Co z tym rządem

Co z tym rządem

Dodano:   /  Zmieniono: 
"Kluczowy Lepper", "niepokój towarzyszący uldze", "eksperci zamiast partyjnych działaczy", "rząd policji, służb specjalnych i obniżania podatków dla najbogatszych" - dzisiejsza prasa komentuje powołanie gabinetu Kazimierza Marcinkiewicza.
Mniejszościowy rząd PiS Kazimierza Marcinkiewicza zaprzysiężony. PO mówi, że jeśli PiS nie odetnie się od Leppera, nie pozostaje jej nic innego jak opozycja i  przyjęcie twardej postawy wobec rządu - pisze "Gazeta Wyborcza".

Zdaniem dziennika, na poparcie PO trudno już Marcinkiewiczowi liczyć. W czwartek zbierze się jej Rada Krajowa. Politycy PO, z  którymi wczoraj rozmawiała "GW", uważają, że prawdopodobnie raz jeszcze postawi partii Kaczyńskich ultimatum: jeśli PiS doprowadzi do usunięcia Leppera ze stanowiska wicemarszałka Sejmu i odetnie się od współpracy z Samoobroną, rząd Marcinkiewicza zdobędzie poparcie Platformy.

To jednak trudny warunek. Liderzy PiS nie odcięli się od Leppera, gdy mogli tym posunięciem przyciągnąć PO do koalicji. Dziś o tej koalicji nie ma mowy, chodzi już tylko o głosy PO, którą mogą zapewnić rządowi wotum zaufania. Lecz legitymację do rządzenia równie dobrze mogą mu dać głosy Samoobrony - ocenia publicysta dziennika Rafał Kalukin.

- Rozumiem niechęć PiS do palenia mostów z Lepperem. Mogą się one jeszcze przydać przy budowie nowej konstrukcji politycznej. Nie  możemy jednak zaakceptować sytuacji, w której Lepper będzie służył PiS do przyjmowania antyliberalnych ustaw - powiedział "GW" jeden z liderów PO Bronisław Komorowski. - Jeśli PiS nie odetnie się od  Leppera, nie pozostanie nam nic innego, jak opozycja i przyjęcie twardej postawy wobec rządu.

Kto więc może wspomóc PiS w głosowaniu wotum zaufania? Poparcie wstępnie zapowiedział lider LPR Marek Kotlinowski. Szef PSL Waldemar Pawlak był wstrzemięźliwy.

Kluczowym graczem staje się Lepper. Głosy PiS, LPR i Samoobrony zapewne dadzą rządowi wotum zaufania. Ten sam efekt może przynieść np. opuszczenie sali przez klub Leppera podczas głosowania -  obniży się kworum i PiS wraz z LPR i PSL też będzie miał większość.

Lepper już postawił Marcinkiewiczowi warunki: -  wprowadzenie minimum socjalnego i gwarantowanych zasiłków dla osób, które "nie z własnej winy" nie mają pracy -  zwolnienie emerytów i rencistów z podatku dochodowego -  ograniczenie niezależności NBP -  renegocjacja traktatu akcesyjnego z UE, by zwiększyć rolnikom kwoty produkcji i zrównać dopłaty do poziomu "starej" Unii.

Czy Lepper dorzuci inne żądania, np. posad? Trudno to wykluczyć -  popdkreśla R. Kalukin.

Po pięciu tygodniach od wyborów parlamentarnych jest wreszcie rząd. Uldze, że wreszcie skończył się okres burzliwych politycznych zawirowań, towarzyszy niepokój -  pisze komentator "Rzeczpospolitej" Piotr Śmiłowicz.

Pierwszy raz bowiem od 1991 roku, gdy powstawał gabinet Jana Olszewskiego, po wyborach tworzony jest rząd mniejszościowy, już na starcie skazany na polityczną niepewność i doraźne sojusze. Wiele wskazuje jednak na to, że liderzy PiS w pewnym momencie świadomie wybrali właśnie ten scenariusz - zaznacza autor komentarza.

Gdy politycy PO zażądali wpływu na kluczowe dla PiS resorty, związane z bezpieczeństwem i wymiarem sprawiedliwości, woleli nie  zawierać koalicji, a raczej powołać gabinet "otwarty" na  Platformę, realizujący niemal uzgodniony program gospodarczy, składający się w dużej części z bliskich PO ekspertów. Ma to  ułatwić PO poparcie rządu, nawet bez wchodzenia do niego.

Zdaniem Śmiłowicza, utworzenie takiego rządu ma jednak swoją cenę, nawet jeśli dzięki poparciu Platformy lub Samoobrony i PSL otrzyma on za kilka dni wotum zaufania. Bardzo trudno będzie teraz liderom PiS przeforsować swoje najbardziej kontrowersyjne pomysły, w rodzaju komisji prawdy i sprawiedliwości czy urzędu antykorupcyjnego, niemal niemożliwe będą zmiany w konstytucji.

