Leci sobie kabarecik

Leci sobie kabarecik

Dodano:   /  Zmieniono: 
To miało być decydujące demaskatorskie uderzenie w układ postkomunistyczny, odsłaniające tajemne powiązania beneficjentów porozumienia z Magdalenki i Okrągłego Stołu, których Leszek Balcerowicz jest dla obecnie rządzącej ekipy koalicyjnej sztandarowym symbolem.
Tak więc jak przystało na dobre widowisko zaczęło się emocjonująco - od sporów proceduralnych, a nawet niesubordynacji posła PO, który odmówił zadawania pytań świadkom. Dalej było już mdławo i nudnawo. Nad śledczymi zaś intelektualnie wyraźnie dominowała Ewa Balcerowicz, żona Leszka. Za wszelką cenę próbowała przekonać zasiadających w komisji posłów, że nie jest przestępstwem być żoną i zajmować się pracą w Fundacji CASE, zamiast gotowaniem obiadów i sprzątaniem kuchni.

Zawiódł wybitny talent socjotechniczny samego posła przewodniczącego Artura Zawiszy, który tylko potwierdził obawy sceptyków, że tu chodzi wyłącznie o igrzyska a nie o wyjaśnienie czegokolwiek. I nawet pomoc lewoskrzydłowego Samoobrony, posła Nowakowskiego sugerującego, że Balcerowicz stał na czele spisku zmontowanego przez rosyjskie służby specjalne (wątek szpiega Ałganowa) na niewiele się zdała. Jak bowiem Polska długa i szeroka rozległ się głośny śmiech, chociaż aktorom widowiska do śmiechu wcale nie jest.