„Brawurowe walki chłopców przyćmiewały działania samotnej łączniczki”. Kobiety w czasie Powstania Warszawskiego

„Brawurowe walki chłopców przyćmiewały działania samotnej łączniczki”. Kobiety w czasie Powstania Warszawskiego

„Kobiety '44. Prawdziwe historie kobiet w powstańczej Warszawie” Agnieszka Cubała
„Kobiety '44. Prawdziwe historie kobiet w powstańczej Warszawie” Agnieszka Cubała / Źródło: Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Przejmująca, wstrząsająca i do bólu szczera – taka właśnie jest najnowsza książka Agnieszki Cubały „Kobiety'44. Prawdziwe historie kobiet w powstańczej Warszawie”. Autorka skupiła się na przedstawieniu Powstania Warszawskiego ich oczami. Obrazy, które narysowała na łamach książki, wykorzystując relacje uczestniczek zrywu, mocno zapisują się w pamięci.

1 sierpnia to dzień, w którym na nowo ożywają dyskusje dotyczące zrywu, który miał trwać zaledwie kilka dni, a zakończył się po ponad dwóch miesiącach - zrywu okupionego pulsującą krwią powstańców, która dzięki wspomnieniom nie zastyga. Powstanie Warszawskie jest tematem, który doczekał się mnóstwa publikacji – książki historyczne, albumy, a także filmy. Mogłoby się wydawać, że wydarzenie to zostało omówione ze wszystkich możliwych perspektyw. Agnieszka Cubała w najnowszej książce „Kobiety'44. Prawdziwe historie kobiet w powstańczej Warszawie” zdecydowała, że odda głos właśnie przedstawicielkom płci pięknej. Znalazła wycinek, który nawet jeśli nie był celowo pomijany, to pozostawał zazwyczaj na uboczu dyskusji.

„W takim samym stopniu narażali swoje życie”

„Często bywało jednak tak, że brawurowe walki chłopców przyćmiewały działania samotnej łączniczki przedzierającej się z meldunkiem przez ziemię niczyją czy lekarki, która zdecydowała się na pozostanie z rannymi w szpitalu. Ryzykowny wypad na pozycje wroga czy obrzucenie czołgu butelkami zapalającymi to czyny odważne i wzniosłe. Trudno się natomiast doszukać patosu w mieszaniu chochlą w kotle z zupą. Odwaga ludzi tworzących zaplecze frontu była skromniejsza, mniej widowiskowa. Chociaż przecież w takim samym stopniu narażali swoje życie, zdobywając żywność, dostarczając kawę, na linię walki czy zajmując się przerażonymi dziećmi” – pisze Agnieszka Cubała.

Autorka opisuje, z jakimi trudnościami musiały się mierzyć kobiety w czasie Powstania Warszawskiego. Wiele z nich czuło się nieswojo, gdy dowódcy oddelegowywali je do kuchni, gdy one chciały walczyć o najwyższe cele. Nietrudno się domyśleć, że ich powstańcza duma była wówczas urażona, nie ze względu na prostotę czynności, które musiały wykonywać, ale – odsunięcia od miejsca, w którym zapisywały się krwawe strony historii.

Strach i szczęście

Nie trzeba nikogo przekonywać, że uczestnikom powstania w większym lub mniejszym stopniu towarzyszyło uczucie strachu. Nie zawsze jednak był spowodowany obawą utraty własnego życia, ale niepokojem o los najbliższych. W wielu przypadkach negatywne emocje wywoływała także racjonalna kalkulacja przy porównywaniu własnych sił do tych, którymi dysponował wróg. Kobiety, co podkreśla Cubała, w mniejszym stopniu bały się śmierci niż tego, że zostaną ranne, co spowoduje, że staną się bezbronne i zależne od innych oraz zdane na łut szczęścia.

W czasie Powstania Warszawskiego w wielu przypadkach to właśnie szczęście odegrało kluczową rolę. Agnieszka Cubała przytacza historie, które doskonale obrazują, że splot przypadkowych okoliczności potrafił uratować czyjeś życie, że dosłownie jeden krok w inną stronę mógł wpłynąć na zmianę biegu wydarzeń.

