Ukarzą Barcikowskiego? (aktl.)

Ukarzą Barcikowskiego? (aktl.)

Czy komisja śledcza ds. PKN Orlen będzie wnioskować o pociągnięcie szefa ABW Andrzeja Barcikowskiego do odpowiedzialności za niedopełnienie obowiązków w sprawie wiedeńskiego spotkania Kulczyk-Ałganow?
Komisja przesłuchiwała Barcikowskiego, który był uczestnikiem spotkania b. premiera Leszka Millera z Janem Kulczykiem 25 lipca 2003 r., po powrocie Kulczyka z Wiednia, gdzie 17 lipca 2003 r. spotkał się on z rosyjskim szpiegiem Władimirem Ałganowem. Barcikowski nie odtajnił swojej notatki sporządzonej po tym spotkaniu. Powtórzył też kolejny raz przed komisją, że jej nie odtajni, tłumacząc, że odtajnianie tajnych notatek jest szkodliwe dla polskich służb, bo podrywa ich wiarygodność. Zgodził się jedynie na  jednorazowe okazanie swojej notatki Kulczykowi i jego pełnomocnikowi, by Kulczyk w zeznaniach mógł odnieść się do jej treści.

Według wiceszefa sejmowej komisji śledczej ds. PKN Orlen Romana Giertycha (LPR), po spotkaniu z Kulczykiem szef ABW miał ustawowy obowiązek podjęcia formalnych kroków (oficjalne śledztwo lub podjąć decyzję o jego niewszczynaniu z pisemnym uzasadnieniem) w sprawie wyjaśnienia okoliczności wiedeńskiego spotkania, ale tego nie zrobił, co jest równoznaczne z niedopełnieniem obowiązków służbowych. Zapowiadał, że jeszcze we wtorek zostanie zgłoszony wniosek o pociągnięcie Barcikowskiego do odpowiedzialności.

Giertych zaapelował również do premiera Marka Belki, by jako przełożony Barcikowskiego wpłynął na niego w sprawie odtajnienia notatki ze spotkania z Kulczykiem.

Andrzej Barcikowski nie zgadza się z opinią Giertycha. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego prowadziła działania operacyjne po przekazaniu w lipcu 2003 r. przez Jana Kulczyka informacji o jego wiedeńskim spotkaniu z Władimirem Ałganowem.

"Zrobiliśmy wszystko i jest to jedna z największych spraw operacyjnych w historii Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego" -  powiedział Barcikowski, po przesłuchaniu przez sejmową komisję śledczą ds. PKN Orlen.

"Pan Giertych nie rozumie różnicy między czynnościami śledczymi i  służbami specjalnymi" - skomentował Barcikowski. Twierdził, że Agencja podejmowała działania przewidziane prawem. "Gdyby czynności śledcze były podjęte wówczas, wtedy sprawa operacyjna byłaby spalona, wiele wątków nie wyszłoby na jaw. Trzeba dobrze znać reguły działania służb specjalnych, żeby na ten temat kompetentnie się wypowiadać. Sprawy operacyjne były podjęte, były wyjaśniane. Wynika z tego wiele bardzo doniosłych dla polskich służb specjalnych wątków" - dodał.

Nie dowierza słowom Barcikowskiego inny członek komisji Andrzej Aumiller (UP). Komentując jego słowa, że operacja była jedną z największych w historii ABW, powiedział, że z materiałów, które ma komisja to nie wynika. "Jak była wielka, to są wielkie materiały, a jak są wielkie, to komisja będzie chciała się z nimi zapoznać" - dodał.

Aumillera dziwi też to, że obie agencje - ABW i AW - których szefowie sporządzili notatki po spotkaniu z Kulczykiem, nie wyjaśniły różnic w tym, co mówił biznesmen i nie sprawdziły jego wiarygodności. "Te instytucje powinny ze sobą współpracować. Dziwne jest to, że szefowie agencji spotykali się, także krótko po sporządzeniu notatek i nie wyjaśnili tego, że mają różne zeznania" - powiedział.

Szef komisji Józef Gruszka (PSL) powiedział, że na razie żaden z  członków komisji nie złożył wniosku o ściganie Barcikowskiego. "Być może pojawi się po zakończeniu przesłuchania, ale na dziś go  nie ma" - mówił. Nie chciał - zasłaniając się tajemnicą przesłuchania - powiedzieć, czy poparłby taki wniosek. Szef ABW ma być jeszcze wezwany na przesłuchanie w innym terminie.

Komisja postanowiła też przesłuchać premiera Marka Belkę. O zamieszaniu premiera Belki w aferę Orlenu pisaliśmy w lipcu 2004 r.

Na najbliższym jawnym posiedzeniu w środę przed komisją stanie były szef UOP gen. Gromosław Czempiński i pełnomocnik Jana Kulczyka - prof. Jan Widacki.

Nazwisko generała pojawiło się w sprawie PKN Orlen przy okazji odtajnienia w październiku ub. roku notatki autorstwa b. szefa AW Zbigniew Siemiątkowskiego, a dotyczącej wiedeńskiego spotkania Kulczyka z rosyjskim szpiegiem Władimirem Ałganowem. Siemiątkowski napisał w niej że "J. Kulczyk twierdzi, iż osobą, która pośredniczyła w kontaktach między nim a przedstawicielami Rotch Energy był Gromosław Czempiński, koordynujący ponadto kontakty pomiędzy tą firmą i Łukoilem, za co był przez nie wynagradzany.

