8 lat więzienia dla "Inki"

8 lat więzienia dla "Inki"

8 lat więzienia - taki wyrok wymierzył Sąd Okręgowy w Warszawie Halinie G. - "Ince", za pomoc w zabójstwie b. ministra sportu Jacka Dębskiego.
To już drugi taki wyrok wobec "Inki". W 2003 r. skazano ją za ten sam czyn na 8 lat więzienia, ale wyrok potem uchylono.

Zarówno prokurator, jak i obrońcy oskarżonej oraz pełnomocnik oskarżycielki posiłkowej (wdowy po Jacku Dębskim) zapowiadają, że  rozważają apelację. Prokurator chciał bowiem nadzwyczajnego złagodzenia kary, obrońcy wnosili o uniewinnienie lub łagodny wyrok, a oskarżyciel posiłkowy chciał uznania, że "Inka" odpowiada za współudział, a nie tylko pomoc w zbrodni.

Dębski zginął w kwietniu 2001 r. w Warszawie w pobliżu stołecznej restauracji, z której wyszedł nocą razem z Haliną G. Tam zastrzelił go płatny zabójca "Sasza". W śledztwie, na podstawie wyjaśnień Haliny G. ustalono, że zleceniodawcą mordu był mafijny boss spod Wiednia, "Baranina", który wmówił Dębskiemu, że jest jego kuzynem. Dębski powierzył mu 400 tys dolarów, które tamten miał zainwestować. Pieniądze znikły, Dębski dopominał się o ich zwrot - taki motyw zbrodni przyjęli śledczy.

"Baranina" popełnił samobójstwo w celi wiedeńskiego aresztu, gdzie czekał na swój proces. Także "Sasza" odebrał sobie życie w  areszcie, tuż po usłyszeniu prokuratorskiego zarzutu.

Według sądu, nie ma dowodu na to, by "Inka" była w bezpośrednim porozumieniu ze zleceniodawcą i z wykonawcą zabójstwa Jacka Dębskiego. "Takie porozumienie między wszystkimi uczestnikami przestępstwa jest warunkiem, by uznać, że wszyscy odpowiadają za  współudział" - mówił sędzia Piotr Janiszewski w ustnym uzasadnieniu wyroku.

W aktach sprawy są dowody na to, iż Jeremiasz Barański -  "Baranina" kontaktował się wielokrotnie z "Inką" w dzień zabójstwa. Według jej słów, to on sam miał ją namawiać, by 11 kwietnia 2001 r. spotkała się z Dębskim, a potem instruować, kiedy ma wyjść z lokalu nad Wisłą. Są też odnotowane połączenia między "Baraniną" a "Saszą" - nie ma zaś dowodów na to, by "Sasza" i  "Inka" porozumiewali się między sobą.

O takim porozumieniu mówił świadek Jarosław F., właściciel restauracji, w której bawił się Dębski ze swym towarzystwem. Zeznał w procesie, że widział jak kobieta i mężczyzna stoją nad leżącym na chodniku człowiekiem, rozmawiają ze sobą gestykulując i  razem się stamtąd oddalają. "Świadek nie powiedział jednak o tym na pierwszym przesłuchaniu, lecz później, a 'przyparty do muru' przez obronę stwierdził, że tak powiedział, bo 'taką miał fantazję'" - przypomniał sędzia dodając, że te stwierdzenia nie są warte komentarza.

"Oskarżona mogła przewidzieć, że dojdzie do zabójstwa Jacka Dębskiego, godziła się na to i udzieliła sprawcom pomocy -  najpierw informując ich, gdzie przebywa, a potem wywabiając Dębskiego przed lokal. Bez skrupułów wykorzystała zainteresowanie Dębskiego swoją osobą" - mówił sąd.

W wyroku uznano, że "Ince" nie należy się nadzwyczajne złagodzenie kary, o co wnosił prokurator, ponieważ oskarżona od  początku dawkowała informacje, nie chciała powiedzieć, kto zabił, a o zleceniodawcy mówiła tylko, że to "znajomy" i odmawiała ujawnienia, kto nim jest. Sędzia Janiszewski dodał, że "Inka" wprowadziła w ten sposób organa ścigania w błąd, bo o "Baraninie" powiedziała dopiero po kilku dniach śledztwa, a o tym, że zabójcą jest "Sasza" powiedziała dopiero po roku śledztwa. Wcześniej wskazywała inną osobę.

"Musimy skontaktować się z naszą klientką. Wnosiliśmy o  uniewinnienie, więc zapewne apelacja będzie" - powiedziała po  wyroku mec. Izabella Kruszyńska-Świątek. "Prokuratura wystąpi o  pisemne uzasadnienie wyroku i rozważy apelację" - mówił prok. Arkadiusz Matusiak. Reprezentujący wdowę po Dębskim mec. Andrzej Werniewicz powiedział, że poniedziałkowe uzasadnienie wyroku nie przekonało go, więc apelacja na pewno będzie. "O samym wymiarze kary - czemu sąd skazał Halinę G. na 8, a nie na 15 lat, nie usłyszałem nic. Poczekam na uzasadnienie pisemne" - dodał.

pap, ss, ab

Czytaj także

 0