Moda na polskie wersje zachodnich produkcji satyrycznych. Jest się z czego śmiać?

Moda na polskie wersje zachodnich produkcji satyrycznych. Jest się z czego śmiać?

Scena z "SaturdayNight Live Polska"
Scena z "SaturdayNight Live Polska" / Źródło: YouTube / /SNL Polska
Moda na polskie wersje zachodnich formatów rozszerzyła się z programów reality czy talent show na produkcje satyryczne. Jest się z czego śmiać?

Rodzima telewizja zawsze z zazdrością patrzyła na amerykańskie i zachodnioeuropejskie siostry, co najczęściej kończyło się kopiowaniem ich najlepszych rozwiązań. Zaczęło się od programów informacyjnych i rozrywkowych typu talk show. Później nastała era reality show i talent show. Zresztą w tradycyjnej telewizji wciąż dominują różne odmiany tych programów. Dlatego świeży twór, jakim są kanały telewizji internetowej i platformy streamingowe, postanowiły zawalczyć o widza nowością – programami satyrycznymi.

Pierwszy ruch należał do portalu Gazeta.pl, który zaprosił do współpracy Jakobe Mansztajna i Rafała Żabińskiego i razem z nimi stworzył program „Make Poland Great Again”. W inną stronę poszła za to platforma streamingowa Showmax. Od Amerykanów zakupiła mianowicie licencję na realizację kultowego programu „Saturday Night Live”, w którym karierę zaczynały takie sławy jak Bill Murray, Chevy Chase, Dan Aykroyd czy choćby Robert Downey Jr. „SNL Polska” – bo tak brzmi nazwa naszego odpowiednika – powstaje dokładnie w ten sam sposób jak jego amerykańska wersja. W każdą sobotę odbywają się trzy próby z udziałem widowni, po czym o godz. 21.00 rusza emisja. Scenarzyści i twórcy do ostatniej minuty dopracowują skecze i monologi tak, by widz otrzymał najzabawniejszą ich wersję.

Okładka tygodnika WPROST: 1/2018
Cały artykuł opublikowany jest w 1/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także