Po co komu operetka? Połoński: Gdyby ktoś pokroju Friza „strzelił bekę”, dzieciarnia poszłaby zobaczyć to „dziwo”

Po co komu operetka? Połoński: Gdyby ktoś pokroju Friza „strzelił bekę”, dzieciarnia poszłaby zobaczyć to „dziwo”

Jerzy Jan Połoński
Jerzy Jan Połoński Źródło:G. Gołębiewski
Gdyby nagle ktoś pokroju Friza „strzelił bekę” i powiedział „idziemy do operetki”, on i jego towarzysze we frakach siedliby na widowni i relacjonowali tę wizytę w mediach społecznościowych, dzieciarnia poszłaby też, żeby zobaczyć, co to za dziwo – mówi Jerzy Jan Połoński, reżyser, aktor, muzyk, artysta kabaretowy i pedagog, który razem z artystami Opery na Zamku w Szczecinie pracuje nad premierą „Orfeusza w piekle”.

Paulina Socha-Jakubowska, „Wprost”: Razem z artystami Opery na Zamku w Szczecinie przygotowuje pan „Orfeusza w piekle”, a ja się zastanawiam, czy jako reżyser sądzi pan, że Polacy jeszcze w ogóle „kupują” operetkę jako gatunek?

Jerzy Jan Połoński: Myślę, że to jest temat na rozprawę doktorską, a nie na krótki wywiad. Sam generalnie nie przepadam za operetką i myślę, że jest to forma, która powoli odchodzi. Zresztą operetki, jako instytucje, Operetka Wrocławska, Warszawska, Poznańska, Łódzka, itd, zakończyły działalność. Zostały zmienione w teatry muzyczne, gdzie grywane są głównie musicale i spektakle muzyczne.

Są wśród nich takie nastawione tylko i wyłącznie na rozrywkę, komedię, show, ale jest też bardzo dużo musicali, które dotykają istotnych spraw, są „o czymś więcej”: o depresji, o dojrzewaniu, o odrzuceniu, o tożsamości, o ważnych historycznie wydarzeniach czy osobach, choćby „1989” w Polsce, czy „Hamilton” w USA.

Operetka to była zawsze rozrywka niezbyt wymagająca intelektualnie.

Julian Tuwim sto lat temu napisał, że „sztuka z muzyką, ze śpiewaniem, z tańcami może być wielkim widowiskiem, ale starą idiotkę operetkę należałoby kopnąć w odpowiednie miejsce, żeby się przewróciła”. I ja się, niestety, troszkę z nim zgadzam.

Ale jednak podjął się pan zadania, reżyseruje operetkę.

Zresztą po raz drugi. Pierwsza była „Wesoła Wdówka” w Bydgoszczy. I już wtedy powiedziałem dyrektorowi tamtejszej opery, że ja to muszę tę formę obśmiać, bo… jest stęchła. I całą inscenizację osadziliśmy w realiach świata starych, zniszczonych i pokrytych pajęczyną obrazów, mebli i melodii. Postaci wychodzą z „szafy” i grają świat, którego już dawno nie ma. Tylko oni o tym nie wiedzą.

Mrugałem do widza okiem i tak samo robię przy „Orfeuszu” – staram się po prostu bawić formą.

Mimo wszystko zaskoczyła mnie ta pańska odpowiedź w stylu „nie przepadam za operetką” na kilka dni przed premierą „Orfeusza w piekle”. Dlaczego „wszedł” pan w ten projekt?

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Wprost.

Aktualne cyfrowe wydanie tygodnika dostępne jest w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.