Tą sprawą żyła cała Polska. Kto stoi za wstrząsającym zabójstwem Iwony Cygan?

Tą sprawą żyła cała Polska. Kto stoi za wstrząsającym zabójstwem Iwony Cygan?

„Miasteczko zbrodni. Dlaczego zginęła Iwona Cygan?”
„Miasteczko zbrodni. Dlaczego zginęła Iwona Cygan?” / Źródło: Grupa Wydawnicza Foksal
Iwona Cygan została zamordowana 13 sierpnia 1998 roku w Szczucinie. Po ponad dwóch dekadach od bestialskiego zabójstwa nastolatki, wciąż w sprawie jest wiele niewiadomych.

„Czy sprawcy chcieli ją wywieźć, żeby pracowała jako prostytutka w Austrii? A może dowiedziała się o ich nielegalnych narkotykowych interesach? Czy może tej nocy była wystawiona jakiemuś wysoko postawionemu politykowi? Reporterka szuka odpowiedzi na pytanie, dlaczego przez tyle czasu lokalna policja i prokuratura nie były w stanie wskazać winnych tej zbrodni. Jak to się stało, że bezkarnie podmieniano ślady biologiczne, ginęły dowody i mordowani byli świadkowie? Jak wysoko sięgał układ polityczno-biznesowo-towarzyski w Szczucinie, który wyciszył sumienia ludzi na dwadzieścia lat?” – pyta Monika Góra, autorka książki „Miasteczko zbrodni. Dlaczego zginęła Iwona Cygan?”. Pozycja ukaże się 5 czerwca 2019 roku nakładem Wydawnictwa WAB.

Przeczytaj przedpremierowe fragmenty

„Rój much”

Słońce jest już wysoko na niebie, praży. Wokół zakrwawionej twarzy Iwony zbiera się rój much. Około drugiej po południu Stanisław Dziodzio wyprowadza krowę na pole nad Wisłę.

– Zwykle wcześniej wyprowadzałem krówkę, ale wtenczas po burzy było błoto, to nie chciałem. Przy tej ścieżce te zwłoki leżały. Obnażona była, pośladki na wierzchu.

Iwona leży twarzą do ziemi. Ręce ma związane na plecach białym sznurkiem. Na szyi zadzierzgnięty metalowy drut z węzłem skręconym na karku. Dziodzio myśli, że to jakiś chłopak, bo jest krótko ostrzyżona.

Później się okaże, że sprawcy obcięli jej włosy.

– Na pewno musiała się męczyć – uważa Dziodzio. – W takiej pozycji nigdy by nie leżała, prościutko ułożona, nogi ściśnięte, buciki razem ułożone. Człowiek w konwulsjach to przecież różne pozycje by przyjmował, a nie tak w pozycji jak do zdjęcia.

Rolnik szybko idzie do domu swojej siostry zadzwonić na policję. Przy wjeździe na wał czeka na radiowóz. Przybywają niestrudzeni funkcjonariusze Grzegorz J. i Leszek W., razem z Dziodziem jadą na miejsce. Dzwonią po techników z Dąbrowy.

Chwilę później o tym, że znaleziono ciało młodej dziew­czyny, dowiaduje się Robert Cygan, kuzyn Iwony. Jako pierwszy z rodziny dociera na miejsce.

– Przyjechałem górą, koroną wału, zleciałem na dół. Tam był Leszek W. i radiowóz, oprócz niego nie było nikogo. Chciałem dobiec do niej. Nie mogłem poznać Iwony. Była tak zmasakrowana, że nie mogłem w to uwierzyć. On mówi: „Nie, nie, zostań. To jest na pewno ona, znam ją przecież, chodziła z moją córką do szkoły”.

Około piętnastej na miejsce przyjeżdżają Bogdan M., szef dąbrowskiej dochodzeniówki, zastępca dąbrowskiego komendanta Stanisław Dziedzic, technicy i ekipa z psami tropiącymi. Potem do wału dociera Włodzimierz Kumorowski z Prokuratury Rejonowej w Dąbrowie Tarnowskiej. Nadzoruje pracę policjantów.

