W Krakowie nie będzie trzęsienia teczek

W Krakowie nie będzie trzęsienia teczek

Przewodniczący krakowskiej PO Zbigniew Fijak wycofuje się z udziału w badaniach dotyczących inwigilacji krakowskiej opozycji przez SB w latach 80. Twierdzi, że nie chciał ujawniać nazwisk agentów.
Jak podkreślił Zbigniew Fijak, podjął taką decyzję, by uciąć nieprawdziwe zarzuty o wykorzystywaniu badań do celów politycznych. Fijak brał udział w prowadzonym od kilku miesięcy projekcie badawczym "SB przeciw społeczeństwu Krakowa i Małopolski w  latach 1976-1990" wspólnie z sześcioosobowym zespołem Fundacji Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego w Krakowie, kierowanym przez prof. Tomasza Gąsowskiego.

Według relacji niektórych mediów, Fijak zapowiadał ujawnienie nazwisk agentów SB wśród krakowskich artystów, naukowców i ludzi Kościoła. Mówił o wydaniu "książki, która wstrząśnie Krakowem".

Sprawa potencjalnego ujawnienia agentów wywołała burzę w środowisku krakowskim. Do prezesa IPN trafił list podpisany przez b. senatora i b. szefa MSW Krzysztofa Kozłowskiego, Józefę Hennelową z "Tygodnika Powszechnego" i b. szefa MON Janusza Onyszkiewicza w sprawie zmiany procedury udostępniania akt IPN.

W czwartek po spotkaniu prezesa Instytutu Pamięci Narodowej Leon Kieres i rektora UJ prof. Franciszka Ziejki postanowiono, że  badania nad inwigilacją krakowskiej opozycji przejmie Instytut Historii UJ, a do zajmującego się to sprawą zespołu dołączy dwóch pracowników krakowskiego IPN. Prof. Gąsowski, kierujący dotąd projektem, zapewnił, że badania na pewno będą prowadzone dalej, a ich dotychczasowy program zostanie jeszcze rozszerzony o  porównania z sytuacją opozycji w innych miastach Polski w tym okresie.

"Ja postanowiłem wycofać się z tego zespołu, żeby uciec od  nieprawdziwych, ale jednak podnoszonych zarzutów o polityczność naszych działań. Mam też potwierdzenie, że program, który przygotowaliśmy z mojej inicjatywy, będzie realizowany pod  kierunkiem prof. Gąsowskiego co najmniej w tym samym zakresie. Zespół nie ma cofniętej zgody na badania"- powiedział Fijak. Twierdzi, że nie zamierzał ujawnić nazwisk agentów. "Nie wiem, co jest w materiałach IPN. Może tam są +platformiści+. Jeśli chciałbym +grać agentami+ to już pół roku temu wystąpiłbym o  odtajnienie nazwisk agentów z moich akt" - mówił.

Przyznał, że miał taki zamiar, idąc do IPN czytać swoje akta (jako czynny działacz opozycji demokratycznej w latach 80, został uznany za pokrzywdzonego i otrzymał z IPN materiały, którego go  dotyczyły, w maju i lipcu 2004 r., w trzy lata od złożenia wniosku). "Po zapoznaniu się z materiałami uznałem, że nie jest ważne podanie tego, co ja wiem dość wybiórczo, tylko ujawnienie całej agentury w środowisku krakowskim. Tak narodził się pomysł badań" -  mówił Fijak.

Po przeczytaniu kolejnych materiałów IPN Fijak uważa, że w  Polsce jak najszybciej powinno dojść do powszechnej lustracji czyli ujawnienia agentów wszystkich tajnych służb PRL. "Trzeba to  zrobić z kilku powodów. Dla prawdy, ciężkiej, przykrej, ale  niezbędnej dla narodowego życia Polaków. Po drugie, aby nie wybuchały takie afery poszczególnych osób. Po to, żeby uniemożliwić szantaże ze strony funkcjonariuszy dawnych tajnych służb, którzy wiedzą o tajnych współpracownikach, i szantaże ze strony służb jednego z naszych wschodnich sąsiadów. Po czwarte wreszcie jest to konieczne, bo dziś ci ludzie (współpracownicy tajnych służb) mogą się bronić. Nie wykluczam sfałszowania przez SB części akt" - argumentował Fijak. Dodał, że jeśli po najbliższych wyborach parlamentarnych nie dojdzie do powszechnej lustracji, to on przystąpi do ujawnienia agentów, którzy się nim zajmowali.

Jak pisała "Gazeta Krakowska", wśród pseudonimów tajnych współpracowników SB w teczkach działaczy antykomunistycznej opozycji najczęściej przewijają się takie, jak: Urok, Pantera, Waga, Rak, Koziorożec, Krakus, Samotna, Zuzanna, Roxana, Zbyszek, Mietek, Relax, Klinowski, Winiarski.

W latach 2001-2004 oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Krakowie wydał 641 osobom zgodę na wgląd do teczek SB. Dostały materiały z  pseudonimami agentów. Po lekturze kilkadziesiąt osób wystąpiło o  odtajnienie nazwisk współpracowników bezpieki.

"Najlepszym rozwiązaniem byłoby opublikowanie nazwisk wszystkich agentów. To zakończy grę teczkami" - uważa Fijak. Podobnego zdania jest prof. Ryszard Terlecki z krakowskiego IPN, który przygotowuje książkę o  tajnych współpracownikach na UJ - dodaje gazeta. Ich zdaniem oczyściłoby to atmosferę domysłów.

Malarz Adam Macedoński, który ma około tysiąc stron akt SB na swój temat, dotychczas otrzymał nazwiska dwóch donoszących na niego agentów. L2 to Andrzej T. poeta, Relax to Ryszard Ch., muzyk, który według Macedońskiego, by wyjątkowo gorliwy i złośliwy. Donosił nawet na  oficerów prowadzących. Do sprawy odtajnienia podchodzi on ostrożniej. Według niego część agentów była zmuszana do donoszenia, ale robiła to tak, by nie zaszkodzić.

em, pap

Czytaj też: Deteczkizacja; Grzech grubej kreski

Czytaj także

 0