Nauczyciele protestowali przeciw Giertychowi

Nauczyciele protestowali przeciw Giertychowi

Dodano:   /  Zmieniono: 
Około 1.300 osób (według ocen policji) brało udział w pikiecie zorganizowanej - jak twierdzi Związek Nauczycielstwa Polskiego (ZNP) - w obronie polskiej edukacji.
Protestujący żądali m.in. odwołania Romana Giertycha za stanowiska ministra edukacji.

Według rzeczniczki ZNP Lidii Jastrzębskiej, w pikiecie brało udział ponad 2.500 nauczycieli. Jak poinformowała w komunikacie przesłanym w piątek PAP, wśród protestujących było m.in. 520 nauczycieli z okręgu łódzkiego ZNP i około 700 z okręgu mazowieckiego.

Manifestacja przebiegała spokojnie. Demonstranci mieli ze sobą transparenty m.in. z hasłami: "Dość lekceważenia nauczycieli", "Najlepiej buduje się na gruzach".

Wśród protestujących obok związkowców, byli także m.in. nauczyciele, studenci, uczniowie oraz autorzy apelu o zdymisjonowanie ministra edukacji Romana Giertycha, pod którym podpisało się blisko 140 tys. Internautów.

"Oddano nas w ręce Ligi Polskich Rodzin, by stworzyć iluzoryczną większość w parlamencie" - mówił do protestujących prezes ZNP Sławomir Broniarz. Podkreślił, że po raz pierwszy w historii na czele resortu edukacji stoi osoba, która ma "mgliste pojęcie na temat tego, co dzieje się w szkołach".

Skrytykował ministerialne decyzje o zaniechaniu wprowadzenia dla 5-latków obowiązkowego wychowania przedszkolnego, czyli tzw. zerówek oraz o odwołaniu ze stanowiska dyrektora Centralnego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli (CODN) Mirosława Sielatyckiego.

Protestujący domagali się też m.in. perspektywicznej polityki oświatowej państwa, realizowanej ponad podziałami politycznymi, rezygnacji z tworzenia Narodowego Instytutu Wychowania oraz zachowania Karty Nauczyciela jako gwarancji statusu prawnego nauczycieli. Opowiadali się za szkołą wolną od indoktrynacji, uczącą tolerancji i szacunku dla wszystkich oraz przygotowującą do życia w pluralistycznym społeczeństwie.

Do pikietujących przemawiali m.in. posłowie SLD Joanna Senyszyn i Artur Ostrowski oraz była wiceminister edukacji w rządzie Jerzego Buzka, Irena Dzierzgowska. "Dziś u władzy jest grupa, której wydaje się, że posiadła monopol na prawdę" - mówił przewodniczący SdPl Marek Borowski. Dodał, że ta ekipa wbrew swej woli tworzy społeczeństwo obywatelskie.

Jak powiedział Maciej Sadowski z Kampanii "Giertych Musi Odejść", która zorganizowała w piątek marsz protestacyjny spod Uniwersytetu Warszawskiego pod Sejm, uczestnikom marszu nie odpowiadają poglądy i tradycje, do których odwołuje się Giertych.

W jego opinii, "zapowiedzi oraz projekty ministra są groźne". Jak powiedział, chodzi m.in. o pomysł wprowadzenia w szkołach lekcji patriotyzmu. Jego zdaniem, lekcje te mogą być prowadzone w sposób jednostronnie interpretujący naszą historię, nie uwzględniający trudnych oraz niepochlebnych momentów naszej przeszłości.

Z kolei Aleksander Pawłowski z Inicjatywy Uczniowskiej zaapelował podczas pikiety do uczniów, by na znak protestu przeciwko osobie Romana Giertycha jako ministra edukacji we wtorek przeprowadzili strajk w szkołach.

Według posła PiS Tadeusza Cymańskiego, który przyglądał się demonstracji, "propozycja strajku dzieci i młodzieży powinna spotkać się z reakcją wychowawców". Dodał, że piątkowe wydarzenia świadczą o "upadku demokracji".

Minister edukacji Roman Giertych pytany w piątek rano na konferencji prasowej o planowaną przeciwko niemu demonstrację powiedział, od miesiąca protesty przeciwko niemu organizują SLD i "różnego rodzaju przybudówki tej partii". Wymienił Związek Socjalistycznej Młodzieży Polskiej, Kampanię Przeciwko Homofobii i ZNP.

W piątek także w Zielonej Górze kilkudziesięciu studentów i działaczy ZNP pikietowało przed Urzędem Marszałkowskim przeciwko działaniom ministra edukacji Romana Giertycha. Wznoszono hasła z żądaniem odwołania go ze stanowiska.

pap, ab

 0

Czytaj także