Święto życia na OFF Festival. Iggy Pop: wiem, że niedługo umrę, ale teraz chcę się bawić

Święto życia na OFF Festival. Iggy Pop: wiem, że niedługo umrę, ale teraz chcę się bawić

Iggy Pop
Iggy Pop Źródło: Newspix.pl / Ricardo Rubio
- Jestem już stary i wiem, że niedługo umrę, ale zanim to nastąpi, chcę się cholernie dobrze bawić – powiedział Iggy Pop ze Sceny Głównej OFF Festival. Legendarny muzyk przyciągnął do Katowic olbrzymią publiczność, która w ekstatycznym tańcu spijała każde słowo z jego ust. Ojciec chrzestny punk rocka mimo nieubłaganie mijającego czasu, korzysta z życia do granic możliwości i niepodzielnie rządzi sceną.

W nocy z soboty na niedzielę tłum pod główną sceną OFF Festival, był tak gęsty, że pod barierki najłatwiej było dostać się serfując na morzu uniesionych w górę dłoni. Nie ma wątpliwości, że to właśnie on przyciągnął do Katowic największą publiczność. Wielu uczestników wydarzenia, kupiło bilety wyłącznie dla jego koncertu. Kiedy Iggy Pop pojawił się scenie, nastąpił wybuch zbiorowej euforii.

Czy Iggy da radę?

Po tym, co widzieliśmy w Katowicach, to pytanie wydaje się, co najmniej, niedorzeczne. Niemniej przed wydarzeniem trudno było nie poddać się obawom o formę 75-letniego muzyka. Iggy po raz pierwszy na scenie pojawił się w latach 60., a jego życiorys nie należy, mówiąc delikatnie, do najgrzeczniejszych. Po niemal pięciu dekadach wypełnionych po brzegi szaleństwem i używkami organizm może odmówić posłuszeństwa. Ale Iggy nie znosi sprzeciwu.

Czytaj też:
Upał headlinerem pierwszego dnia OFF Festival. Do Katowic wróciła impreza Artura Rojka

Już w pierwszych minutach koncertu widać było, że nie brakuje mu energii. Po instrumentalnym intro wybiegł przed publiczność wymachując rękami i zaczęła się ekstaza. W górę pofrunęły tysiące składających się do oklasków dłoni i okrzyki zachwyconych fanów.

Narzucona na plecy Iggy’ego marynarka, zgodnie z przewidywaniami, bardzo szybko przestała mu być potrzebna i oczom widowni ukazało się jego, pokryte papierową skórą, ciało.

Prawdziwa eksplozja nastąpiła, kiedy z głośników wyrwał się riff „I wanna be your dog” The Stooges. Przy tym utworze trudno powstrzymać się od skakania, więc zgromadzony pod sceną tłum nawet nie próbował się hamować, zdzierając przy okazji gardła w refrenie. Tym czasem Iggy przemieszczał się od lewa do prawa, dyrygując imprezą. W pewnym momencie runął na sceniczne deski i spędził w pozycji horyzontalnej kilka taktów, by za chwilę podnieść się i raz jeszcze wyśpiewać swoje pieskie życzenie. Czy Iggy daje radę? Głupie pytanie.

Iggy Pop i wolność

Okazało się jednak, że koncerty Iggy’ego mogą być nie tylko źródłem muzycznego szaleństwa, lecz także wzruszeń. Pop jest w pełni świadom ograniczeń swojego ciała, ale akceptuje je. Co więcej potrafi się nim cieszyć i z niego żartować. Autoironia, szczerość i swoboda pozwalają mu w pełni cieszyć się czasem spędzanym na scenie. Czasem, który jak sam zauważył dobiega końca.

Czytaj też:
Ostatni tytani grunge'u. Pearl Jam pokazuje przemijaniu środkowy palec

- Jestem już stary i wiem, że niedługo umrę, ale zanim to nastąpi chcę się cholernie dobrze bawić – powiedział, zapowiadając utwór „Death trip”. Są to słowa, które u wielu fanów z pewnością wywołały smutek, ale najważniejsza w tej wypowiedzi jest niekwestionowana miłość Iggy’ego do życia. Pragnienie przeżywania i doświadczania codzienności jest w nim wciąż tak olbrzymie, jak wtedy, kiedy kilka dekad temu rzucał się ze sceny w tłum wielbiących go ludzi. To pragnienie czyni go wolnym od strachu przed nieuniknionym.

Kochaj życie, zawsze i w każdym wieku – to przesłanie, z którym tysiące fanów wyjedzie z Katowic.

OFF Festival głośny i egzotyczny

Choć koncert Iggy’ego Popa był zdecydowanie najważniejszym wydarzeniem drugiego dnia festiwalu, to nie można pominąć występów, które były doskonałym preludium do finału na scenie głównej. Na scenie leśnej pojawił się m.in., zespół The Armed, którego występ był tak energetyczny i agresywny, że przetrwanie sceny w jej pierwotnym kształcie nazwać należy sukcesem. W tym samym czasie na scenie eksperymentalnej odbywał się koncert znajdujący się na zupełnie przeciwległym biegunie. Pakistańska piosenkarka Arooj Aftab kołysała publiczność nastrojowymi kompozycjami popijając czerwone wino z wielkiego kieliszka.

Zanim jednak scenę eksperymentalną opanowały kołysanki, pojawił się na niej tuareski rock’n’roll w wykonaniu Mdou Moctara z zespołem. Koncert pustynnego mistrza gitary przyciągnął tłum, który wylewał się poza granice zakrywającego scenę namiotu. Żywiołowe kompozycje, rozruszały publiczność do tego stopnia, że co bardziej odważni fani rzucili się nawet w szaleńcze pogo.

Na odnotowanie zasługuje także koncert braci Kacperczyk, podczas którego publiczność mogła podziwiać również pomysłodawcę i dyrektora artystycznego OFF Festival. Artur Rojek pojawił się na scenie, by zagrać z braćmi wyjątkowo energetyczną wersję utworu „Mieć czy być” z repertuaru Myslovitz.

To nie koniec emocji. Już w niedziele na festiwalowych scenach publiczność zobaczy m.in., Metronomy, Bedoesa, DZIARMĘ, Kamaala Williamsa i Papa Dance.

„Trudno jest nie ewoluować”. Zalia o dojrzewaniu i swojej artystycznej tożsamościCzytaj też:
Oświecony hedonizm Beyoncé. Komu królowa pokazuje środkowy palec?

Źródło: WPROST.pl
 0

Czytaj także