Lecą głowy za Ungiera

Lecą głowy za Ungiera

Szefowie Prokuratury Rejonowej Warszawa-Żoliborz, którzy sześć lat temu zdecydowali o przedstawieniu zarzutów Markowi Ungierowi, ale nigdy go nie przesłuchał, zostali odwołani.
Zwolnienie szefa Wojciecha Maja i wiceszefa Sławomira Santorka zacznie obowiązywać w poniedziałek. W piątek stosowne decyzje podpisał Prokurator Generalny Andrzej Kalwas. Jak powiedziała rzeczniczka Prokuratora Generalnego Małgorzata Wilkosz-Śliwa, podstawą zdymisjonowania Maja i Santorka, jest "brak nadzoru nad postępowaniami" prowadzonymi w tej prokuraturze.

W czwartek w Sejmie prokurator krajowy Karol Napierski powiedział, że  sprawa afery "Juventuru" najprawdopodobniej jest już przedawniona, ale nie wiadomo, czy w odniesieniu do wszystkich zarzutów. Przyznał, że prokuratura dopuściła się w tej sprawie wielu uchybień. W ostatnich dniach śledztwo odebrano żoliborskiej prokuraturze i przejęła je wyższa instancja - wydział śledczy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Sobotnia "Rzeczpospolita" napisała, że szef gabinetu prezydenta jest podejrzany o przestępstwa gospodarcze i poświadczenie nieprawdy w Biurze Turystyki Młodzieżowej Juwentur. Według gazety, jest to jedno z najdłuższych postępowań prowadzonych przez prokuraturę. Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa trafiło do  Prokuratury Rejonowej w Warszawie 10 lat temu. Zarzut dotyczy sprzedaży nieruchomości po zaniżonej cenie, co doprowadziło do 2 mln strat na szkodę Juwenturu.

Marek Ungier w oświadczeniu przekazanym we wtorek napisał, że nigdy nie został zapoznany przez organa prokuratury z zarzutami w sprawie Juwenturu ani wzywany do prokuratury w jakimkolwiek charakterze. W związku z tym - jak twierdzi - nie wiedział, że w tej sprawie, a w szczególności przeciwko niemu było prowadzone jakieś śledztwo.

em, pap

Czytaj także

 0