„Nie znasz prawd żywych, nie obaczysz cudu”. Szkic o ekspresjonizmie niemieckim

„Nie znasz prawd żywych, nie obaczysz cudu”. Szkic o ekspresjonizmie niemieckim

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kadr z filmu „Zmęczona śmierć” / „Der müde Tod" (1921)
Kadr z filmu „Zmęczona śmierć” / „Der müde Tod" (1921) / Źródło: Friedrich-Wilhelm-Murnau-Stiftung, Wiesbaden
16. edycja Festiwalu Filmu Niemego organizowanego przez Kino od Baranami trwa w najlepsze. Jako że w repertuarze nie brakuje reprezentantów niemieckiego ekspresjonizmu, postanowiliśmy przypomnieć Wam najważniejsze osiągnięcia tego nurtu.

Jerzy Płażewski, guru filmoznawstwa, w swojej „Historii filmu” zawarł wniosek, że gdyby film narodził się dźwiękowy, prawdopodobnie nigdy nie stałby się sztuką. To właśnie brak słowa odróżniał początkowo kino od teatru i zmuszał reżyserów filmowych do szukania odrębnej drogi. Na wytworzenie dojrzałych środków artystycznych potrzebowali oni dwudziestu–trzydziestu lat. Koniec I wojny światowej rozpoczął pierwszą dziejach erupcję arcydzieł, której kres na przełomie lat 20. i 30. przyniosło wprowadzenie dźwięku. Na chwilę przed upowszechnieniem tego wynalazku prym wśród światowych kinematografii wiodły Niemcy – to właśnie tu nakręcono pełnoprawne już dzieła takie jak „Gabinet doktora Caligari”, „Nosferatu” czy „Zmęczona śmierć”.

Ekspresjonizm niemiecki, bo w ten nurt wpisują się wyżej wymienione tytuły, nie powstał od zera w głowach reżyserów filmowych. Wykształcił się on na podstawie wcześniejszych tendencji w plastyce, muzyce i literaturze, które dążyły do odzwierciedlenia jaźni artysty. Trafnie scharakteryzował je propagator ekspresjonizmu, Herwarth Walden: „Malarz przedstawia to, co postrzega w najgłębszych warstwach swej świadomości, wyraża samego siebie, przemijająca rzeczywistość jest dlań jedynie symbolem. Angażuje w ów proces samego siebie: to, co świat zewnętrzny zapisuje w jego świadomości, on z kolei wyraża od wewnątrz”. W praktyce oznaczało to przetwarzanie lub nawet deformowanie znanych kształtów i wątków w celu uzyskania jaskrawego efektu artystycznego.

Na gruncie kina zasady te znalazły swe najdokładniejsze zastosowanie w „Gabinecie doktora Caligari” z roku 1919. Na przykładzie tym doskonale widać także związek filmu ekspresjonistycznego ze sztukami plastycznymi. Po raz pierwszy za sukces obrazu odpowiadał nie tyle reżyser (Robert Wiene), co scenografowie (malarze Hermann Warm, Walter Reimann i Walter Röhrig). Zrezygnowali oni z pleneru na rzecz malowanych dekoracji, które pozwoliły na wykreowanie nierealistycznego, zdeformowanego świata. Oddawały one stan ducha i perspektywę bohatera-szaleńca. Scenarzyści Carl Mayer i Hans Janowitz sięgnęli do tradycji romantyzmu niemieckiego, przepojonego fantastyką, grozą i okrucieństwem. Owa mroczna nastrojowość odpowiadała epoce powojennego chaosu i niepokoju, jaki towarzyszył zwyciężonym Niemcom. Stała się ona znakiem rozpoznawczym ekspresjonizmu; jego manifestem zaś właśnie „Gabinet…”.

Robert Wiene nigdy w swej karierze nie wzbił się już równie wysoko, jednak na uwagę zasługują jego „Ręce Orlaka” z roku 1924. Conrad Veidt (Cesare z „Gabinetu doktora Caligari) wciela się tu w postać Paula Orlaka, pianisty, który traci dłonie w katastrofie kolejowej. Na prośbę zrozpaczonej żony lekarz-eksperymentator przyszywa mu ręce seryjnego mordercy, którego skrócono tego dnia o głowę. Orlak nie może jednak znieść myśli, że cokolwiek łączy go z zabójstwem niewinnego człowieka. Powoli traci nad sobą kontrolę i osuwa się w odmęty szaleństwa… Adaptacja powieści Maurice`a Renarda nieco odbiega od głównego nurtu ekspresjonizmu, rezygnując ze zniekształcenia przestrzeni. Majestatyczna w swej prostocie scenografia nie przemawia za bohaterów, daje za to pole do popisu aktorom. Występ Veidta uchodzi za jedno ze szczytowych osiągnięć aktorstwa kina niemego. W „Rękach Orlaka” gwiazdor odsłania przed widzem przejmujące studium rozpaczy i obłędu spowodowanego przez nieposłuszeństwo własnego ciała. Choć plastycznie odmienny, film podejmuje ulubioną tematykę twórców omawianego nurtu – rozdwojenie jaźni i majaczenia chorego umysłu.

