"Ci faceci" od PZU (aktl.)

"Ci faceci" od PZU (aktl.)

"Niech pan nie przeszkadza, bo tu się paru facetów dogadało" - tak o sprawie sprzedaży PZU konsorcjum Eureko i BIG Banku miał usłyszeć od jednego z członków zarządu PZU zeznający przed komisją b. członek tego zarządu Krzysztof Kluzek.
Kluzek uważa, że miał miejsce pośpiech przy przeprowadzaniu kolejnego etapu prywatyzacji PZU.

Przypomniał swoją rozmowę z członkiem zarządu PZU Piotrem Kowalczewskim, w której ten miał powiedzieć, by podpisał prospekt emisyjny PZU i by "nie przeszkadzał, bo tu się paru facetów dogadało". Nie wymienił żadnych nazwisk.

Publiczna oferta miała być kolejnym etapem prywatyzacji PZU, którego 30 proc. akcji sprzedano w listopadzie 1999 r. konsorcjum Eureko i BIG Banku Gdańskiego.

Świadek mówił o sfałszowaniu jego podpisu na prospekcie emisyjnym PZU. Wyjaśniał, że podpisał się tylko na jego pierwszej wersji, nie wpisując daty, a nie na wersji zmienionej, której nie znał. Dodał, że prospektem najbardziej interesowali się Kowalczewski oraz inny członek ówczesnego zarządu PZU - Antonio Martins da Costa.

Kowalczewski zaprzecza, by taka rozmowa miała miejsce. - W czasie, "kiedy pan Krzysztof Kluzek był w zarządzie PZU, rozmawialiśmy z pewnością wielokrotnie, ale nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek użył sformułowania, które przypisuje mi w zeznaniach przed komisją. Nie mam zatem pojęcia, jakich 'facetów' i jaki tajny spisek miał na myśli pan Kluzek" - dodał.

Przyznał, iż rozmawiał z Kluzkiem także o prospekcie PZU SA, ale  jego zdaniem rozmowy nie miały tak dramatycznego przebiegu. Zdaniem Kowalczewskiego, Kluzek po raz pierwszy uczestniczył w  przygotowaniu prospektu emisyjnego. "Starałem się wytłumaczyć panu Kluzkowi, że o tym, czy prospekt emisyjny powinien być złożony do  Komisji Papierów Wartościowych i Giełd decyduje minister Skarbu Państwa i jego doradcy (tzn. banki inwestycyjne), niezależnie od  opinii, jaką poszczególni członkowie zarządu mają na temat prywatyzacji PZU SA" - powiedział Kowalczewski.

Skarb Państwa złożył w sprawie prospektu doniesienie do  prokuratury. Sprawa została jednak umorzona.

Kluzek uważa, że PZU leżało i nadal leży w orbicie szczególnego zainteresowania Wojskowych Służb Informacyjnych. W jego ocenie, wiele działań wskazuje na to, że WSI chciały go - jako przeciwnika Eureko - zdyskredytować.

Do zeznań Kluzka w środowym komunikacie ustosunkowało się Centrum Informacyjne MON: "zeznania świadka są wyłącznie jego prywatnymi, gołosłownymi opiniami, nie popartymi choćby przykładową informacją dowodową. Nie znajdują one żadnego odzwierciedlenia ani w ustawowym stanie prawnym regulującym zakres działania WSI, ani w dokumentach posiadanych przez te służby". "Działalność PZU SA jak również prywatyzacja tej spółki nie była i nie jest przedmiotem jakichkolwiek zadań ustawowych realizowanych przez WSI. WSI nie wykonywały także żadnych czynności doraźnych wobec osoby pana Krzysztofa Kluzka, a  zwłaszcza nie podejmowały działań dyskredytujących go jako przeciwnika przejęcia PZU przez Eureko" - napisano w komunikacie.

Przemysław Gosiewski (PiS) na środowym posiedzeniu komisji przedstawił tezę, że  prywatyzację PZU zaplanował "obóz prezydencki". W ocenie Kluzka, teza Gosiewskiego jest prawdziwa i możliwa do udowodnienia. Kluzek zaznaczył, że wiele osób z otoczenia prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego i jego żony przewija się przy okazji prywatyzacji różnych polskich firm.

