Szwedzki zespół wyrzucony z Przystanku Woodstock? Sprzeczne wersje muzyków i organizatorów

Szwedzki zespół wyrzucony z Przystanku Woodstock? Sprzeczne wersje muzyków i organizatorów

Muzycy z  zespołu Mando Diao
Muzycy z zespołu Mando Diao / Źródło: Facebook / Mando Diao
"Nigdy nie doświadczyliśmy czegoś takiego. To, że nasz występ został przerwany przez dyrektora festiwalu po tym, jak wszczął konflikt fizyczny, jest nie do przyjęcia" – piszą muzycy z Mando Diao. Inną wersję przedstawiają organizatorzy występu.

Szwedzki zespół Mando Diao miał zagrać jako ostatni w trakcie czwartkowego koncertu w Kostrzynie nad Odrą. Po kilku utworach występ został jednak przerwany. Następnego dnia muzycy zamieścili na Facebooku oświadczenie, w którym twierdzą, że koncert został przerwany przez organizatora, co zostało poprzedzone „konfliktem fizycznym”. „Popieramy przesłanie o pokoju, miłości i zrozumieniu, ale po tym, co się stało, możemy tylko powiedzieć, że to wszystko tylko show i ego, a agresja i kontrola są jedynymi rzeczami, które przeważają w jego organizacji” – napisali muzycy. Jak twierdzą, podczas koncertu dobrze się bawili i otrzymali moc pozytywnej energii, która jednak została zaburzona przez organizatora festiwalu.

„Nikt nie może atakować członków naszego zespołu ani ekipy. Nikt. Jest nam szkoda ludzi, którzy byli rozczarowani. Tak się cieszyliśmy, że po tak długiej przerwie zagramy w Polsce i to było gorzkim rozczarowaniem. Oczekujemy że festiwal przeprosi za zachowanie również fanów, ponieważ my wszyscy zostaliśmy skrzywdzeni. Czekamy na powrót do Polski. Love” – napisali Mando Diao w oświadczeniu.

Odpowiedziano im w komentarzu z oficjalnego konta Przystanku Woodstock na Facebooku. "Zasmucił na ten post, ponieważ sytuacja była zupełnie inna. Też mocno wyczekiwaliśmy na ten koncert i przykro nam, że zakończył się w taki sposób" –brzmiała odpowiedź. W kolejnym wpisie organizatorzy dodali, że przeprowadzenie takiego koncertu to wysiłek nie tylko zespołu, ale też obsługi technicznej, operatorów kamer i inżynierów dźwięku, a by wszystko odbyło się dobrze, potrzebna jest współpraca.

„Wczoraj nie było takiej współpracy i zrozumienia ze strony zespołu i jego obsługi. Naszym najwyższym priorytetem jet bezpieczeństwo osób które uczestniczą w festiwalu jako publiczność oraz obsługi na scenie. Chcielibyśmy, żeby sprawa była jasna - ponownie powtarzamy - jest nam smutno z powodu tego, co się stało i chcielibyśmy wziąć na siebie pełną odpowiedzialność za przerwanie koncertu” – czytamy w oświadczeniu reprezentantów Przystanku Woodstock.

Czytaj także:
Woodstock. Owsiak do Pawłowicz: Niech pani spróbuje seksu

 1

Czytaj także