– Zanim zaczęli cokolwiek zabezpieczać, bardzo dużo osób mogło tam podejść – opowiada mieszkaniec Łęki Szczucińskiej. – Więc jeżeli coś tam było, to zostało zajeżdżone i zadeptane. Mój wujek pytał nawet jednego z policjantów, dlaczego ludzie wjechali tam samochodami. Odpowiedział mu, żeby się nie interesował tą sprawą i się tu nie kręcił, bo pies może złapać trop i iść w jego kierunku.

– O wpół do trzeciej zadzwoniła policja, ja odebrałam – opowiada Aneta. – Powiedzieli, że znaleźli ciało nad Wisłą.

Aneta z ojcem wsiadają do samochodu. Jadą na wał.

– Pamiętam, że wszędzie było mnóstwo ludzi. Jest takie zdjęcie ciała Iwony i wkoło są buty, klapki jakichś dziewczyn. Pan Dziodzio nawet prosił, żeby ją okryć, bo wszyscy tam dochodzili i patrzyli.

Funkcjonariusz Grzegorz J. trzyma Anetę za ręce, żeby nie zbiegła na dół. Aneta zna go, bo jest mężem jej koleżanki.

Ojciec Anety zbiega sam, chce podejść do Iwony.

– Nie dopuścili mnie policjanci do niej – mówi. – Za dużo ich było, nie dałem sobie rady z nimi.

Potem z wału schodzi Aneta.

„Ból, którego nie da się opisać”

– Gdyby nie to, że Gośka była jeszcze mała, myślę, że wtedy popełnilibyśmy samobójstwo – opowiada Aneta. – Siedzieliśmy zamknięci w domu. Wszystkie zasłony były pozasuwane. Rodzina przynosiła nam jedzenie pod drzwi, ale ni­komu nie otwieraliśmy. Czterdzieści stopni na polu, a my w środku, zamknięci na cztery spusty. Baliśmy się wpuścić kogokolwiek. Baliśmy się ludzi.

Gosia nie potrafi zostać sama w pokoju. Boi się wejść na piętro domu.

– Mama siedziała na dole, tata u góry, ja zamknięta w swoim pokoju. To trwało kilka dni. Nic nie jedliśmy – mówi Aneta. – Po kilku dniach mama powiedziała, że musimy zrobić jakieś zakupy. Wyszłam po chleb. Pamiętam, że było bardzo gorąco. Bałam się, że ktoś za mną idzie. To był taki wszech­ogarniający strach. Weszłam do sklepu i zemdlałam.

Gdy Aneta wraca do domu, widzi, że Gosia stoi przy mamie i potrząsa nią.

− Mówiła: „Wy musicie zacząć żyć, bo ja jestem jeszcze mała. Ja nic z tego nie rozumiem. Ja chcę żyć”. Myślę, że Gośka nas wtedy uratowała. Dała mamie motywację do życia, bo naprawdę nie wiem, jakby to się skończyło.

– To straszne, co morderstwo siostry zrobiło z naszą rodziną. – Gosia płacze. – Tata kompletnie się załamał. A mama, myślę, że dlatego, że miała nas, musiała być silna. Ale były takie momenty, że siedziała ze zdjęciem Iwony i płakała, płakała i płakała. Myślę, że przez tych szesnaście lat nie prze­spała ani jednej nocy.

Czesława nie może sobie wybaczyć, że nie sprawdziła, czy jej córki tamtej nocy razem wróciły do domu. Wieczorami zamyka się w pokoju Iwony. Wyjmuje z szafy jej ubrania i zapłakana wtula w nie twarz.

Z ojcem Iwony przez kilka kolejnych lat prawie nie ma kontaktu.

− Siedział, kiwał się na krześle i mówił coś do siebie – opowiada Aneta. − To był wszechogarniający ból. Ból, którego się nie da opisać.

Wójt Łączyński ogłasza 31 sierpnia dniem żałoby w Szczuci­nie. Jego syn był znajomym Iwony. Odwołane zostają wszystkie imprezy rozrywkowe, w tym gminne dożynki.

