PR-okuratura i Durczokgate

PR-okuratura i Durczokgate

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kamil Durczok ma od wczoraj nowych PR-owców. Jakiś czas temu prasa opisywała, że były dziennikarz TVN oraz jego żona wynajęli profesjonalną agencję PR-ową w celu ratowania jego wizerunku, który legł w gruzach po ujawnieniu przez „Wprost” przypadków mobbingu i molestowania w stacji. Wówczas, jak pamiętamy, działania PR-owców nie przyniosły rezultatów.

Teraz jednak Durczok niespodziewanie zyskał nowych sprzymierzeńców, a właściwie speców od wizerunku w postaci prokuratury i posłusznych jej (a może po prostu bezrefleksyjnych) dziennikarzy.

„Postępowanie sprawdzające dotyczące molestowania seksualnego w spółce TVN zakończone zostało odmową wszczęcia postępowania karnego, mając na uwadze, że nie zostały wypełnione znamiona żadnego czynu zabronionego" - napisała Małgorzata Szeroczyńska, rzeczniczka mokotowskiej prokuratury.

Dla opinii publicznej to sygnał, że Durczok jest niewinny, cała sprawa molestowania wymyślona przez „Wprost”, TVN niepotrzebnie rozstał się z szefem „Faktów”.

Wszystko jak w Radiu Erywań – niby prawda, a jednak kłamstwo. Otóż po pierwsze, prokuratura nie mogła wszcząć postępowania karnego w sprawie molestowania seksualnego, bo przestępstwa o nazwie „molestowanie seksualne” w ogóle w polskim Kodeksie Karnym nie ma. Molestowanie dotyczy prawa pracy, trudno, by zajmował się nim prokurator. Przypomnijmy: według art. 183a § 6. Kodeksu pracy, molestowaniem seksualnym jest każde nieakceptowane zachowanie o charakterze seksualnym lub odnoszące się do płci pracownika, którego celem lub skutkiem jest naruszenie godności lub poniżenie albo upokorzenie pracownika”. Właśnie o takich przypadkach pisaliśmy we „Wprost” w kontekście Kamila Durczoka. Były to niestosowne propozycje, naciski, presja – słowem to wszystko, czego nie powinien się dopuszczać szef w stosunku do swojej podwładnej. Tyle że prokuraturze nic do tego – takimi sprawami sąd pracy zajmuje się z powództwa ofiary.

Kiedy natomiast wkracza prokurator? W myśl obecnego prawa, dopiero wtedy, gdy ktoś kogoś zgwałci albo – wykorzystując stosunek zależności – doprowadzi do obcowania płciowego lub „innej czynności seksualnej”. Na przykład (przepraszam za dosadność) każe jej się masturbować, a sam na to patrzy.

Tyle że nikt nigdy nie zarzucał Durczokowi, że swoje ofiary gwałcił czy w inny sposób zmuszał do czynności seksualnych! Molestowanie seksualne zawarte w kodeksie pracy dotyczy czegoś zupełnie innego.

Wypowiedź prokuratury (podobnie jak wszystkie inspirowane nią publikacje) nie wnoszą więc do opisanej przez „Wprost” sprawy molestowania niczego nowego. Szczerze mówiąc, nie jestem pewien, czy prokuratura w ogóle powinna się sprawą dziennikarza TVN zajmować. Przecież ani w naszych artykułach, ani w innych denuncjacjach na ten temat nie było sugestii, że dopuszczał się on seksualnych napaści na swoje pracownice! Ta nadgorliwość prokuratury niewątpliwie jednak służy Durczokowi – teraz łatwiej mu będzie powtarzać swoje głodne kawałki o tym, jak bardzo jest niewinny i jak skrzywdziły go media.

Zastanawiam się tylko, dlaczego organy ścigania działają jak PR-owska komórka Durczoka. I dlaczego w ten sam sposób się zachowują dziennikarze bezrefleksyjnie cytujący panią rzeczniczkę.

Swoją drogą, tuż po naszych publikacjach politycy zapowiadali wprowadzenie do Kodeksu Karnego przepisów zakazujących molestowania seksualnego. Najwyraźniej o tym zapomnieli, bo jakoś do tego słusznego postulatu nikt już nie wraca.

Czytaj także