Artykuł o ekspresjonizmie niemieckim byłby niekompletny bez wzmianki o „Nosferatu” Friedricha Murnaua z roku 1922. Estetyka lęku i koszmaru skrystalizowała się tu w osobie wampira zamieszkującego stare zamczysko w Transylwanii. Złowieszcza sceneria oraz demoniczny bohater na stałe wryły się w naszą popkulturową świadomość i wpłynęły na rozwój horroru jako gatunku filmowego. Dzieło Murnau to najstarsza zachowana ekranizacja powieści „Drakula” Brama Stokera, a więc protoplasta późniejszych wampirzych wariacji. 

Listę najbardziej zasłużonych reżyserów ekspresjonizmu niemieckiego zamyka Fritz Lang. Za pierwszy dojrzały film tego twórcy uznaje się „Zmęczoną śmierć” z roku 1921. Na tle nurtu obraz ten wyróżnia się poetycką baśniowością – opowieść opiera się co prawda na typowo romantycznych, „nadnaturalnych” motywach, lecz Lang wykorzystuje je do celów zgoła innych niż autor „Gabinetu doktora Caligari”. Budowanie paranoidalnego klimatu schodzi na dalszy plan, ustępując miejsca refleksji o predestynacji dusz i daremnej walce z Fatum. Bohaterka filmu prosi Śmierć, by zwróciła jej przedwcześnie zmarłego narzeczonego. Kostucha trzykrotnie wskrzesza ukochanego (za każdym razem w innych realiach: arabskich, weneckich i chińskich), lecz okazuje się, że przeznaczenia nie da się oszukać. Rozrzucenie fabuły po różnych zakątkach świata dało reżyserowi pole do dekoratorskich popisów, jednak wystrzega się on ekstrawagancji. Piękno prostoty scenograficznej i liryzm historii sprawiły, że „Zmęczona śmierć” przez dziesięciolecia inspirowała twórców. Podobno to dzięki niej reżyserią zainteresował się Luis Buñuel.       

W schyłkowej fazie ekspresjonizmu Lang nakręcił jeszcze jedno arcydzieło – „Metropolis” (z roku 1927). To monumentalne SF zawiera wizję XXI-wiecznej metropolii, której mieszkańcy dzielą się na uprzywilejowaną grupę intelektualistów oraz wyzyskiwanych robotników. Prezentowana tu dystopia zaskakuje swoją dalekowzrocznością. Płażewski w „Historii filmu” zauważa: „Bardziej od społecznych tez filmu zostają w pamięci niektóre urzekające pomysły plastyczne: owe masy zgarbionych, w ciemne mycki ubranych niewolników, poruszających się rytmicznie i bezsensownie w trybach wielkich maszyn – dantejskie przeczucie Auschwitz”.

Pochód grozy dobiegł końca w okolicach roku 1928, jednak niemiecki ekspresjonizm wciąż odbija się echem w twórczości współczesnych reżyserów (takich jak Tim Burton czy David Lynch). Nurt ten zadecydował o kształcie, jaki przybrał horror, pozwolił też wykształcić się kinu noir. Co najważniejsze, omówione tytuły nie funkcjonują wyłącznie jako przystanek na drodze do bardziej zaawansowanych form wypowiedzi filmowej. Posługują się na tyle giętkim językiem, że przemawiają do widzów również dziś, po upływie blisko stu lat. 

Dowodem na stałe zainteresowanie ekspresjonizmem niemieckim jest 16. Festiwal Filmu Niemego zorganizowany przez Kino Pod Baranami. W programie imprezy znajdują się między innymi „Ręce Orlaka” (05.12.2015, godz. 20.45) oraz „Zmęczona śmierć” (06.12.2015, godz. 15.00).  

Pełny repertuar festiwalu znajduje się na stronie internetowej Kina Pod Baranami.

Czytaj także:
Cyfrowa nostalgia. O współczesnym kinie niemym

Czytaj także

 0