Starachowice: 10 lat dla głównego oskarżonego

Starachowice: 10 lat dla głównego oskarżonego

Dodano:   /  Zmieniono: 
Na 10 lat więzienia i 15 tys. zł grzywny skazał Sąd Rejonowy w Starachowicach (Świętokrzyskie) głównego oskarżonego w tzw. sprawie starachowickiej.
Leszek S. był oskarżony z 11 innymi osobami w  procesie grupy przestępczej, rozbitej w marcu 2003 roku przez Centralne Biuro Śledcze.

Członkowie grupy zostali oskarżeni o kilkadziesiąt przestępstw - nielegalne posiadanie i handel bronią, amunicją, materiałami wybuchowymi i narkotykami, oszustwa na szkodę towarzystw ubezpieczeniowych, wymuszanie haraczy za skradzione auta, a także pobicia i groźby.

Sąd wymierzył w poniedziałek także: sześć lat pozbawienia wolności i 7,5 zł grzywny Dariuszowi P. oraz trzy lata więzienia i  pięć tys. zł grzywny Mirosławowi A. Dominik P. otrzymał karę dwóch lat i dwóch miesięcy więzienia, Ireneusz K. dwóch lat, a Krzysztof K. i Wacław F. po półtora roku. Z kolei Jackowi G. sąd zawiesił na  pięć lat dwuletnią karę pozbawienia wolności, a Stanisławowi P. i  Mirosławowi B. na ten sam okres zawiesił wykonanie kary półtora roku więzienia. Danuta S. otrzymała rok w zawieszeniu na trzy lata. Tomasza F. sąd uniewinnił.

W uzasadnieniu wyroku sąd stwierdził, że do marca 2003 roku w  Starachowicach działała zorganizowana grupa przestępcza, którą tworzyli: Leszek S., Dariusz P., Mirosław A. i Ireneusz K. Inni oskarżeni współdziałali z tymi osobami w różnych okolicznościach, m.in. pośrednicząc w przekazywaniu okupów za skradzione samochody.

Jak wyjaśnił przewodniczący składu orzekającego sędzia Grzegorz Iwoła, członkowie grupy, używając w rozmowach pseudonimów i szyfrów, podejmowali - w różnych konfiguracjach personalnych -  działania, obliczone na uzyskiwanie w dłuższym okresie korzyści majątkowych z czynów zabronionych prawem. "Leszek S. w ciągu 11 miesięcy średnio co dwa tygodnie popełniał przestępstwo" -  zaznaczył sędzia.

Sąd uznał oskarżonych za winnych większości zarzuconych im  czynów. Uniewinnienie od niektórych z nich uzasadnił poszlakowym -  a więc budzącym wątpliwości na korzyść oskarżonych - charakterem dowodów, na podstawie których sformułowane zostały zarzuty. Szczegółowe argumenty sąd przedstawił podczas niejawnej części uzasadnienia wyroku; miał się wówczas odwoływać do nagranych przez CBŚ kontrolowanych rozmów telefonicznych podsądnych, objętych klauzulą tajności.

Sąd podkreślił, że "stopień winy" Leszka S. i trzech jego najbliższych wspólników był "wysoki", a "wymierzone kary są adekwatne do stopnia społecznej szkodliwości ich działań".

Prokurator, który żądał surowszych kar - m.in. dla Leszka S. -  12, dla Dariusza P. siedmiu, a dla Mirosława A. 4,5 roku więzienia - zapowiedział że zwróci się do sądu o pisemne uzasadnienie wyroku i nie wykluczył apelacji.

Leszek S., Dariusz P. i Mirosław A. od prawie trzech lat pozostają w areszcie i - zgodnie z decyzją sądu - nie zostali doprowadzeni na ogłoszenia wyroku. Ich wspólnicy odpowiadali z  wolnej stopy. W poniedziałek sąd uchylił areszt wobec Mirosława A.

Według prokuratury, 49-letniego Leszka S. łączyła zażyła znajomość z byłym starostą starachowickim Mieczysławem Sławkiem i  ówczesnym wiceszefem tamtejszej rady powiatu Markiem Basiakiem. 26 marca 2003 r. oni także zostali zatrzymani przez CBŚ, ale  odpowiadali w odrębnym procesie za oszustwa na szkodę firm ubezpieczeniowych. Sławek odbył 16-miesięczną karę więzienia, natomiast Basiak opuścił zakład karny po roku.

W oddzielnym procesie o przeciek tajnych informacji o  planowanej akcji CBŚ przeciw starachowickim przestępcom odpowiadali posłowie minionej kadencji - wybrani z listy SLD -  Andrzej Jagiełło, Henryk Długosz i były wiceszef MSWiA Zbigniew Sobotka. Sąd Apelacyjny w Krakowie prawomocnie skazał ich -  odpowiednio - na: rok, półtora oraz trzy i pół roku więzienia. Jagiełło i Długosz czekają na sądowe wezwanie do zakładu karnego. Wobec Sobotki prezydent zastosował prawo łaski.

Za niepoinformowanie prokuratury o wycieku z MSWiA tajnych informacji o zaplanowanej akcji CBŚ oraz wielokrotne składanie fałszywych zeznań i zatajanie prawdy przed kieleckim sądem odpowiada były komendant główny policji gen. Antoni Kowalczyk.

ss, ks, pap

 0

Czytaj także