Następnego dnia Gosia idzie do szkoły: – I pamiętam, jak szłam przez korytarz, ludzie się rozstąpili i patrzyli na mnie.

Dyrektor robi apel. Śmierć Iwony zostaje uczczona minutą ciszy.

Na przerwach Małgosia biega do domu sprawdzić, czy jej mama żyje.

„Nic się nie stało”

Rok po zabójstwie ojciec Iwony trafia do szpitala, ledwo udaje mu się przeżyć. Podupada na zdrowiu. Żona nie pozwala mu się angażować w śledztwo, wszystko bierze na swoje barki.

– Prosiliśmy senatora Mieczysława Gila o pomoc – opowiada Aneta. – Pamiętam, raz przyjechał do nas do domu, to była niedziela. I powiedział, że prosi swoich posłów kolegów, żeby pomogli, ale widzi, że to nic nie daje. Że coś jest tutaj nie tak.

– Nikt nie chciał tego tematu ruszać – potwierdza były senator. – Powiązania z różnymi służbami były tak duże, że nikt nie miał odwagi udzielać wsparcia. Bo przecież tam nie chodziło o tę jedną sprawę Cyganów, ale różne przestępstwa, przede wszystkim gospodarcze.

W 2000 roku Aneta Cygan wysyła skargę do Komendy Głównej Policji na działania lokalnej policji. Postępowanie wyjaśniające prowadzi Komenda Wojewódzka Policji w Krakowie, a sprawa jest poddana „specjalistycznej analizie” przez jej wydział kryminalny.

W grudniu Aneta dostaje odpowiedź, że komenda nie podziela jej zarzutów nierzetelnego wywiązywania się policjantów ze swoich obowiązków służbowych. Policjanci z Krakowa informują, że w sprawie zabójstwa Iwony zostało przeprowadzone „wnikliwe śledztwo” przez grupę specjalną złożoną z policjantów byłej Komendy Wojewódzkiej Policji w Tarnowie i w Dąbrowie Tarnowskiej.

Nie znajduje uzasadnienia w ich oczach również łączenie sprawy zabójstwa Iwony ze zgonem Tadeusza Draba. Argumentują, że Tadeusz Drab był przesłuchiwany na okoliczność zabójstwa Iwony Cygan i zaprzeczył, że posiada informacje dotyczące sprawców tego mordu.

„Ktoś wyżej”

Wjeżdżam do Szczucina. W powietrzu wisi gęsty smog z opalanych tanim węglem pieców. Na rynku pusto. Zakłady po­zamykane. Ludzie nie mają pracy. Młodzi wyjeżdżają za granicę. Rówieśnicy Iwony mieszkają w Wielkiej Brytanii, Irlandii, we Włoszech, w Austrii, w Stanach.

Nikt nie chce otwarcie rozmawiać o zabójstwie Iwony.

– Ludzie uważają, że jeszcze ktoś wyżej musi być – mówi były mieszkaniec miasteczka. – Plotki chodzą, że Klapa i oni wszyscy wyjdą, bo sąd ich uniewinni. Że za duże plecy mają, że to rządowa sprawa jest. Mówi się, że nad prokuraturą, nad tym wszystkim ktoś tam wyżej jest, kto może być w to wszystko mocno wmieszany.

Ela, kuzynka Iwony, która wypowiedziała się o sprawie dla telewizji, opowiada:

– Półtora miesiąca później spotkałam kogoś na stacji CPN. On mówi: „Ty się nie boisz, że łeb ci ukręcą?”. Ludzie tutaj nie chcą mieć z tym nic wspólnego. Boją się o tym mówić nawet przez telefon, boją się podsłuchu. Paranoja społeczna panuje na tym punkcie.

– Ludzie boją się, że oni wyjdą i zaczną się mścić – dodaje Aneta. – My nie wiemy, ile osób w tym uczestniczyło. Ani kto jeszcze jest na wolności. I pilnuje.

Artykuł powstał we współpracy z Grupą Wydawniczą Foksal.

Czytaj także:
„Polska miłość”. To z pewnością pozycja nie tylko na jeden wieczór

Źródło: WPROST.pl

Czytaj także

 0