Cimoszewicz: Amerykanie chcieli mnie zwerbować

Cimoszewicz: Amerykanie chcieli mnie zwerbować

Marszałek Sejmu Włodzimierz Cimoszewicz powiedział, że kiedy w latach 80. przebywał w USA na stypendium, amerykańskie służby specjalne próbowały namówić go do współpracy o czym poinformował on polski konsulat.
"Zgodnie z obowiązującym prawem skontaktowałem się z polskim konsulatem i poinformowałem o tym wydarzeniu konsula odpowiedzialnego za współpracę naukową i wymianę stypendialną. Poproszono, żebym to opisał, zrobiłem to. Jest to jedyny dokument, jaki znajduje się w tzw. zasobach IPN-owskich" - powiedział Cimoszewicz w poniedziałek w rozmowie z dziennikarzami w Sejmie.

"Cała reszta po prostu nie istnieje - nie istniała i nie istnieje" - oświadczył.

Przypomniał, że Sąd Lustracyjny w dwóch instancjach stwierdził, że nie był on współpracownikiem służb specjalnych PRL. (Cimoszewicza lustrowano w tajnym procesie na wniosek poprzedniego Rzecznika Interesu Publicznego Bogusława Nizieńskiego, który podejrzewał, że zataił on swe związki z wywiadem PRL).

"Jak można stawiać komuś zarzut z tego powodu, że odmówił współpracy i z polską służbą, i z zagraniczną służbą - jak można w  takich okolicznościach kogoś stawiać pod moralnym pręgierzem? To  się nie mieści w pojęciu normalności" - powiedział marszałek Sejmu.

Zdaniem marszałka, politycy powinni móc indywidualnie decydować o  ujawnieniu dotyczących ich materiałów IPN. Dodał, że ma "poważne wątpliwości" co do całkowitego otwarcia archiwów Instytutu. "Tego typu rozumowanie oparte jest na założeniu wprost absurdalnym, że  te dokumenty zawierają prawdę, pełną prawdę i wyłącznie prawdę" -  ocenił.

"Ciekawość - w dużym stopniu zrozumiała - może prowadzić do  krzywd bardzo wielu ludzi" - dodał. Jak dodał, chce upublicznienia swojej teczki, ale sam nie zamierza podejmować żadnych działań w  tej sprawie.

Poniedziałkowe "Życie Warszawy" pisze, że dotarło do archiwalnych dokumentów dotyczących Włodzimierza Cimoszewicza. Wynika z nich, że 25 września 1980 roku został on zarejestrowany przez Wydział II Departamentu I MSW jako kontakt operacyjny o pseudonimie Carex. Stało się to przed wyjazdem Cimoszewicza do USA na stypendium Fullbrighta.

Dziennik napisał, że w aktach zachowała się własnoręcznie pisana przez Cimoszewicza dwustronicowa notatka, którą sporządził podczas pobytu w USA; opisał w niej wizytę, jaką złożyli mu pracownicy wywiadu amerykańskiego i notatkę przekazał swojemu oficerowi prowadzącemu w USA, który pracował w misji przedstawicielskiej przy ONZ.

Jak napisało "Życie Warszawy", z archiwalnych dokumentów wynika, że Cimoszewicz utrzymywał kontakty z SB także po powrocie do  Polski z USA w 1983 i 1984 roku.

ss, pap

Czytaj też: Cimoszewicz kontaktował się z SB

Czytaj także

 0