Marcinkiewicz: cieniasy z PO

Marcinkiewicz: cieniasy z PO

Premier Kazimierz Marcinkiewicz utworzony przez PO "gabinet cieni" określił mianem "cieniasów". Potem zapewniał, że się przejęzyczył.
Premier skrytykował "gabinet cieni", stworzony przez to PO. "To jest przykre, posłowie jednego z ugrupowań, którzy się nazywają ... zaraz, syn na nich mówi "cieniasy", znaczy te cienie, gabinet cieni, prezentują codziennie dwie, trzy konferencje prasowe i zalewają przymiotnikami prace rządu, a materii tam nie ma" - powiedział premier.

Gabinet cieni" Platformy tworzą rzecznicy partii w różnych dziedzinach. Ostatnio regularnie organizują konferencje prasowe, na których recenzują prace rządu.

Marcinkiewicz dopytywany dlaczego określił "gabinet cieni" mianem cieniasów, odparł, że się przejęzyczył. "Widocznie za często z synem rozmawiam" - dodał. "Gabinet cieni PO oczywiście bardzo szanuję, poważam, wszystkich ludzi kocham, nie tylko w Walentyki" - ratował sytuację premier.

Politycy PO uważają, że nazwanie "cieniasami" przez Kazimierza Marcinkiewicza posłów wchodzących w  skład "gabinetu cieni" Platformy, jest dowodem na to, że premierowi "puszczają nerwy". Według szefa PO Donalda Tuska, albo była to chwila słabości szefa rządu, albo premier "nie trzyma standardów kultury osobistej".

Słowa premiera Marcinkiewicza nie uraziły szefa "gabinetu cieni" Platformy Jana Rokity. Podkreślił jednak, że "premier nie wystawia sobie dobrego świadectwa, używając młodzieżowo wulgarnych epitetów" pod adresem opozycji. "Gdybym był premierem, to zabiegałbym o to, aby opozycja mnie wspierała. Z pewnością nie chciałbym jej obrażać przy pomocy wyzwisk" - powiedział.

W polemice premiera Rokitę "dotknęło" to, że Marcinkiewicz uważa, "iż PO nie ma dostępu do rządowych dokumentów". "Chciałem zapewnić premiera Kazimierza Marcinkiewicza, że nie udało mu się do tej pory utajnić dokumentów rządowych i ich otrzymanie z wielu resortów jest dla opozycji stosunkowo łatwe" - dodał.

Według Bronisława Komorowskiego, który w "gabinecie cieni" PO odpowiada za sprawy zagraniczne, dość charakterystyczne jest, że  gdy ktoś "zaczepi słownie i użyje w miarę kolokwialnego zwrotu" w  stosunku do premiera, czy innych polityków PiS, to jest to  "straszliwa obraza i podnosi się wtedy wielkie larum".

Jeśli natomiast robi to PiS, to - uważa polityk PO - "jest to  element dowcipu w polityce". "Więc przyjmujemy to z dobrą wiarą. Jak dowcip, to dowcip. Prosimy tylko kolegów z PiS, żeby się nie  obrażali na dowcipy Platformy" - dodał.

Jeden z takich dowcipów, dwuwiersz, Komorowski przytoczył: "Aneks do paktu punkt 4a, to jest paragraf 22". "Kto wie, co to jest paragraf 22 z książki Hellera, czy z historii, to wie na czym polega dowcip. Dedykuję to premierowi Marcinkiewiczowi" -  powiedział Komorowski.

"Okazuje się, że premier Marcinkiewicz wytrzymał 100 dni, jeśli chodzi o uroczy uśmiech i kulturę osobistą. Ale ma chłopisko powody do zdenerwowania, więc wcale się nie dziwię, że czasem premierowi puszczają nerwy" - stwierdził natomiast Tusk.

Wśród spraw, które - według niego - sprawiają, iż premier ma  powody, by być zdenerwowanym, Tusk wymienił np. konflikt między wicepremierami Ludwikiem Dornem i Zytą Gilowską, niepewną sytuację z ministrem spraw zagranicznych Stefanem Mellerem i  poniedziałkowe, teatralne - jak to określił - zamieszanie wokół możliwości skrócenia przez prezydenta kadencji Sejmu.

"Widać wyraźnie, że to napięcie, jakie wytwarza Jarosław Kaczyński nie służy panu premierowi. Ale może się tylko przejęzyczył? Może wpadnie mu pomysł, żeby przeprosić?" -  zastanawiał się szef PO.

Tusk powiedział, że przyzwyczaił się w ostatnich tygodniach do  tego, że "politycy rządzącej większości biją rekordy w arogancji". "Usłyszałem na swój temat, a także moich koleżanek i kolegów z  Platformy, wszystkie możliwe złe rzeczy. Skoro o sobie dowiedziałem się nawet, że jestem +etatowy psychiczny+, to  dlaczego pan premier nie miałby sobie poużywać na naszych rzecznikach" - stwierdził szef PO.

Zaznaczył, że komentuje całą sprawę "trochę lekceważąco", bo nie znajduje innego sposobu. "Właściwie co ma zrobić szef partii opozycyjnej wtedy, kiedy najlepszych posłów z opozycji premier polskiego rządu obraża? Można tylko machnąć ręką, uśmiechnąć się i  pomyśleć - jak ja - że to chwila słabości, albo powiedzieć sobie, że mamy premiera, który nie trzyma standardów osobistej kultury" -  ocenił Tusk.

Zbigniew Chlebowski, rzecznik PO ds. finansów publicznych, powiedział, że ani on, ani jego koleżanki i koledzy z "gabinetu cieni" nie czują się "cieniasami".

Według niego, rzecznicy Platformy są dobrymi obserwatorami i  recenzentami tego, co robi rząd oraz autorami wielu projektów poselskich ustaw. "I skoro premier ucieka się aż do tak daleko idącej uszczypliwości, to znaczy że to, co czynimy bardzo go boli" - ocenił Chlebowski.

Jego zdaniem, premierowi "nie po raz pierwszy puściły nerwy". "Ale dziś bardzo wyraźnie" - ocenił. Chlebowski powiedział, że nie czuje się urażony. Jego zdaniem, tego typu wypowiedzi, jak wtorkowe sformułowanie premiera, zachęcają tylko jego i innych polityków Platformy do tego, by "jeszcze bardziej przykładać się do pracy".

"Boję się, że pan premier Marcinkiewicz będzie musiał przez najbliższe tygodnie i miesiące naprawdę szukać znacznie poważniejszych określeń" - powiedział Chlebowski.

ss, pap

Czytaj także

 0