Następnego dnia po odtajnieniu notatki Jan Kulczyk - jak twierdzi Czempiński - miał zadzwonić do niego i przyznać, że wątek dotyczący jego pośrednictwa w kontaktach z Łukoilem jest "totalnie nieprawdziwy".

Czempiński, jak zapowiadają posłowie - członkowie komisji śledczej - może być pytany nie tylko o sprawy związane z notatką, ale też o tajną akcję służb specjalnych na początku lat 90. -  "Zielone bingo" (szefem UOP był wtedy Czempiński). Według mediów, "Zielone bingo" to tajna akcja UOP na giełdzie papierów wartościowych, polegająca na lokowaniu pieniędzy wywiadu w  akcjach firmy ubezpieczeniowej Warta (jej udziałowcem był już wówczas Jan Kulczyk). Podczas tej operacji UOP miał zatrudniać jako konsultanta byłego szefa FOZZ Grzegorza Żemka.

Z kolei prof. Jan Widacki będzie pytany o fundację "Bezpieczna Służba", założoną przy MSW na początku lat 90. gdy Widacki był wiceministrem resortu. W skład jej władz weszły m.in. żona i siostra Jeremiasza Barańskiego, znanego jako "Baranina", zleceniodawcy zabójstwa byłego ministra sportu Jacka Dębskiego. Zbigniew Wassermann oskarzył Widackiego o pomoc w jej zakładaniu. Adwokat wyjaśniał, że, jako wiceminister, zgodnie z obowiązującym wtedy prawem, zlecił prawnikom ministerstwa pomoc przy przygotowaniu statutu tej fundacji. W związku z tą sprawą wytoczył Wassermannowi proces o ochronę dóbr osobistych. Zapewniał, że nigdy nie miał żadnych kontaktów z Barańskim, a o jego istnieniu dowiedział się z mediów, "zapewne pod koniec lat 90." Widacki zapowiada, że w środę wystąpi przed komisją z  pełnomocnikiem, bo każdy świadek wezwany przed komisję ma do tego prawo.

Po posiedzeniu komisji, jeden z jej członków Konstanty Miodowicz (PO) poinformował, że  powiadomi ona prokuraturę o popełnieniu przestępstw przez byłego szefa UOP, a potem Agencji Wywiadu Zbigniewa Siemiątkowskiego, które miałyby polegać na dwukrotnym ujawnieniu tajemnicy państwowej.

Pierwszy raz - zdaniem komisji - Siemiątkowski ujawnił tajemnicę informując w lutym 2002 roku ówczesnego ministra skarbu Wiesława Kaczmarka o tym, że prezes PKN Orlen Andrzej Modrzejewski ma być zatrzymany. Drugi raz - zdaniem komisji - ujawnił tajemnicę w marcu 2004 roku. Chodzi o sprawę wycieku ściśle tajnych informacji dotyczących śledztwa w sprawie umów i zleceń, zawieranych przez Przedsiębiorstwo Eksploatacji Rurociągów Naftowych, które zarządza rurociągiem "Przyjaźń". ABW, prowadząc tajne śledztwo, podsłuchała w marcu rozmowę właściciela firmy budowlanej "Vectra" Marka Graczykowskiego z działaczką SLD Renatą Komorowską. W rozmowie Komorowska, powołując się na informacje od jednego z ministrów, powiedziała Graczykowskiemu, którego firma otrzymała z PERN-u kilka zleceń, by "oczyścił sobie umowę z tą firmą". Według komisji z dokumentów, którymi dysponuje, wynika, że tym ministrem był Siemiątkowski.

Wcześniej komisja zawiadomiła już prokuraturę o popełnieniu przestępstwa przez Siemiątkowskiego, który, kiedy przestał być szefem AW, zachował zapiski z rozmowy z Janem Kulczykiem. Na ich podstawie powstała tajna notatka.

Zbigniew Siemiątkowski nie zgadza się z tymi wnioskami. "Jeśli mam być ścigany za to, że jako szef UOP powiadomiłem ministra skarbu o tym, że planowane jest zatrzymanie szefa największej spółki w Polsce, podczas gdy w stosunku do Wiesława Kaczmarka, który ujawnił te informacje dziennikarzom, jak sam się do tego przyznał, nie wysyła się takiego wniosku, to ja już nic nie rozumiem. Uważam to za sprawę oczywistą, zresztą mówi o tym ustawa o UOP, że w sprawach istotnych dla bezpieczeństwa państwa informuje się premiera, prezydenta i właściwych ministrów. A jest sprawą istotną dla bezpieczeństwa państwa, gdy szefa największej spółki paliwowej zatrzymuje się za przestępstwo kryminalne, czy nie jest" - pytał. Jesli idzie o firmę "Vectra", to - jak twierdzi Siemiątkowski - nie mógł ujawnić informacji dotyczących firmy, bo nie miał żadnej tajnej wiedzy na  ten temat.

ss, em, pap

Czytaj także

 0