Czytając książkę „Kobiety'44. Prawdziwe historie kobiet w powstańczej Warszawie” widać, że autorka wykonała tytaniczną pracę. Przejrzała ogromną ilość publikacji, a swoją książkę zobrazowała fotografiami powstańców, wycinkami z gazet, plakatami. Zebrała, wspomagając się innymi pozycjami książkowymi, wspomnienia uczestniczek powstania - sanitariuszek i łączniczek, ale również aktorek.

„Na łzy trzeba było mieć siły”

Autorka podzieliła książkę na rozdziały, w których zajęła się konkretnymi aspektami życia kobiet. Pokazała, jak wyglądała ich codzienność i że wcale – nawet w najtrudniejszych chwilach - nie widziały jej jedynie w czarnych barwach. Powstańcy w tych tragicznych czasach potrafili znaleźć powody do śmiechu, który był lekarstwem na nieznośną codzienność. Był to dla nich pewnego rodzaju ratunek, by nie zwariować w koszmarnej rzeczywistości.

Agnieszka Cubała zwróciła uwagę także na katusze, które kobiety przeżywały z rąk oprawców dopuszczających się brutalnych gwałtów. Opisała rozterki tych, które pociągnęły za spust i zabiły. Na podstawie relacji ukazała, że śmierć stała się elementem codzienności. Przytoczyła także niezwykle trudne rozmowy, przepełnione kłamstwami w dobrej wierze, z ciężko rannymi dziećmi, które nie chciały umierać. Autorka zwróciła również uwagę na niezwykle przyziemną kwestię. Na łamach książki przekonuje, że nawet w czasie Powstania Warszawskiego zdarzały się takie chwile, gdy kobiety dbały o to, by czuć się kobieco i podobać się swoim ukochanym. Książka „Kobiety'44. Prawdziwe historie kobiet w powstańczej Warszawie" jest naszpikowana ciekawostkami, jak np. o powstańczych przesądach, które nie zawsze przedostają się do głównego nurtu i zostają omówione.

„Czy kobiety podczas powstania płakały? Bardzo rzadko. Na łzy trzeba było mieć siły. A te należało oszczędzać, by przenosić meldunki, nieść pomoc potrzebującym i… trzymać fason. Niektóre z uczestniczek powstania nie płakały, bo były na to zbyt zmęczone. Inne zbudowały wokół siebie pancerz ochronny, przez który nie mogła się przedrzeć żadna emocja” – pisze Agnieszka Cubała.

Autorka w bardzo obrazowy sposób ukazuje, jak w sierpniu 1944 roku wyglądała Warszawa. Smród, świst kul i wybuchy, które powalały wydawać by się mogło konstrukcje nie do ruszenia – taki obraz rysuje się na podstawie relacji kobiet, które grają pierwszą rolę w omawianej książce.

Agnieszka Cubała z przeróżnych, ale jednak splatających się historii, które łączył jeden cel, narysowała niejako portret zbiorowości. Autorka książki zbudowała także portret psychologiczny powstańców. Twierdzi, że kobiety w porównaniu do mężczyzn w najtrudniejszych chwilach były silniejsze psychicznie, chociaż jednocześnie były bardziej emocjonalne. Ukazała jak w soczewce ludzkie emocje bez zbędnego patetyzmu, mimo że w sierpniu 1944 roku tworzyła się historia.

„Nie miały wielkich planów”

Po latach powstańcy, co zauważa Cubała, musieli rozegrać kolejną bitwę. Potyczkę o to, by nauczyć się żyć na nowo, gdy wciąż przypomina się odór kanałów, rozkładających się ciał, a w uszach tętni odgłos bombardowania i odzywa się przeraźliwy huk. Bo kobiety i mężczyźni, którzy przeżyli powstanie trwają z pewnego rodzaju znamieniem.

„Początkowo, by przetrwać, trzeba było skoncentrować się na najprostszych codziennych czynnościach. Potem przyszła kolej na szkołę, studia, rodzinę. Nie miały wielkich planów. Chciały każdego dnia móc położyć na stole biały chleb, spać na łóżku przykrytym prześcieradłem i mieć obok siebie drugiego człowieka, który stałby obok nich w najtrudniejszych chwilach” – pisze Agnieszka Cubała”.

Po lekturze książki Agnieszka Cubała pozostawia czytelnika z pulsującą w jego głowie niezgodą, że opisane wydarzenia naprawdę mogły mieć miejsce. A obrazy, które namalowała na kartkach papieru, powracają wraz z kolejnymi dniami.

Źródło: WPROST.pl

Czytaj także

 0

Czytaj także