Zszarzały Oscar

Zszarzały Oscar

Potrzebna jest komisja ds. Oscarów, która wyjaśni, w jaki sposób taki kinowy średniak jak "Inflirtacja" mógł zgarnąć aż cztery statuetki!
Nominacje do tegorocznych nagród sugerowały, że amerykańska akademia filmowa zamierza konsekwentnie wcielać w życie ambicje, jakie przejawiła rok temu. Wtedy najważniejszymi wyróżnieniami uhonorowano „Miasto gniewu" i "Tajemnicę Brokeback Mountain" – dzieła nieszablonowe, w odważny sposób poruszające ważne i aktualne problemy społeczne. W tym roku miało być podobnie, przecież w puli były takie filmy jak "Babel", lub "Mała miss".

Tymczasem najważniejsze wyróżnienia zgarnął Martin Scorsese, świetny reżyser, który jednak "Inflirtacją" się nie popisał. Statuetkę dla niego należy traktować jako nagrodę za całokształt – podobnie jak wyróżnienie, jakie kilka lat temu otrzymał Steven Spielberg za "Szeregowca Ryana". Bardzo to miłe, że Hollywood docenia największych pośród nich. Szkoda tylko, że nagradza ich po czasie. W ten sposób trudno oprzeć się wrażeniu, że przemysł filmowy opiera się tylko i wyłącznie na znajomościach. Premier Kaczyński nazwałby to "szarą siecią powiązań". Bez względu jednak na terminologię jedno jest pewne – nie służy to przemysłowi kinowemu, jeśli nagród nie dostają najlepsze filmy, tylko dzieła reżyserów o najszerszych plecach.

Czytaj także

 0