Lecą głowy za zaginionych policjantów

Lecą głowy za zaginionych policjantów

Komendant główny policji Marek Bieńkowski odwołał komendanta warszawskiego komisariatu kolejowego, który wydał dwojgu zaginionym funkcjonariuszom polecenie wyjazdu do Siedlec, poza ich teren służbowy.
Poszukiwania dwójki zaginionych policjantów, sierż. Tomasza Twardo i st. post. Justyny Zawadki, trwają w całym kraju już drugą dobę. "Zaangażowaliśmy do nich nie tylko policjantów z prewencji, ale także analityków kryminalnych, funkcjonariuszy z CBŚ oraz środki techniczne, w tym śmigłowce. Wciąż liczymy na to, że wkrótce odnajdziemy zaginionych" - powiedział Bieńkowski. Policjanci sprawdzali m.in. hotele i stacje benzynowe, dotychczas nie było żadnego sygnału, by funkcjonariusze trafili do jakiegoś szpitala. Policjanci jechali nieoznakowanym, zielonym polonezem o nr rej. WJ 09398.

Zaginęli oni w nocy z piątku na sobotę. Jak wynika z wstępnych ustaleń wszczętego na polecenie szefa policji postępowania, to właśnie komendant Komisariatu Kolejowego Policji wydał im polecenie zawiezienia do Siedlec dyrektora Departamentu Bezpieczeństwa Publicznego MSWiA na prośbę samego urzędnika. Wiadomo, że dojechali na miejsce; później ślad o nich zaginął. "Ostatni sygnał o nich mamy ze stacji paliw Statoil w miejscowości Gręzów pod Siedlcami. Zarejestrowały ich tamtejsze kamery ok. godz. 3 w nocy. Być może ktoś ich zauważył, być może ktoś za nimi jechał - prosimy o kontakt osoby, które mają jakieś informacje o zaginionych policjantach" - powiedział rzecznik komendanta stołecznego policji Mariusz Sokołowski.

Wobec szefa komisariatu toczy się postępowanie dyscyplinarne. Prawdopodobnie w poniedziałek do prokuratury zostaną przekazane wyniki postępowania wyjaśniającego w tej sprawie - by jak zaznaczał wcześniej w rozmowie z Bieńkowski - pociągnąć do odpowiedzialności karnej osoby, które przekroczyły swoje uprawnienia. "Funkcjonariusze mieli przecież pracować na dworcu i w jego okolicach, a nie odwozić nieuprawnioną osobę do domu. Takie dysponowanie radiowozem jest nie do zaakceptowania. Wobec winnych muszą zostać wyciągnięte surowe konsekwencje" - powiedział Bieńkowski.

Wewnętrzne postępowanie wyjaśniające prowadzone jest także w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji. Jak poinformował rzecznik resortu Tomasz Skłodowski, wszczęcie postępowania polecił w sobotę wicepremier i szef MSWiA Ludwik Dorn. Ustalono, że w nocy z piątku na sobotę dyrektora Departamentu Bezpieczeństwa Publicznego MSWiA poprosił funkcjonariuszy z komisariatu kolejowego w Warszawie o pomoc w dotarciu do Siedlec. "Prośba nie miała charakteru polecenia służbowego, nie miała także bezpośredniego związku z wykonywanymi obowiązkami.
"Decyzje dotyczące odpowiedzialności dyrektora DBP zostaną podjęte w najbliższych dniach, po jego powrocie z zagranicznej podróży służbowej" - dodał Skłodowski.

Sierżant Twardo jest w służbie od czterech lat, policjantka od dwóch lat.

Policja apeluje o kontakt osoby, które widziały funkcjonariuszy lub ich samochód, albo mają informacje o ich losie. Można dzwonić pod numer 997 lub kontaktować się z najbliższą jednostką policji

pap, em

Czytaj także

 0