Jaja niezgody

Jaja niezgody

Sprawa obrzucenia jajkami byłego wojewody śląskiego Marka Kempskiego podczas katowickich obchodów Święta Niepodległości ponad 5,5 roku temu wraca na wokandę.
To groteska -  komentują dwaj oskarżeni. Ich sądzenia nie chce także sam Kempski. Rozprawę zaplanowano na wrzesień.

Poniedziałkowe posiedzenie w tej sprawie w katowickim sądzie rejonowym nie trwało nawet pięć minut. Sąd wyznaczył termin rozprawy na 21 września. Oskarżeni - Mirosław Kupis ze związku zawodowego "Kontra" i Mirosław Żeberek z Ruchu Obrony Bezrobotnych - byli zdziwieni, że wezwano ich tylko po to, by wyznaczyć termin, a sprawa przeciągnie się o kolejne miesiące.

"To jakaś groteska, takie wezwanie to typowe nękanie. Fakt, że  można w nieskończoność przeciągać takie drobnostki, świadczy o  chorobie polskiego prawa; być może jest to także taka drobna sprawa polityczna - gdyby Kempskiemu zależało na jej zakończeniu, dawno, jako pokrzywdzony, zwróciłby się do sądu o jej zakończenie" - skomentował Żeberek.

Marek Kempski powiedział w poniedziałek, że rozważy wysłanie do sądu takiego pisma. Były wojewoda był zaskoczony, że sprawa ciągle nie jest zamknięta. Podkreślił, że szkodliwość obrzucenia go jajkami nie była - w jego ocenie - duża, a on sam nie ma do  oskarżonych żalu i nie jest dziś w ogóle zainteresowany kontynuowaniem sprawy.

"Sądy mają dużo ważniejsze sprawy. Minęło sporo czasu, nie jestem już osobą pełniącą funkcję publiczną. Poza tym jajka już dawno wpisały się w polskie życie polityczne, to doświadczenie ma za  sobą wiele ważnych osób, może oprócz Lecha Wałęsy, który został trafiony chyba gruszką" - powiedział były wojewoda.

O podjęciu umorzonego warunkowo w październiku 2002 roku postępowania karnego w tej sprawie sąd zdecydował w lutym ubiegłego roku. Było to efektem niedopełnienia warunków umorzenia sprawy - umorzono ją na rok, zobowiązując oskarżonych do zapłaty 800 zł i 1500 zł na cele społeczne. Pieniądze nie wpłynęły, więc sąd musiał podjąć decyzję o dalszym biegu sprawy.

Żeberek jest obecnie szefem partii Ruch Obrony Bezrobotnych, a  Kupis sekretarzem komisji krajowej "Kontry". Obaj nie przyznają się do winy. Przyznają, że w 1999 roku uczestniczyli w obchodach Święta Niepodległości, stojąc w grupie działaczy "Kontry", ale  zaprzeczają, że rzucali jajkami.

Nie zamierzają płacić żadnych grzywien, ponieważ czują się niewinni, a także dlatego, że - jak mówią - nie mają z czego. Górniczą pensję Kupisa zajmuje komornik na poczet innych długów, a  Żeberek - jak powiedział - zarabia niespełna 250 zł miesięcznie, pracując w miejskim przedszkolu.

Zdaniem Żeberka, nie sposób uciec od politycznej interpretacji tego typu procesów. "W ten sposób działacze społeczni i związkowi mogą być przez wiele lat nękani i zastraszani. Być może chodzi o  to, by ich trzymać na krótkiej smyczy" - ocenił.

O umorzenie sprawy wnioskowała prowadząca postępowanie prokuratura w Skierniewicach. Sprawa trafiła tam dla zachowania bezstronności. Oskarżeni mogą odpowiadać za naruszenie nietykalności cielesnej i znieważenie funkcjonariusza publicznego. Za pierwszy z tych czynów grozi do trzech lat więzienia. Za drugi -  grzywna, ograniczenie wolności albo do roku więzienia.

Działacze "Kontry" obrzucili wojewodę Kempskiego jajkami, kiedy 11 listopada 1999 roku wygłaszał przemówienie przed pomnikiem Józefa Piłsudskiego w Katowicach. Dzień wcześniej kilkudziesięciu związkowców z "Kontry" i górników likwidowanej kopalni "Siersza" wdarło się do biura poselskiego Jerzego Buzka w Gliwicach. Domagali się spotkania z premierem i wyznaczenia niezależnego arbitra do oceny zasadności likwidacji kopalni. Na polecenie wojewody policja siłą usunęła ich z biura.

ks, pap

Czytaj także

 0