Jagiełło, Długosz, Sobotka - za kraty! (aktl.)

Jagiełło, Długosz, Sobotka - za kraty! (aktl.)

1,5 roku więzienia dla Andrzeja Jagiełły, 2 lat dla Henryka Długosza oraz 2,5 roku dla Zbigniewa Sobotki żąda prokuratura w sprawie tzw. przecieku starachowickiego.
Prokurator Krzysztof Zimoński zwrócił się do sądu o orzeczenie wobec Sobotki - byłego wiceministra spraw wewnętrznych i  administracji - środka karnego w postaci 5-letniego zakazu zajmowania stanowisk w administracji publicznej związanych z  dostępem do informacji niejawnej, "gdyż stanowiska takiego nadużył".

Wystąpienie prokuratorów składało się z trzech części: w pierwszej przedstawili przebieg tajnych informacji o akcji policji od Sobotki do głównego podejrzanego w Starachowicach Leszka S. Następnie za zamkniętymi drzwiami relacjonowali w jaki sposób informacje uzyskał Sobotka. Na koniec w obecności dziennikarzy oskarżyciele podsumowali swoje wystąpienie i zażądali kar dla posłów.

Według prokuratorów, Sobotka przekazał informację o planowanej akcji CBŚ 25 marca 2003 r. wieczorem Długoszowi podczas spotkania forum dyskusyjnego SLD na ul. Rozbrat w Warszawie, Długosz poinformował o tym Jagiełłę i "kazał mu zrobić porządek". Z materiału dowodowego wynika, że działo się to między godziną 20.47 a 21.50, kiedy to Jagiełło zadzwonił do prezydenta Starachowic z pytaniem, czy nie wie czegoś o łapówkach w tamtejszym samorządzie.

Jagiełło następnego dnia rano zadzwonił do, objętych policyjną akcją, starachowickich samorządowców Mieczysława Sławka i Marka Basiaka. Basiak zadzwonił do Leszka S. z prośbą o pilne spotkanie. Zdaniem prokuratorów, to spotkanie wpłynęło na zachowanie Leszka S. w tym dniu.

Opierając się na przedstawionym w sądzie materiale dowodowym oskarżyciele uzasadniali, że nie było żadnego innego kanału przepływu informacji. Wszystko wskazuje na to, że Jagiełło nie miał innego źródła informacji oprócz Długosza, a Długosz nie miał innego źródła informacji oprócz Sobotki. Ten zaś czerpał wiedzę z pionu, który bezpośrednio nadzorował. Wszystkie dowody tworzą jeden nieprzerwany łańcuch poszlak.

Prokurator Mariusz Krasoń podkreślił, że w przypadku Sobotki doszło do zbiegu dwóch zależności: służbowej, dzięki której ówczesny szef MSWiA zdobył informacje, i partyjnej - dzięki której przekazał ją "w dół". Sobotka jako poseł SLD przekazał informacje "po linii partyjnej" przewodniczącemu Rady Wojewódzkiej SLD w Kielcach Długoszowi, ten - przewodniczącemu partii w powiecie starachowickim - Jagielle, który ostrzegł członków Sojuszu - starostę i radnego.

Krasoń zwrócił uwagę na jedyny dotychczas sukces sprawy "przecieku", a mianowicie, że nowy minister SWiA dostrzegł, sygnalizowany dwukrotnie przez prokuraturę, problem braku zasad przekazywania przez policję informacji cywilnemu kierownictwu resortu.

Według prokuratury, czyny wszystkich oskarżonych świadczą o tym, że utrudniali oni postępowanie karne, czyli dopuścili się przestępstwa poplecznictwa. Przez "przeciek" policja była zmuszona zmienić swoje pierwotne plany, sposób działania. Sobotka nie tylko utrudniał postępowanie, ale ujawnił tajemnicę państwową i - jako funkcjonariusz publiczny - służbową, o prowadzonej przez CBŚ operacji specjalnej - zakupie kontrolowanym. Wiedział, że ujawniając te informacje popełnia przestępstwo. Jednocześnie spowodował stan zagrożenia dla policjantów.

Zdaniem prokuratorów, oskarżonymi kierowała motywacja zasługująca na jak najgorszą ocenę. "Ten cel polegał na tym, żeby ochronić ścisły aktyw partyjny przed policją, a zatem zapewnić bezprawie" - powiedział Krzysztof Zimoński.

Prokurator Krasoń oświadczył, że "policjanci, którzy wykonują rzetelnie swoje obowiązki, zasługują na nasz szacunek. To dzięki policjantom, szczególnie tym działającym pod przykryciem, na ulicach może być bezpieczniej, jest mniej narkotyków i broni. Ryzyko jest wpisane w ich zawód, ale zwiększanie tego ryzyka jest karygodne i niedopuszczalne." Zdaniem oskarżyciela, na budynkach MSWiA oraz Komendy Głównej Policji powinien widnieć napis "Prawo i bezpieczeństwo funkcjonariuszy policji przede wszystkim".

"Jak można nazwać zachowanie przełożonego, który przekazuje informacje niejawne dotyczące jego podwładnych, osób, dla których najważniejsze jest bezpieczeństwo? W polskim języku jest tylko jedno słowo dla określenia takiego zachowania: +zdrada+" - powiedział Krasoń i wniósł o uznanie oskarżonych winnymi zarzucanych czynów.

"Jest wreszcie szansa, by wywołać w społeczeństwie poczucie, że w konfrontacji z przestępstwem zwycięża prawo i że każdy jest karany, bez względu na to jaki zajmuje urząd czy stanowisko, że zakończył się wreszcie okres kiedy jesteśmy +my i oni+, władza i hołota, uprzywilejowani i podporządkowani" - powiedział zwracając się do sądu prokurator Zimoński.

"Apeluję do sądu o podjęcie próby zbudowania zaufania do działania wymiaru sprawiedliwości i wymierzenie wszystkim oskarżonym bezwzględnych kar pozbawienia wolności" - powiedział Zimoński. Jego zdaniem, stopień winy każdego z oskarżonych jest bardzo wysoki.

Obrońcy oskarżonych rozpoczną swoje mowy 11 stycznia. Na 17 stycznia sąd zaplanował wystąpienia oskarżonych.

em, pap

Czytaj także

 0