modliło się w intencji moralności.

Mimo deklaracji organizatorów: Zielonych 2004, Stowarzyszenia Kobiet "Konsola" i Nowej Lewicy, że będzie to marsz w obronie mniejszości narodowych, niepełnosprawnych i mniejszości seksualnych, impreza spotkała się ze sprzeciwem partii i  organizacji prawicowych. Przewodniczący Rady Miasta Poznania Przemysław Alexandrowicz (PiS), podczas konferencji prasowej, na  której jego ugrupowanie sprzeciwiło się organizacji imprezy, porównał homoseksualizm do pedofilii i zoofilii.

Marsz Równości poparła wicepremier Izabela Jaruga-Nowacka, eurodeputowany SLD Marek Siwiec, poseł SDPL Sylwia Pusz. Sprzeciwił się eurodeputowany LPR Witold Tomczak. (PAP)

W maju, podobnie jak poznański "Marsz Równości", zakończył się krakowski marsz "Zobaczcie nas", w którym szli geje, lesbijki, członkowie partii "Zieloni 2004" i przedstawiciele innych organizacji. Doszło do przepychanek między policją i przeciwnikami marszu. Policjanci użyli broni gładkolufowej oddając dla  ostrzeżenia strzały w górę. Podczas interwencji obrażeń doznał jeden z funkcjonariuszy. 20 najbardziej agresywnych osób zatrzymano. Wtedy organizatorzy marszu po rozmowach z policją rozwiązali pochód wcześniej i nie dotarli w miejsce wcześniej zaplanowane.

ss, pap