Afera starachowicka: niższe wyroki (aktl.)

Afera starachowicka: niższe wyroki (aktl.)

Dodano:   /  Zmieniono: 
Na trzy i pół roku bezwzględnego pozbawienia wolności skazał w środę Sąd Apelacyjny w Krakowie b. posła SLD i  wiceministra MSWiA Zbigniewa Sobotkę, oskarżonego o udział w tzw. przecieku starachowickim.
W ten sposób sąd utrzymał w mocy wyrok sądu pierwszej instancji, pozbawiający także Sobotkę na 5 lat prawa do zajmowania stanowisk w administracji publicznej związanych z dostępem do informacji niejawnych.

Sąd Apelacyjny złagodził natomiast kary dla byłych posłów Henryka Długosza i Andrzeja Jagiełły. Uznał, iż są oni winni nie  utrudniania postępowania karnego, ale usiłowania utrudniania. Za  to przestępstwo Henryk Długosz skazany został na półtora roku pozbawienia wolności, a Andrzej Jagiełło na rok. Apelacja przyniosła każdemu z nich zmniejszenie kary o pół roku.

Oskarżonymi w sprawie tzw. przecieku starachowickiego byli posłowie Sejmu poprzedniej kadencji: b. wiceszef MSWiA Zbigniew Sobotka (członkostwo w SLD zawiesił), Henryk Długosz (SLD, potem niezrzeszony) i Andrzej Jagiełło (dawniej SLD, później Stronnictwo Gospodarcze).

Jagiełłę i Długosza oskarżono o utrudnianie postępowania karnego. Sobotkę oskarżono o ujawnienie tajemnicy państwowej i służbowej, godzenie się na utrudnianie śledztwa oraz na narażenie działających pod przykryciem policjantów na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na  zdrowiu w trakcie zakupu kontrolowanego broni palnej, amunicji i  narkotyków.

W styczniu Sąd Okręgowy w Kielcach uznał, że byli posłowie ponoszą winę za przeciek tajnych informacji o planowanej akcji przeciwko strukturom przestępczym w Starachowicach. Zbigniew Sobotka skazany został na karę 3,5 roku pozbawienia wolności i  pozbawiony na 5 lat prawa do zajmowania stanowisk w administracji publicznej związanych z dostępem do informacji niejawnych, Henryk Długosz na dwa lata pozbawienia wolności, a Andrzej Jagiełło na  półtora roku.

Od tego wyroku odwołali się wszyscy obrońcy oskarżonych. Przedstawiali argumenty formalne oraz merytoryczne, kwestionując winę oskarżonych.

Sąd Apelacyjny przyjął w środę, że Andrzej Jagiełło i Henryk Długosz nie wiedzieli, że planowana jest akcja CBŚ przeciwko członkom starachowickiej grupy przestępczej, dlatego nie można im  przypisać chęci utrudniania postępowania karnego w tym zakresie. Ich działania dotyczyły jedynie starachowickich samorządowców, podejrzewanych o wyłudzanie odszkodowań komunikacyjnych. Oskarżeni nie dopuścili się jednak poplecznictwa, czyli utrudniania postępowania karnego, a jedynie usiłowania poplecznictwa. Dlatego sąd złagodził wyroki.

Zdaniem sądu, wina Zbigniewa Sobotki jest oczywista i  udowodniona, pomimo tego, że żaden dowód bezpośrednio nie wskazuje jego winy. O winie oskarżonego świadczą jednak bez żadnych wątpliwości poszlaki, układające się w jedyny i logiczny ciąg zdarzeń, których nie można inaczej uporządkować - orzekł sąd.

Sąd zmodyfikował jedynie opis jednego z czynów zarzucanych Sobótce, uznając, że nie działał w zamiarze utrudniania postępowania, ale godził się, że taki skutek może nastąpić, tzn. działał z zamiarem ewentualnym. Część uzasadnienia wyroku w  sprawie Zbigniewa Sobotki sąd przekazywał za zamkniętymi drzwiami, ponieważ dotyczyły niejawnej części procesu.

Jak w przypadku pozostałych oskarżonych, sąd podkreślił wysoki stopień społecznej szkodliwości ich czynów. Podkreślił, że  oskarżeni byli zobowiązani do przestrzegania norm prawnych, które przecież sami stanowili. Wyrok jest prawomocny.

"Szanuję instytucje państwa i jeżeli mam pójść do więzienia, to  pójdę" - powiedział PAP po wyroku Henryk Długosz, który w procesie nie przyznawał się do winy. Dodał, że "gdyby to miało spowodować, że w Rzeczpospolitej nie będzie podobnych przypadków, o których mówił sąd, to może warto". Poinformował, że sprawę ewentualnej kasacji rozważy z obrońcami.

Wniesienie wniosku o kasację zapowiedział także Zbigniew Sobotka. "To nie jest koniec walki. To co się dzisiaj wydarzyło, wcale nie  zmienia mojego poglądu na sprawę. W dalszym ciągu podtrzymuję, że  przyjęto błędne założenia prokuratury, iż to ja jestem źródłem przecieku" - powiedział Sobotka dziennikarzom.

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro powiedział w środę na  konferencji prasowej, że jest przekonany o zasadności wydanego przez SA w Krakowie wyroku.

Jego zdaniem, ten prawomocny wyrok "wiele mówi o poprzednich władzach" w Polsce. "Jeżeli wiceminister odpowiedzialny za  struktury policyjne to człowiek, który był przestępcą, który zdradzał swoich policjantów, to najbardziej haniebny zarzut, jaki może być postawiony. Dlatego kara bardzo surowa, moim zdaniem, nie  jest" - powiedział minister.

Jak przyjęły sądy obu instancji, Sobotka uzyskał informacje o  akcji od komendanta głównego policji gen. Antoniego Kowalczyka prawdopodobnie 25 marca 2003 roku. Wieczorem o akcji policji rozmawiał z Długoszem, Długosz przekazał informacje Jagielle. Ten następnego dnia rano przekazał je starachowickim samorządowcom. Informacja o akcji policji dotarła do osoby podejrzewanej o  kierowanie grupą przestępczą w Starachowicach (Leszka S. ), co do której zaplanowano działania.

Główny oskarżony w procesie starachowickiej grupy przestępczej Leszek S. pozostaje w areszcie i odpowiada za szereg przestępstw w  procesie toczącym się przed Sądem Rejonowym w Starachowicach. Prawomocnymi wyrokami za oszustwa ubezpieczeniowe skazani zostali dwaj samorządowcy starachowiccy: b. starosta starachowicki Mieczysław Sławek i ówczesny wiceszef rady powiatu Marek Basiak. Obaj odbyli w całości kilkunastomiesięczne kary pozbawienia wolności.

Za niepoinformowanie prokuratury o wycieku z MSWiA tajnych informacji o zaplanowanej akcji oraz wielokrotne składanie fałszywych zeznań i zatajanie prawdy, przed kieleckim sądem odpowiada były komendant główny policji gen. Antoni Kowalczyk.

ss, ks, pap

 0

Czytaj także