Wisienka na błocie

Wisienka na błocie

Włodzimierz Cimoszewicz kandyduje na prezydenta. I to w uroczym dueciku z Jolantą Kwaśniewską, która pokieruje pracami jego sztabu.
Trzeba przyznać, że po paśmie nieustannych klęsk, postkomunistom coś zaczyna się udawać. Wokół kandydatury marszałka Sejmu udało się zorganizować spore zamieszanie. Jego publiczne rozterki - o dziwo - zaowocowały wzrostem notowań w sondażach, a  zmiana decyzji - znowu o dziwo - została dobrze przyjęta przez sporą część opinii publicznej. Powrót Cimoszewicza z emerytury oraz postawienie Wojciecha Olejniczaka na czele SLD mają dowieść, że formacja postkomunistyczna przegoniła ze swego stada czarne owce, oczyściła się i po odbytej pokucie może z podniesionym czołem i bez wstydu ubiegać się o głosy wyborców, jak normalna partia, normalna lewica.

Manewr ten udaje się na razie połowicznie, bowiem popularności marszałka Sejmu nie towarzyszy odbudowa pozycji SLD. Ale nawet ten częściowy sukces postkomunistów nastraja pesymistycznie. Pokazuje, że pamięć opinii publicznej jest króciutka, a nią samą łatwo jest manipulować. Wszak Cimoszewicz to jedynie smakowita i ładniutka wisienka na torcie uformowanym z błota i bagna. Wiemy to, ale na widok wisienki jednak ślinka nam płynie.

Igor Zalewski

Czytaj także

 0