Kluzek oświadczył też, że był i jest przeciwko przejęciu PZU przez Eureko. "Robiłem wszystko, by do prywatyzacji PZU nie  doszło" - zapewniał, tłumacząc, dlaczego nie podpisał zmienionej wersji prospektu emisyjnego PZU. Zeznał, że rozmawiał z minister skarbu Aldoną Kamelą-Sowińską i przekonywał ją, aby nie podpisywała aneksu do umowy prywatyzacyjnej PZU.

W ocenie świadka, został on odwołany z zarządu PZU w lutym 2002 roku, ponieważ był przeciwny umowie z Eureko. Zdaniem Kluzka, Eureko nie wniosło do PZU nowych technologii i know-how, do czego zobowiązało się w umowie prywatyzacyjnej PZU.

Kluzek mówił też, że na warszawskiej giełdzie są prane pieniądze mafii paliwowej, a kupowanie akcji PZU od pracowników firmy służyło również temu procederowi. Nie przedstawił dowodów na swoją tezę. Powiedział tylko, że docierały do niego informacje, iż do  pracowników PZU, którzy otrzymali akcje pracownicze, zgłaszali się przedstawiciele firm cypryjskich, którzy płacili gotówką za  kupowane akcje po cenie niższej lub  podobnej do ceny zapłaconej za akcje PZU przez BIG Bank Gdański i  Eureko w 1999 r. (1165 zł).

Kluzek mówił też o inwestycji PZU w fundusz Kasa 2 zarządzany przez Skarbiec Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych. Jego zdaniem była to próbą poprawy stanu finansów BIG Banku Gdańskiego. Nie wyjaśnił, jak miałoby się to odbyć.

W drugiej połowie 2000 roku PZU przeniósł część swoich lokat bankowych do funduszu Kasa 2. Fundusz inwestował wyłącznie w  krótkoterminowe papiery Skarbu Państwa. Dochody z funduszy tzw. dywidendowych, a takim była Kasa 2, były opodatkowane niżej niż  zyski z bezpośrednich inwestycji w papiery skarbowe. Audytor nie  doszukał się nieprawidłowości w inwestycji PZU, a przedstawiciel Skarbu Państwa przeprosił w kwietniu 2001 roku zarząd PZU za  podejrzenia.

Tymczasem były minister skarbu w rządzie AWS Andrzej Chronowski twierdził przed sejmową Komisją Skarbu - uprzedzając, że zdradza tajemnicę państwową - iż lokata PZU w fundusz Kasa 2 miała służyć kupieniu przez konsorcjum Eureko i BIG Banku "PZU za pieniądze PZU". Według niego lokata w funduszu zarządzanym przez Skarbiec TFI była pożyczką, by nieposiadające pieniędzy Eureko mogło kupić PZU za pieniądze PZU. B. minister podejrzewał, że dokument świadczący o tej transakcji zniknął z archiwów ministerstwa. Chronowski nie wyjaśnił wówczas, jak miałby wyglądać mechanizm umożliwiający wykorzystanie inwestycji w funduszu do zakupu polskiego ubezpieczyciela.

Jego słowa częściowo potwierdził były szef UOP Zbigniew Siemiątkowski, mówiąc, że "istnieją dowody" na to, iż Eureko kupiło transzę akcji PZU, "nawet pierwszą", nie z własnych, lecz z pożyczonych środków, a UOP w 2002 roku zwracał na to uwagę polskiego rządu. Nie daje to pewności, że pieniądze te pochodziły z lokaty PZU w Fundusz Kasa 2, ale może oznaczać, jeśli informacja ta zostanie potwierdzona, że Eureko złamało umowę prywatyzacyjną i, jak mówi Siemiątkowski, pozwala nie obawiać się zbytnio werdyktu w sądzie arbitrażowym w sporze z Eureko. Później obaj częściowo wycofali się z tych oświadczeń.

ks, ss, pap

Czytaj też: Polityczny Zakład Ubezpieczeń

Czytaj także

 0