Władysław Pasikowski o nowym filmie „Kurier”: Jan Nowak-Jeziorański to taka polska mutacja Forresta Gumpa

Władysław Pasikowski o nowym filmie „Kurier”: Jan Nowak-Jeziorański to taka polska mutacja Forresta Gumpa

Władysław Pasikowski
Władysław Pasikowski / Źródło: Bartosz Mrozowski/Kino Świat
– Patriotyzm nie jest dzisiaj daniną krwi. Jest taką sumą działań, żeby się w daninę krwi nie zmienił – mówi Władysław Pasikowski w rozmowie z „Wprost”. W piątek 15 marca do kin wchodzi „Kurier”, najnowszy film reżysera, opowiadający o życiu Jana Nowaka-Jeziorańskiego.

Krzysztof Kwiatkowski: Po „Psach” Andrzej Wajda wygłosił słynne zdanie: „Pasikowski wie o widowni coś, czego ja nie wiem”. Co pan wie o dzisiejszej publiczności?

Władysław Pasikowski: Tyle wiem, że ekspertem od dzisiejszej widowni jest pan Patryk Vega... To jest zupełnie inna publiczność niż ta sprzed 30 lat, gdy ja zaczynałem. Wtedy 100 pierwszych miejsc na liście najpopularniejszych filmów zajmowały filmy amerykańskie. Z wyjątkiem „Krzyżaków”, oczywiście. Zadaliśmy sobie wtedy z Pawłem Edelmanem pytanie „dlaczego?” i wyszło nam, że, w przeciwieństwie do polskich produkcji, są dobrze zrobione, czyli skonstruowane dramaturgicznie, sfotografowane i zmontowane. No i miały zdecydowanego bohatera – białego mężczyznę w wieku 35 lat z karabinem maszynowym w dłoni. Postanowiliśmy zrobić film jeden i drugi według tej recepty, i to się o dziwo nam udało. Dziś pierwszych 100 pozycji na liście najpopularniejszych zajmują polskie filmy. Zadaliśmy sobie z Pawłem Edelmanem pytanie „dlaczego?” i wyszło nam, że nie wiemy. Dlaczego „Sicario” albo „Blade Runner”, albo „Dunkierka” ma gorszy wynik niż „Planeta Singli 3”? Bo to gorsze filmy są? Mam intuicję co do widowni, że jej gustu nie kształtują już amerykańskie profesjonalne filmy, tylko YouTube. Inny gigant polskiego kina, Wojtek Smarzowski, nakręcił „Drogówkę” aparatem telefonicznym… Milion widzów! Więc nic nie wiem o dzisiejszej widowni na pewno, same domniemania.

Proponuje pan jej „Kuriera”. „Jack Strong” był opowieścią o samotności bohatera. Co dla pana jest najważniejsze w Janie Nowaku-Jeziorańskim? Tragizm człowieka, który wie, że nie ma szansy na wygraną, ale uważa, że trzeba pięknie zginąć?

Nie „pięknie”, wiernie. Nie ma pięknej śmierci, choć na szkoleniu wojskowym pokazywali mi film, gdzie jeden z weteranów upierał się, że jest, bo jego kolega dostał z działka przeciwlotniczego w głowę… Nowak zresztą nie chce umierać. On tylko chce walczyć, mimo że wie, jak to starcie się skończy, skoro siły rozkładają się dziesięć do jednego. Ale są sytuacje, gdy nie można go unikać. Trzech oprychów napada matkę staruszkę, by jej porwać torebkę – jaki syn nie stanie wtedy do walki? To naturalny zwierzęcy instynkt. Nowak ma taki instynkt w stosunku do ojczyzny, jak my wszyscy do matki. A w samym Nowaku najważniejszy był dla mnie zwykły człowiek, taki everyman, jak mówią Amerykanie. Moim zdaniem to taka polska mutacja Forresta Gumpa, a nie Jamesa Bonda, ale nie wychylam się z tym poglądem za bardzo, bo jest on niepopularny wśród moich producentów.

Ma to dla pana znaczenie, że sięga pan po postać Nowaka-Jeziorańskiego teraz – w podzielonym kraju, właśnie wśród pleniącej się mowy nienawiści?

Nie za bardzo. Sytuacja mojego bohatera jest tak odległa… Gdybym zrobił film o panu Andrzeju Lepperze, do czego jestem namawiany, to miałoby kapitalne znaczenie, ale inteligent ryzykujący bez wahania życie dla straconej sprawy jest, szczęśliwie, z innej epoki. Ostatecznie, co by o naszych obecnych możnowładcach nie powiedzieć, na razie, uchronili nas przed piekłem wojny.

Opowiada pan o nierozstrzygalnych dylematach, jest w „Kurierze” spór o sens Powstania. Ale coraz częściej politycy wykorzystują historię do swoich celów. To ważne, aby przypominać o jej nieoczywistości?

Ważne, aby zachować rozróżnienie, co w historii jest nieoczywiste, a co wcale takie nie jest, inaczej relatywizm może być zabójczy. Od rzeczy najprostszych – oczywiste jest zwycięstwo pod Grunwaldem. Jak ono zostało wykorzystane lub zmarnowane, budzi spory i kontrowersje. Oczywiste jest, że pan Lech Wałęsa jest bohaterem narodowym, a sąsiadów w Jedwabnem pomordowali nie Niemcy… Nie można takich faktów historycznych relatywizować, a nawet jak ktoś spróbuje, jak u Orwella, przerabiać kroniki, to zostaną jeszcze dokumenty na całym świecie i tylko wyjdziemy na idiotów.

Czytaj także:
Władysław Pasikowski kręci film o Janie Nowaku-Jeziorańskim

Okładka tygodnika WPROST: 11/2019
Cały wywiad dostępny jest w 11/2019 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także