Dlaczego liderzy PiS zrezygnowali z zapisania przynajmniej niektórych ze swoich pomysłów w umowie koalicyjnej? - stawia pytanie komentator "Rz". Wiele wskazuje na to, że decydując się mimo wszystko na rząd mniejszościowy pokazali, że jednym z  podstawowych elementów deklarowanej przez cały czas przez Kazimierza Marcinkiewicza "naprawy państwa" ma być wymiana kadr.

Czy jednak nowe kadry PiS będą rzeczywiście bez porównania lepsze pod każdym względem od dotychczasowych? Czy nominacje rządowe będą wyłączone z przetargów z Samoobroną czy PSL o poparcie dla  mniejszościowego rządu? Liderzy rządzącej partii na oba pytania odpowiadają twierdząco. Premier Kazimierz Marcinkiewicz przyznał niedawno, że o ile działalność rządu SLD była od pewnego momentu oglądana "przez lupę", o tyle gabinet PiS będzie zapewne oglądany "przez mikroskop". Miał rację - stwierdza autor komentarza w "Rz".

Profesor Teresa Lubińska, związana z byłą Unią Wolności, obok posła Zbigniewa Ziobry, członka komisji ds. afery Rywina; prof. Stefan Meller - dotychczasowy ambasador w  Rosji, obok posła Zbigniewa Wassermanna, członka komisji śledczej ds. Orlenu - skład autorskiego rządu Kazimierza Marcinkiewicza wskazuje, że w doborze ministrów premier zastosował klucz ekspercki, a nie partyjny, zadając kłam twierdzeniom liderów Platformy Obywatelskiej, iż PiS chce całej władzy dla siebie -  pisze "Nasz Dziennik".

Mało tego - Marcinkiewicz zaprosił do swego gabinetu także ekspertów jednoznacznie kojarzonych z Platformą, jak prof. Zbigniew Religa czy dr Grażyna Gęsicka, dając dowód otwartości, której zabrakło kierownictwu PO.

Zdaniem publicystki "ND" Małgorzaty Goss, ciekawie rysuje się kwestia realizacji przez rząd Marcinkiewicza prosocjalnego programu gospodarczego, który zapewnił PiS spektakularne zwycięstwo w kampanii. Wprawdzie szefem resortu finansów została była doradczyni Leszka Balcerowicza, ale jednocześnie kluczowe dla  polityki społecznej sprawy związane z przygotowywaniem budżetu przejęła od resortu finansów kancelaria premiera, co wskazuje, że  Marcinkiewicz zamierza sprawować nad tą kwestią osobistą pieczę.

Ponadto na podkreślenie zasługuje fakt, że pani minister finansów nie otrzymała stanowiska wicepremiera, tak jak to było praktykowane od początku tzw. transformacji. Rząd będzie zatem skonsolidowany wokół osoby Marcinkiewicza i to on będzie decydował o jego polityce gospodarczej. Zwraca uwagę nominacja Piotra Woźniaka - eksperta z zakresu polityki energetycznej, na szefa resortu gospodarki oraz oddzielenie od tego resortu Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, które objął Krzysztof Michałkiewicz, absolwent KUL, działacz "Solidarności" i animator inicjatyw z  zakresu pomocy społecznej.

Dowodzi to, że premier nie zamierza, wzorem dotychczasowych liberalnych rządów, pozostawiać polityki społecznej i stosunków pracy w naszym kraju ich własnemu losowi.

Skład rządu jest zatem dość obiecujący z punktu widzenia realizacji obietnic PiS złożonych w kampanii. Poważnym problemem jest jednak jego zaplecze parlamentarne. Mówiąc obrazowo - gabinet Marcinkiewicza jest rządem na ruchomych piaskach, który będzie musiał zdobywać dla swoich zamierzeń to jedną, to drugą stronę sejmowej sali.

To miał być rząd solidaryzmu, milionów mieszkań i nowych miejsc pracy. Jest rząd policji, służb specjalnych i obniżania podatków dla najbogatszych - ocenia w  "Trybunie" w krótkim komentarzu Jakub Rzekanowski.

Dlatego - zdaniem komentatora - ekipa Marcinkiewicza nie powinna uzyskać w Sejmie wotum zaufania. Nie jesteśmy skazani na ten gabinet. Są lepsze rozwiązania, z przyspieszonymi wyborami włącznie.

ss, pap

=====

=====

=====

=====

=====

=====

=====

=====

=====

=====

=====

=====

=====

=====

=====

=====

=====

=====

=====

=====

=====

=====
 0

Czytaj także