Niewinni przecieku?

Niewinni przecieku?

Jesteśmy niewinni - oznajmili zgodnie przed sądem Sobotka, Długosz i Jagiełło, oskarżeni o tzw. przeciek starachowicki. Prokurator żąda dla nich kary od 1,5 - 2,5 roku więzienia.
Posłowie Andrzej Jagiełło, Henryk Długosz i b. wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Zbigniew Sobotka powtórzyli w mowach końcowych, że są niewinni. W poniedziałek w  Sądzie Okręgowym w Kielcach odbyła się ostatnia rozprawa w  procesie o przeciek tajnych informacji o akcji policji w  Starachowicach. Za tydzień sąd ogłosi wyrok.

Sobotka podkreślił, że w trakcie jego pracy w resorcie spraw wewnętrznych podpisał tysiące wniosków o stosowanie przez policję technik operacyjnych, które nieraz dotyczyły osób z pierwszych stron gazet, osób, które znał. Ani razu nie przyszło mu do głowy, by przekazać te informacje osobom nieuprawnionym. Oznajmił, że  czuje się upokorzony, przez tę sprawę stracił wszystko, na co pracował przez całe życie. Zwrócił uwagę, że proces miał wymiar polityczny, a on - mimo że jest niewinny - medialnie został już skazany.

Wcześniej jego obrońca sugerował, że ze względu na medialność sprawy ton oskarżenia jest polityczny. Mówił, że proces jest poszlakowy. Podkreślił, że Jagiełło publicznie zaprzeczył, jakoby informatorem był Sobotka (Jagiełło przeprosił Sobotkę,mówiąc, że użycie jego nazwiska w rozmowie z samorządowcami było blefem, aby przydać mocy przekazywanym informacjom). Według adwokata, możliwe jest inne, nieustalone w śledztwie źródło informacji. Wskazywał, że 10 i 11 marca 2003 r. w Kielcach odbyły się narady dotyczące sprawy starachowickiej.

Długosz powiedział, że wychowano go na uczciwego człowieka i w  głowie mu się nie mieści, że mógłby pomóc przestępcy. Sprawa starachowicka zniszczyła mu życie. Mimo to próbuje wybaczyć osobom, którym to "zawdzięcza", również Jagielle.

Jagiełło powtórzył, że dzwoniąc do starachowickich samorządowców, nie miał świadomości, iż mogą być oni sprawcami przestępstwa (wcześniej wyjaśniał, że chciał zweryfikować uzyskane od Długosza informacje). Podkreślił, że wiadomości uzyskane od Długosza (dotyczące nieprawidłowości w starachowickim samorządzie) traktował jako niewiarygodne plotki. Nie znał Leszka S. (głównego oskarżonego w procesie starachowickiej grupy przestępczej), więc nie mógł być jego poplecznikiem.

Obrońcy Jagiełły i Długosza wygłosili swoje mowy końcowe na poprzedniej rozprawie, wnosząc o uniewinnienie posłów.

Prokuratorzy żądają kary półtora roku więzienia dla Jagiełły, dwóch lat dla  Długosza oraz dwóch i pół roku dla Sobotki.

Dobiegający końca proces oskarżonych w sprawie "przecieku starachowickiego" rozpoczął się 25 maja 2004 roku. W kieleckim sądzie przesłuchano kilkudziesięciu świadków, m.in. policjantów, którzy zeznawali z wyłączeniem jawności, oraz polityków. Zeznawali m.in. posłowie SLD Krzysztof Janik, Marek Dyduch i Jerzy Jaskiernia.

Prokuratura Okręgowa w Kielcach oskarżyła Jagiełłę i Długosza o  utrudnianie postępowania karnego. Byłego wiceministra spraw wewnętrznych i administracji Zbigniewa Sobotkę oskarżono o "ujawnienie tajemnicy państwowej i służbowej, godzenie się na utrudnianie postępowania przygotowawczego oraz o godzenie się na narażenie działających pod przykryciem policjantów na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w trakcie zakupu kontrolowanego broni palnej, amunicji i narkotyków".

em, pap

Czytaj także

 0