Wątpliwe uroki monopolu

Wątpliwe uroki monopolu

Dodano:   /  Zmieniono: 
Jeśli listonosze faktycznie chcą zarabiać więcej, powinni domagać się jak najszybszego dopuszczenia wolnej konkurencji na rynku pocztowym. Problem dla nich polega jednak na tym, że gdy zaczyna działać rynek, nie ma co liczyć na gwarantowane pensje i osłony socjalne.
Listonosze - przynajmniej w mojej miejscowości - nawet zastrajkować
porządnie nie potrafią. Na budynku poczty nie ma żadnej informacji o 
strajku ani o tym, gdzie można odbierać przesyłki, bo pani naczelnik
uznała, że taka informacja jest nam, klientom, zbędna (a potem poszła na 
zwolnienie lekarskie, czyli strajkuje za pieniądze ZUS). Od ponad
tygodnia czekam na kilka przesyłek priorytetowych (co w tej sytuacji
oczywiście jest oksymoronem), w tym jedną z lekami. Pocztowcy oczywiście
mają to wszystko w głębokim poważaniu, ponieważ są przekonani, że 
państwowa firma musi zapewnić im to, czego się domagają, niezależnie od 
zadowolenia klientów i realiów rynkowych.

A realia są takie, że od miesięcy coraz więcej przesyłek otrzymuję
poprzez firmy kurierskie i sam przymierzam się do zrezygnowania z 
wątpliwej jakości usług Poczty Polskiej w tym zakresie. Podobnie w 
przypadku listów poleconych, które konkurencyjne prywatne firmy już
oferują w kusząco niskich cenach. Rachunki od lat płacę przez Internet,
podobnie wysyłam życzenia świąteczne czy urodzinowe. Problem polega na 
tym, że wiele firm i urzędów nadal wysyła mi różne dokumenty pocztą.
Udało mi się co prawda zrezygnować z otrzymywania papierowego rachunku
za komórkę na rzecz rachunku elektronicznego (dostępnego przez
Internet), ale np. od funduszy inwestycyjnych prawo wymaga, by 
potwierdzenie każdej operacji drukowały, wsadzały do koperty itd. Niby
mamy XXI wiek, a nie sposób uwolnić się od wszechobecnych papierów - i 
na tym właśnie żeruje sobie pocztowy monopolista, któremu prawo zapewnia
jeszcze dwa lata spokoju.

Niestety to samo prawo nie dopuszcza też do podniesienia pensji
pocztowcom. Gdyby prywatna konkurencja mogła działać w pełnym zakresie,
listonosze mogliby odejść do innych firm, a poczta musiałaby dać więcej
pieniędzy pozostałym. Jednocześnie musiałaby oczywiście poszukać
oszczędności w swej rozrośniętej, przestarzałej strukturze. Nikt więc
nie będzie się do tego pchał, przynajmniej póki widmo komercjalizacji
jest w miarę odległe. Dlatego pewnie pozostanie tak, jak jest. Tyle, że 
ja - i pewnie wielu innych klientów - na pocztę będę od dziś zaglądał
tylko w ostateczności.
 0

Czytaj także