Sztuka opanowania środkowego palca
Materiał partnera

Sztuka opanowania środkowego palca

Bez tytułu - Rosenstein Erna 1954
Bez tytułu - Rosenstein Erna 1954 Źródło: Libra Dom Aukcyjny
Twórczość kobiet ma naturę rysia, a nie udomowionego mruczka - zamiast zamykać się na ciepłym jak mleko malowaniu macierzyństwa, artystki punktowały kłamliwość systemu już w dobie minionego ustroju. Karykatura potrafi być jednak tak subtelna, że otępiałe partyjne oblicze przeglądało się w niej jak w laurce, a sztuka sakralna na tyle cicho ocierająca o bluźnierstwo, żeby nie przerywać modlitw. Rysia wyróżnia w tym dzikim lesie inteligencja.

16 marca na aukcji w samym centrum Warszawy zadebiutują trzy nazwiska znane dotychczas z sal muzealnych – Malinowska, Wollenberg-Kluza, a także Rosenstein, której malarstwo gościło już co prawda w katalogach, ale raczej nie doprowadzało do tak dramatycznego rozlewu czerwonej farby.

Ocalała z getta autorka, w której uszach na trwałe zastygło wołanie mordowanych rodziców, zasłynęła przecież dorobkiem tak niedosłownym i surrealnym, że zamiast tuby do krzyczenia pełnił raczej rolę „etui na milczenie”, jak pisała w wierszu. Wystawiony w stołecznej Librze obraz może mieć wartość nawet 300 tys. zł, mimo że nikt nie przypisałby go śmiało Ernie Rosenstein po samych jedynie walorach formalnych: gładko odmalowany Bierut góruje nad starannie udrapowaną flagą, a schludna sala oficjalnego spotkania topi się w czerwieni surowego mięsa jak w fotograficznej ciemni. Płótno do bólu w socrealistycznej konwencji powstało w 1954 r. tuż po tym, jak artystka spotkała się z oficjalną naganą za niedostosowanie się do systemowych wymogów przyprawiających robotników o sztandary, a robotnice o ciężkie nogi.

– Do tej pory uważano, że tego typu praca Erny Rosenstein – w stylistyce socrealizmu – nigdy nie powstała. Eksperci są zgodni, że jest unikatowa i to pod bardzo wieloma względami – jako jedno z nielicznych ocalałych dzieł przedstawiać może samą autorkę, siedzącą u brzegu stołu w liliowym ubraniu. Płótno trafiło do nas z kolekcji prywatnej w Niemczech, wcześniej należąc do zbiorów Gizeli Szancerowej, dyrektorki Zachęty pozostającej w przyjaźni z artystką – komentuje Iwona Wojnarowicz z domu aukcyjnego Libra. Mimo silnie lewicowych poglądów, malarka zarzucała partyjnej formule miałki schematyzm, który dyskretnie wytknęła w obrazie, pozbawiając towarzyszy rysów twarzy, a przydając im maski płaskie jak szare lustro posadzki.

Wollenberg-Kluza Maria - Przebudzenie, z cyklu „Ona i On” 1991

Premiera to forma żeńska

O ile rozpoznawalność dorobku Erny Rosenstein jest wśród kolekcjonerów niekwestionowana, nadchodząca aukcja wniesie też w notowania twórczość zaprzyjaźnionej z nią autorki urodzonej tuż po wojnie. Wysokie na niemal 1,5 metra „Przebudzenie” Marii Wollenberg-Kluzy nabiera w tym kontekście dodatkowej, bieżącej warstwy znaczeniowej – czy rynek zdoła docenić dojrzałą, wielowątkową twórczość artystki, której nie podtykała jeszcze nikomu żadna machina promocyjna?

– Maria Wollenberg-Kluza jest spadkobierczynią polskiego koloryzmu, ale sięga też głęboko do mitologii i sfery duchowej. Jest zdania, że sztuka malarska powinna czerpać z innych dziedzin kultury i łączyć się z nimi płynnie – z poezją, muzyką, tańcem czy teatrem. Licytacja zaplanowana na 16 marca będzie jej aukcyjnym debiutem, co wielu z nas otwiera w pewnym sensie oczy: fakt, że jej nazwisko nie należało do pierwszej dwudziestki promowanej na rynku od dawien dawna, nie oznacza, że jej dorobek nie jest równie dobry – zwraca uwagę Iwona Wojnarowicz, wyliczając na palcach jednej dłoni szerzej rozpoznawalne, rodzime XX-wieczne autorki. Pytana o kolejne świeże dla aukcyjnego rynku nazwisko, ekspertka wymienia Małgorzatę Malinowską, znaną dotychczas pod zlepkiem słów Kijewski-Kocur.

Malinowska (Kocur) Małgorzata  - Kto włada Włócznią Przeznaczenia dzierży w dłoniach losy świata 2015

Ikona czasów popkultury

Prace tego artystycznego duetu – tworzącego nawet w takich rzeźbiarskich materiałach jak żelki Haribo czy klocki Lego – posiadają w zbiorach wszystkie główne muzea nad Wisłą, tymczasem ostatnia instalacja, jaką artystka wykonała w swoim życiu, będzie jednocześnie pierwszą, która trafi do głośnego aukcyjnego obiegu. Podobnie jak twórczość Marii Wollenberg-Kluzy praca dotyka sfery wyznaniowej i zupełnie jak karminowy obraz Erny Rosenstein niesie pewną krytyczną gorycz.

Sącząca błękitne światło instalacja „Kto włada Włócznią Przeznaczenia dzierży w dłoniach losy świata” ma szacunkową wartość powyżej 100 tys. zł, a nawiązuje do snutej w średniowieczu legendy o broni św. Maurycego, której grot wieńczy gwóźdź pamiętający Chrystusową mękę.

– Patrząc na te neonowo podświetlone krzyże, trudno nie zauważyć, że praca ma bardzo mocne podłoże symboliczne i skłania przede wszystkim do przemyślenia, gdzie kończy się sztuka wysoka i jak bardzo potrafi graniczyć z kiczem. Czy zauważaliśmy do tej pory, że sztuka religijna balansuje na tej granicy regularnie? Owocem tych analiz jest właśnie ta instalacja – co ciekawe, po raz pierwszy zaprezentowana była przy Grobie Pańskim w kościele Wizytek, a dokumentacja utrwala, jak wierni modlą się przy niej, czuwając – dodaje Iwona Wojnarowicz. Sama artystka zadawała pytanie wprost, choć nie tonem, przy którym wielkanocna dekoracja bolałaby odmawiających pacierz: czy kicz dewocjonaliów, otaczanych w końcu kultem i skupieniem, swoim estetycznym wyrazem nie bluźni czasem równie sprawnie jak zadomowiony w niskiej kulturze, środkowy palec?

Więcej o pracach artystek przeczytać można w katalogu domu aukcyjnego Libra: https://artlibra.pl/aukcje/aukcja-sztuki-xx-i-xxi-wieku-2/

Źródło: Libra Dom Aukcyjny
 0

Czytaj także